Na drugą stronę lustra
O spektaklu „Wczoraj byłaś zła na zielono” Elizy Kąckiej w reż. Anny Augustynowicz w Teatrze Dramatycznym w Warszawie pisze Wiesław Kowalski.
Sceniczna adaptacja prozy Elizy Kąckiej w reżyserii Anny Augustynowicz to gęsta, formalnie zdyscyplinowana kompozycja, w której polifoniczny głos matki i córki zderza się z opresyjnym chórem społeczeństwa. Choć spektakl operuje bogatym arsenałem inscenizacyjnych środków, najmocniej działa w momentach, gdy zostaje blisko tekstu.
Anna Augustynowicz sięga po książkę Elizy Kąckiej „Wczoraj byłaś zła na zielono” z właściwą sobie precyzją i dyscypliną. Adaptacja sceniczna tej autobiograficznej prozy nie stara się jej upraszczać ani komentować – raczej rozkłada ją na części i rozpisuje na aktorskie głosy, posługując się znaną z wcześniejszych prac Augustynowicz strategią multiplikacji perspektyw. Samotna matka, jej córka w spektrum autyzmu, otoczenie społeczne i wewnętrzne narracje – wszystkie te głosy w spektaklu brzmią naraz, często równolegle, czasem w kakofonicznej warstwie dźwiękowej, która staje się równoprawnym aktorem na scenie.
Scenografię tworzą przezroczyste przesłony, witrynowe wnęki i lustrzane panele, ustawione frontem do widowni. Tworzą one nie tylko fizyczny dystans między aktorami a publicznością, ale też symboliczne pole oddzielenia: tego, co wewnętrzne, od tego, co wystawione na społeczną ocenę. Głosy postaci – nierzadko przefiltrowane przez mikrofony, nakładające się na siebie – są zarazem skargą i diagnozą. Rzeczy, które matka „usłyszała jako matka”, powracają jak refren w niekończącej się partyturze społecznych oczekiwań i osądów.
Spektakl, zgodnie z intencją reżyserki, nie oferuje jednej protagonistki – opowieść rozpisana jest na czwórkę wykonawców, a główną rolę grają rozproszenie i polifonia. Anna Moskal, jako głos matki, wyróżnia się szczególną klarownością – to aktorka, która potrafi wybrzmieć nawet w gęstym audioscenicznym pejzażu. Jej obecność nie tyle dominuje, co spaja wielogłos, nadaje mu rytm i punkt odniesienia.
Na poziomie dramaturgii tekst staje się tu muzyką: zapis codzienności – z jej powtórzeniami, echami, skokami myśli – układa się w strukturę przypominającą fugę lub utwór sonorystyczny. Momentami spektakl bardziej niż teatralne przedstawienie przypomina instalację performatywną lub eksperyment dźwiękowy. To właśnie te momenty – bliskie kantorskiemu „przegadaniu”, ale bez ilustracyjności – stanowią o sile tej adaptacji. Paradoksalnie jednak, to w dłuższych, linearnych partiach tekstu, gdzie pozwala się wybrzmieć słowu, spektakl staje się najczytelniejszy i – paradoksalnie – najmocniejszy w działaniu.
Augustynowicz, świadoma potęgi tekstu Kąckiej, nie stara się go inscenizacyjnie przyćmić. Raczej wchodzi z nim w dialog, który chwilami przeradza się w próbę przetłumaczenia intymnego doświadczenia na język sceny. Jednocześnie nie stara się go psychologizować – utrzymuje chłód, rezygnuje z realizmu, ale pozostaje przy uważności na rytm opowieści. Dźwięk skrzypiec Marii Wieczorek – raz pulsujący, raz rozedrgany – wzmacnia napięcia, buduje tło dla emocji, których aktorzy nie eksponują, ale które podskórnie przebijają przez dyscyplinę formy.
„Wczoraj byłaś zła na zielono” w wersji Augustynowicz to spektakl-performans, który nie tłumaczy, nie prowadzi za rękę, ale układa pytania i tropy. Od widza wymaga skupienia, gotowości na rozszczepienie uwagi i na zakłócenie komunikacji. Jednocześnie w tym właśnie zakłóceniu tkwi jego metoda – próba reprezentacji świata, który sam z komunikacją zmaga się każdego dnia.
fot. Karolina Jóźwiak / Teatr Dramatyczny w Warszawie