Slide
previous arrow
next arrow
Musical inkluzywnie – ekskluzywny, czyli dla kogo jest ten spektakl? - Teatr dla Wszystkich

Musical inkluzywnie – ekskluzywny, czyli dla kogo jest ten spektakl?

Na afiszu

Musical inkluzywnie – ekskluzywny, czyli dla kogo jest ten spektakl?

Musical tylko dla wtajemniczonych?
Polskie musicale zachwycają rozmachem i poziomem, ale coraz częściej zdają się mówić tylko do fanów gatunku. Czy nowy widz ma szansę nadążyć za opowieścią – czy tylko podziwiać formę?

Opublikowano: 2025-06-13
fot. Krzysztof Bieliński

Chińskie przekleństwo o życiu w ciekawych czasach solidnie rozgościło się na scenach polskich teatrów muzycznych. Dawno minęły już dni, w których idąc na musical, nie byłam pewna jakości śpiewu, tańca czy emocji przekazywanych ze sceny. Dziś – od Gdyni przez Koszalin i Toruń po Kraków – mogę być spokojna, że będzie co najmniej dobrze, a prawdopodobnie wręcz doskonale. Wciąż rośnie liczba scen, na których grane są spektakle muzyczne wszelkiej maści – od monodramów, przez małe formy, po broadwayowskie tytuły i im równorzędne (o ile nie ciekawsze), złożone, oryginalne polskie widowiska – pisze Agnieszka Serlikowska.

Dlaczego zatem przekleństwo? Po pierwsze, bo wciąż jako fani musimy o te sceny walczyć, czego niedawno doświadczyliśmy w kontekście Teatru Variété w Krakowie. Po drugie – nad musicalem nieustannie unosi się swąd czegoś gorszego od teatru dramatycznego, brrr… rozrywkowego, czego częstym wyrazem jest bogate nazewnictwo wspomnianych alternatywnych małych form muzycznych (byle tylko nikt nie zakwalifikował spektaklu jako ten okropny amerykański musical). Po trzecie jednak – coraz częściej, siedząc na widowniach kolejnych teatrów i słuchając komentarzy otaczających mnie widzów, zastanawiam się, kto właściwie jest adresatem oglądanego przez nas musicalu.

Innymi słowy – czy osoba, która nie śledzi musicalowych influencerów, nie oglądała fragmentów oryginalnych inscenizacji na YouTubie ani filmowych pierwowzorów – po prostu widz niebędący pasjonatem – odbierze treść (nie emocje czy zachwyt nad śpiewem, tańcem lub muzyką) w taki sam sposób jak fan gatunku? Przykładowo – czy zrozumie, że w Wicked w Teatrze Muzycznym Roma w drugim akcie na siostrę głównej bohaterki spadł dom i dlaczego tak się stało? Czy odbierze pierwsze pół godziny Rentu w Teatrze Variété jako wprowadzenie do złożonych postaci, czy raczej jako chaotyczny koncert z powtarzalnymi motywami muzycznymi?

Recenzuję musicale od piętnastu lat. W kończącym się sezonie widziałam dziesięć premier, co stanowi około 25% wszystkich nowych tytułów na krajowych scenach. Spośród obecnie znajdujących się w repertuarach teatrów muzycznych spektakli obejrzałam łącznie 30. Coraz częściej mam jednak poczucie, że bardzo chciałabym przeczytać recenzję musicali – szczególnie tych najgłośniejszych i najlepiej ocenianych – autorstwa osoby, która nie posiada mojej wiedzy o fabule, a jednocześnie nie przestraszy się potencjalnego ostracyzmu środowiska.

Oczywiście można powiedzieć, że wiedzę tę – podobnie jak w przypadku opery – dostarcza program spektaklu, ale przy jego cenie potrafiącej stanowić niemal 50% kosztów najtańszego biletu i formacie całkiem obszernej książki, ma on coraz bardziej charakter kolekcjonerski – czyli znów, dla fanów. Oczywiście jest Internet, ale czy spektakl nie powinien przekazywać tej podstawowej treści fabularnej sam? I tu znów – sięgając do przytoczonych wcześniej tytułów – zarówno w przypadku Wicked, jak i Rentu, ta podstawowa treść nie stanowi interpretacyjnie wybitnie trudnej ekwilibrystyki. Trudno nie odnieść wrażenia, że w przypadku znanych na całym świecie tytułów, polskie inscenizacje mają zachwycić już zachwyconych, zaciekawić czymś nowym tych już obeznanych – kosztem niezrozumienia przez tych, którzy dopiero swoją przygodę z teatrem muzycznym zaczynają.

I oczywiście – znając rodzimą scenę, jej koszty, obciążenia i kwestie, którymi jako krytyczka zupełnie zajmować się nie muszę, a które stanowią istotny czynnik tego, jak spektakle wyglądają – mogę sobie polemizować i pomstować. A bilety jakoś sprzedać trzeba… Wciąż jednak naiwnie wierzę, że odnalezienie złotego środka w tym zakresie jest możliwe. Z perspektywy zewnętrznej nadzieję daje choćby Teatr Kameralny w Bydgoszczy, w którym równie trudno o bilety na autorskich, pięknych artystycznie, ale zarazem klarownych dla młodych widzów Chłopców z Placu Broni, jak i na Madagaskar, w którym fabuła zdaje się mieć trzeciorzędne znaczenie – bo liczy się tylko, by dzieci zobaczyły znane z kreskówki pluszowe pingwiny i potańczyły do „Wyginam śmiało ciało”.

Kategorie:


Cytat Dnia

„[…] idziemy do teatru i okazuje się, że literatura ze swoim porównaniem homeryckim, heksametrem, nadmiarowym nasyceniem historii bohaterami i zdarzeniami może mieć swoją sceniczną egzemplifikację, która mocniej działa na odbiorcę niż starożytny grecki epos w najlepszym tłumaczeniu”

PikWroclaw.pl o „Odysei”, reż. Małgorzata Warsicka; 27.01.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL