Mozart w zwierciadle listów i arii
O koncercie “Mozart Night vol. 5: Niebezpieczne związki Mozarta”, kończącym 34. Festiwal Mozartowski w Warszawie, pisze Wiesław Kowalski.
Wieczór finałowy 34. Festiwalu Mozartowskiego w Warszawie, zatytułowany Niebezpieczne związki Mozarta, miał ambicję przekroczyć formułę gali koncertowej – Alicja Węgorzewska, sięgając po najbardziej znane arie z oper Mozarta, próbowała stworzyć spektakl muzyczny oddziałujący nie tylko na zmysły, ale i na wyobraźnię. Scenariusz oparty na listach kompozytora wprowadzał publiczność w świat Mozarta nie tylko przez pryzmat jego muzyki, lecz także poprzez obraz człowieka pełnego niepokornego ducha, ironicznego dowcipu i emocjonalnych napięć.
Na scenie zabrzmiały fragmenty z Uprowadzenia z seraju, Wesela Figara, Don Giovanniego, Czarodziejskiego fletu, Così fan tutte i Łaskawości Tytusa. Jednak nie tylko muzyka grała tu pierwsze skrzypce – na uwagę zasługuje także, jak na przyjętą formułę, zaskakująco spójna narracja teatralna, prowadzona przez Krzysztofa Szczepaniaka w roli samego Mozarta.
Aleksandra Olczyk – soprano assoluto wieczoru
Aleksandra Olczyk po raz kolejny potwierdziła, że należy do ścisłej czołówki polskich sopranów koloraturowych. Jej wykonanie arii Konstancji „Martern aller Arten” z Uprowadzenia z seraju było jednym z najmocniejszych momentów wieczoru – technicznie bezbłędne, ale też dramatycznie świadome i emocjonalnie dojrzałe. Olczyk potrafiła znaleźć równowagę między wirtuozerią a wyrazem – jej koloratury nie były jedynie ozdobnikami, lecz nośnikami znaczenia. Sceniczna pewność, precyzja intonacyjna i muzyczna kontrola wywołały zasłużone uznanie publiczności.
Hubert Zapiór – baryton z charyzmą i sceniczną prawdą
Hubert Zapiór potwierdził swoją pozycję nie tylko jako wyrazisty wokalista, ale też jako najbardziej konsekwentnie zbudowana postać sceniczna całego wieczoru. Jego Don Giovanni był sugestywny, uwodzicielski, pełen niuansów aktorskich i wokalnej siły, ale też podszyty autoironią, której wymagała teatralna koncepcja koncertu. Zapiór nie poprzestawał na samym śpiewie również jako Hrabia i Papageno – jego obecność sceniczna miała wymiar dramaturgiczny, wynikający z głębokiego zrozumienia zarówno tekstu, jak i charakteru postaci.
Krzysztof Szczepaniak – Mozart z krwi i kości
Silnym spoiwem koncertu był także Krzysztof Szczepaniak, który już wcześniej wcielał się w Mozarta na deskach Teatru Jaracza w Łodzi. W Niebezpiecznych związkach Mozarta jego interpretacja była nie tylko dowcipna i żywa, ale również podszyta melancholią i refleksją. Pokazywał Mozarta jako postać złożoną – rozdwojoną między geniuszem a człowiekiem uwięzionym we własnych namiętnościach. Obdarzony znakomitym głosem mówionym i wyczuciem rytmu sceny, Szczepaniak spiął cały wieczór klamrą narracyjną z dużym wyczuciem tonu i tempa.
Pozostali wykonawcy i oprawa
Na wyróżnienie zasługują także Aleksandra Lowe i Maya Gour, które stworzyły przekonujące kreacje w ariach i duetach. W pozostałych partiach wokalnych poziom wykonawczy był jednak dość zróżnicowany – nie wszyscy soliści zdołali przekroczyć ramy emocjonalnego zaangażowania, stąd ich interpretacje mogły się w ekspresji wydawać zaledwie poprawne, a momentami nieco szkolne. Orkiestra MACV pod batutą Adama Banaszaka zaprezentowała się solidnie – brzmienie było lekkie, klarowne, z wyczuciem stylu i frazy, choć chwilami można było odczuć niedobór dramatycznego napięcia.
Zespół Wokalny Warszawskiej Opery Kameralnej pod kierownictwem Krzysztofa Kusiela-Moroza wniósł w scenach zespołowych potrzebną przestrzeń i głębię brzmieniową. Scenografia Katarzyny Gabrat-Szymańskiej, choreografia Anny Hop oraz światło zaprojektowane przez Pawła Zaborowskiego i Zbigniewa Skibę wspierały narrację, nie dominując jej – były tłem, które budowało atmosferę, ale nie przytłaczało muzyki.
Mozart Night vol. 5 okazała się nie tylko godnym finałem festiwalu, lecz także wydarzeniem, które w wyważony sposób łączyło operową dyscyplinę wykonawczą z elementami teatralnej ekspresji. Koncert pokazał, że muzyka Mozarta – nawet w konwencji galowej – może być żywym organizmem scenicznym, jeśli powierzona zostanie artystom, którzy potrafią nie tylko śpiewać, ale również opowiadać.
fot. Warszawska Opera Kameralna