W tej kuchni nie ma czasu na oddech – jak na polu walki. Kilkanaście osób wykonuje w karkołomnym tempie swoją pracę, a równolegle usiłuje wywalczyć sobie parę sekund, aby pobujać w obłokach, zrobić scenę zazdrości czy wpaść w furię. Wszystko to ginie w zgiełku gorączkowo rzucanych zamówień. Jak na polu bitwy!
Z pozoru „lekkostrawny” spektakl Piotra Ratajczaka momentami wywołuje uśmiech, ale jest to wygięcie ust jak po zjedzeniu kwaśnych żelków lub łyżki kapuśniaku. Spotkamy w nim nie tylko spektrum różnorodnych charakterów postaci, ale przede wszystkim dramatyzację jednostajnej udręki w pracy, która pożera większą część życia. W pracy nielekkiej, monotonnej i wymagającej dużej wytrzymałości fizycznej, intelektualnej i emocjonalnej.
Akcja przedstawienia toczy się w scenografii zaprojektowanej na Dużej Scenie przez Marcina Chlandę, odtwarzającej prawdziwe zaplecze restauracji – kuchnię z działającymi szafami chłodniczymi, wyciągami, piecami konwekcyjno-parowymi i blatami ze stali nierdzewnej. W dość spokojnej części pierwszej dramatu poznajemy kolejno jej bohaterów (kostiumy: Grupa Mixer), pracujących w kuchni pewnej toruńskiej restauracji: Baśkę, doświadczoną kucharkę (Małgorzata Abramowicz), od „dziestu” lat w tym miejscu – wie, że już się z niego nie wyrwie, podobnie jak Wieśka (Paweł Kowalski) – pomoc kuchenną.
Przy patelniach krzątają się również nowy kucharz Adam (Łukasz Ignasiński) oraz Dimitri z Białorusi (gościnnie: Siarhei Artsiomenka) z podbitym okiem po wczorajszej bójce z kucharzem Piotrem (Michał Darewski). Naprawdę pachnie zupą cebulową i sznyclami (konsultacje kulinarne: Rafał Rogoziński), a nad wszystkim czuwa stonowany szef kuchni Arek (Grzegorz Wiśniewski).
Gdy część pierwsza powoli przeradza się w szaleństwo serwowania, konieczna staje się obecność w kuchni niecierpliwej obsługi gości – kelnerek: Ani (Maria Kierzkowska), Moniki (Julia Szczepańska), nowej Violi (Joanna Rozkosz) oraz kelnera Igora (Maciej Raniszewski). To im przede wszystkim zależy na szybkiej obsłudze stolików. Siejąc ferment, przekrzykują się i przepychają przy regale wydawczym, wręcz „walczą” o talerze i szybkie dostarczenie ich do swojego rewiru na sali.
Tak teatralna ekspresja praw podaży i popytu w scenariuszu Joanny Kowalskiej (inspirowanym dramatem The Kitchen Arnolda Weskera z 1957 roku) staje się metaforą raczej niewdzięczną. Wesker po Chaplinie w filmowych Dzisiejszych czasach przeniósł tempo jednostajnej pracy z nowoczesnych maszyn na ludzi. Masy umęczone rytmicznością pracy, niewdzięcznością gości, poczuciem beznamiętnego wykonywania zadań, w których na pasję w kuchni po prostu nie starcza czasu. Prawdziwe i nieosiągalne życie jest za drzwiami restauracji, niczym w filmie Zaklęte rewiry Janusza Majewskiego czy w powieści Na dnie w Paryżu i w Londynie George’a Orwella. Z tego pięknego świata przybywają właścicielka restauracji Danuta (Matylda Podfilipska) i menadżer Bartosz (Arkadiusz Walesiak), przerysowani, barwni jak z kreskówki.
Ludzką stronę bohaterów spektaklu poznajemy w drugiej, bardziej lirycznej części dramatu, w której nie zabraknie rozmów o marzeniach i konfliktach, tłumienia emocji, mocnych scen erotycznych (ruch sceniczny: Arkadiusz Buszko) czy niespodzianek, które pozostawię Państwu niedopowiedzianymi. Subtelna (nie zawsze) ironia i dystans do opisywanej pracy w gastronomii, której pracownicy muszą pilnować wielu rzeczy naraz, mieć oczy dookoła głowy i energię niczym króliczek Duracell – sprawiają, iż na postaci z Na ostrzu noża patrzymy momentami jak na androidy.
Gdy przez ich kuchnię przemknie głodny gość Tadeusz (Jarosław Felczykowski), postać spoza gastro-świata, „roboty” przypomną sobie, że ten jednak istnieje. Z buntem kucharza Piotra (kipiący energią i arcyzwinny Michał Darewski), nałogiem kelnerki Violi (w znakomicie złożonej interpretacji Joanny Rozkosz), z tęsknotami Moniki (smaczna kreacja Julii Szczepańskiej) i piekącym smutkiem kucharki Baśki (świetna Małgorzata Abramowicz).
A przecież:
„Mi-en-leh mówił, że każda kucharka powinna umieć rządzić państwem. Miał tu na myśli zarówno zmianę państwa, jak i kucharki. Ale można z tego wyciągnąć i naukę, że dobrze jest urządzać państwo jako kuchnię, i odwrotnie kuchnię jako państwo.”
/Bertolt Brecht/
Teatr Horzycy