Nieporozumienia w kulturze nie biorą się z braku wrażliwości. Biorą się z braku rozmowy – albo raczej z jej zerwania w kluczowym momencie. Sprawa wycofania się Teatru im. Stefana Jaracza z obchodów XVI Dni Pamięci jest tego podręcznikowym przykładem.
Najpierw pojawiło się oświadczenie Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów w Polsce. Jednostronne, ostre, emocjonalnie zrozumiałe, ale komunikacyjnie brzemienne w skutki. W przestrzeni medialnej natychmiast uruchomiło narrację o rzekomym „uzależnianiu pamięci o Holokauście od bieżącej polityki” i o decyzji Pawła Łysaka, która – w tej wersji – jawiła się jako co najmniej niestosowna. Internet, jak to internet, zareagował błyskawicznie: potępieniem, uproszczeniem, moralnym oburzeniem.
Dopiero później pojawiło się stanowisko dyrektora Teatru Jaracza. Spokojniejsze, bardziej proceduralne, pokazujące konflikt nie jako spór ideowy, lecz jako fundamentalne nieporozumienie dotyczące tego, czym jest współorganizacja wydarzenia publicznego i kto ponosi odpowiedzialność za jego treść. W tej wersji nie ma mowy o instrumentalizacji pamięci, jest za to mowa o arbitralnym narzuceniu programu i o zerwaniu partnerskiego modelu współpracy.
Problem polega na tym, że w przestrzeni publicznej „później” niemal zawsze znaczy „za późno”.
Czy naprawdę musiało do tego dojść? Nie. I właśnie to jest w tej historii najbardziej przykre. Mówimy o instytucjach, które od kilkunastu lat wspólnie organizowały jedno z najważniejszych wydarzeń pamięciowych w Łodzi. Mówimy o partnerach, którzy powinni znać swoje wrażliwości, granice i odpowiedzialności. Tymczasem zabrakło elementarnego porozumienia co do trybu działania, a spór – zamiast zostać rozbrojony w gabinecie – eksplodował w formie medialnych oświadczeń.
Oświadczenie jest zawsze porażką dialogu. To komunikat skierowany nie do partnera, lecz do opinii publicznej. W tym sensie obie strony przegrały: TSKŻ, bo naraziło się na zarzut uproszczenia i eskalacji konfliktu; Teatr Jaracza, bo oddał pole narracyjne, pozwalając, by pierwsza wersja wydarzeń ukształtowała społeczny odbiór sytuacji.
A przecież stawka była – i jest – ogromna. Dni Pamięci nie są zwykłym festiwalem ani jedną z wielu teatralnych inicjatyw. To przestrzeń symboliczna, obciążona historią, traumą i odpowiedzialnością. Tym bardziej wymagają one szczególnej staranności komunikacyjnej, uważności na słowa i gotowości do długich, czasem trudnych rozmów.
Nie chodzi o to, kto „ma rację”. Chodzi o to, że w kulturze – zwłaszcza tej publicznej – racja bez rozmowy zawsze przegrywa z emocją. A emocja, gdy zostanie rzucona w medialny obieg bez kontekstu, bardzo szybko zamienia się w oskarżenie.
Czy można było tego uniknąć? Tak. Wystarczyło jedno: realne potraktowanie współorganizacji jako procesu wspólnego, a nie formalnego. I uświadomienie sobie, że zanim opublikuje się oświadczenie, lepiej jeszcze raz spróbować rozmawiać. Nawet – a może zwłaszcza – wtedy, gdy rozmowa jest trudna.
Bo pamięć nie potrzebuje konfliktów. Potrzebuje odpowiedzialności. I ciszy, w której da się usłyszeć drugą stronę.
https://tskz.pl/
https://teatrjaracza.pl/