Jerzy Ficowski i teatr pamięci

Slide
previous arrow
next arrow
Na afiszu

Jerzy Ficowski i teatr pamięci

W rocznicę śmierci Jerzego Ficowskiego warto przypomnieć go nie tylko jako poetę i tłumacza, lecz także jako twórcę, który przez dekady współtworzył język polskiego teatru.

Opublikowano: 2026-05-09
fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Dwudziesta rocznica śmierci Jerzego Ficowskiego to dobry moment, by przypomnieć go nie tylko jako poetę, badacza Brunona Schulza czy popularyzatora kultury romskiej, ale także jako człowieka, który pozostawił wyraźny ślad w polskim teatrze. Choć nie był dramaturgiem w klasycznym znaczeniu, jego obecność na scenie okazała się zaskakująco trwała. Teatr potrzebował Ficowskiego, ponieważ jego język niósł ze sobą muzykę, pamięć i doświadczenie świata rozpiętego pomiędzy pięknem a katastrofą.

Ficowski należał do tych twórców, którzy widzieli w teatrze przede wszystkim miejsce spotkania i rozmowy z drugim człowiekiem. Jego przekłady i teksty piosenek nigdy nie były wyłącznie dodatkiem do przedstawienia. Miały własny rytm, własną temperaturę emocjonalną i własną dramaturgię. Właśnie dlatego tak dobrze odnajdywały się w teatrze. Potrafił pisać słowem, które brzmiało naturalnie, a jednocześnie poetycko — bez sztucznej wzniosłości, bez literackiego kostiumu.

Najmocniej jego teatralna obecność związana była z twórczością Federica Garcíi Lorki. Ficowski tłumaczył Lorkę nie jak filolog, ale jak poeta rozumiejący muzyczność hiszpańskiego autora. Dzięki temu polskie inscenizacje „Krwawych godów” czy „Trenu andaluzyjskiego” nie traciły gorączki, melancholii i śmierci wpisanej w teksty andaluzyjskiego poety. Jego przekłady nie były chłodnym przenoszeniem sensów z jednego języka do drugiego. Były próbą odnalezienia polskiego odpowiednika dla rytmu emocji.

To samo dotyczyło jego pracy nad tekstami żydowskimi. Kiedy tłumaczył Icchaka Kacenelsona, wykonywał zadanie znacznie większe niż literacka translacja. Wprowadzał na polską scenę głosy świata, który został unicestwiony. W spektaklach Teatru Żydowskiego jego przekłady stawały się nie tylko materią sceniczną, ale także formą pamięci. Teatr dzięki Ficowskiemu odzyskiwał możliwość mówienia o Zagładzie bez patosu i bez martwego pomnikowego tonu. Jego język pozostawał ludzki, kruchy, przejmująco bliski.

Nieprzypadkowo jego tłumaczenia wracają na scenę także po dwóch dekadach od śmierci autora. W teatrze liczy się bowiem nie tylko wierność wobec oryginału, lecz przede wszystkim żywe słowo. A u Ficowskiego ono nadal oddycha. Reżyserzy sięgają po jego przekłady, ponieważ nie brzmią muzealnie. Nawet kiedy opowiadają o tragedii, zachowują czułość wobec człowieka.

Osobnym rozdziałem pozostają jego teksty piosenek. Dziś często pamięta się je głównie z estrady, ale warto pamiętać, że wiele z nich miało w sobie potencjał małych teatralnych scen. „Jadą wozy kolorowe”, „Bajka o cygańskim królu” czy „Szlifierz warszawski” były czymś więcej niż popularnymi przebojami. Ficowski potrafił w kilku zwrotkach budować postać, nastrój i świat. To umiejętność niezwykle teatralna. Jego piosenki miały bohaterów, miały ruch, miały obraz. Nic dziwnego, że tak dobrze odnajdywały się w wykonaniach aktorów i artystów scenicznych.

Ważne jest jednak coś jeszcze. Ficowski wniósł do polskiego teatru wrażliwość pogranicza. Był jednym z tych twórców, którzy przypominali, że kultura polska nie rozwijała się w izolacji. Romowie, Żydzi, hiszpańska poezja, Schulz, Leśmian — wszystko to spotykało się w jego wyobraźni. Teatr, który korzystał z jego tłumaczeń i tekstów, zyskiwał szerszą perspektywę i większą wrażliwość na wielokulturowość świata.

Jego biografia również miała znaczenie dla sceny. Wojna, Powstanie Warszawskie, więzienie, doświadczenie przemocy i późniejsza działalność opozycyjna sprawiły, że Ficowski pisał z pozycji świadka historii. Nigdy jednak nie zamieniał literatury w manifest. W teatrze szczególnie cenne było właśnie to wyczucie proporcji — umiejętność mówienia o sprawach najcięższych bez nadmiernego patosu.

Dzisiaj, gdy teatr coraz częściej szuka języka dla doświadczenia wykluczenia, pamięci i utraty, twórczość Ficowskiego brzmi zaskakująco współcześnie. Być może dlatego jego nazwisko regularnie wraca na afisze. Nie jako literacki patron minionej epoki, ale jako autor, który nadal pomaga opowiadać o świecie poranionym, wielokulturowym i pełnym nieprzepracowanej pamięci.

Ficowski nie stworzył własnego teatru. Zostawił jednak coś może ważniejszego — język, którym teatr do dziś potrafi mówić o człowieku z empatią, muzycznością i czułością.

 

Kategorie:


Cytat Dnia

„Jestem od strojenia min. A ostatnio okazało się, że całkiem nieźle wychodzi mi również prowadzenie teatru. Robienie polityki nigdy mnie nie interesowało”

Andrzej Seweryn w rozmowie z Januszem Wróblewskim; „Polityka”, 22.04.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL