Slide
previous arrow
next arrow
Henryk Wars. Melodia, która nie umiera - Teatr dla Wszystkich

Henryk Wars. Melodia, która nie umiera

Na afiszu

Henryk Wars. Melodia, która nie umiera

1 września 1977 – Los Angeles. A jednak wciąż słyszę Warszawę.

Opublikowano: 2025-09-01
Fot. PKF

Być może to przypadek, że Henryk Wars odszedł właśnie dziś — pierwszego września, w dniu, który w polskiej historii zawsze dźwięczy fałszywą nutą. Ale nie wierzę w przypadki. Zwłaszcza u człowieka, który całe życie pisał partyturę losu tak, jakby każda pauza, każdy takt, każde crescendo miało swoje głębokie uzasadnienie.

Nie wiem, jak Państwo, ale kiedy myślę o Warsie, nie zaczynam od „Ach, jak przyjemnie”, ani od „Miłość ci wszystko wybaczy” — choć mógłbym. Słyszę raczej cichy, jazzowy akord fortepianu w jakiejś przedwojennej kawiarni, zapach papierosów i perfum, głosy, które dziś już brzmią tylko na starych płytach Syreny. Słyszę, jak Polska staje się nowoczesna — rytmem, swingiem, dowcipem. A Wars był tam pierwszy. Jakby miał w sobie radio, które odbierało dźwięki przyszłości, zanim reszta z nas w ogóle nauczyła się, czym jest jazz.

Warszawski — z krwi, z nazwiska i z ducha. Potem Fraska, w końcu Henry Vars. Trzy życia, trzy tożsamości, trzy epoki. Wszystkie scalone tą samą ręką, która pisała nuty z lekkością — jakby tylko spisywała melodie unoszące się w powietrzu od zawsze.

Z jednej strony klasyczny warsztat — Młynarski, Melcer, Statkowski. Z drugiej kabarety, dancingi, rewue. A w środku — człowiek, który miał w sobie coś, co zawsze uważałem za najrzadszy dar: umiejętność tworzenia tego, co popularne, nie rezygnując z tego, co piękne.

Bo Wars nigdy nie był tylko „kompozytorem piosenek”. On był budowniczym emocji. Z kawałków dźwięków lepił sceny, w których odnajdywało się własne życie. Pamiętacie „Już nie zapomnisz mnie”? To nie była tylko piosenka — to była obietnica, że nawet jeśli wszystko spłonie, zostanie coś, co się nie rozsypie: wspomnienie. Melodia.

Trudno się dziś pogodzić z myślą, że Henryk Wars odszedł w obcym kraju, pod kalifornijskim słońcem, z dala od kabaretów, które znały go lepiej niż własnych suflerów. A przecież i tam — w Hollywood — znów wszedł do sali, o której myśleli, że już zamknięta. Znów zrobił to samo: otworzył klapę fortepianu i zaczął grać.

W Polsce został mit. Piosenki, które śpiewały nasze babki, matki i — nie ma co ukrywać — my sami, pod nosem, w chwilach gdy sentyment bierze górę nad rozumem. Ale to dobrze. Bo jeśli coś przetrwało wojny, granice i przemilczenia, to znaczy, że było prawdziwe.

Nie chcę pisać nekrologu. Chcę napisać podziękowanie. Za to, że dzięki niemu polska muzyka rozrywkowa miała swoją złotą erę. Za to, że umiał pogodzić klasyczne z popularnym, dramat z humorem, elegancję z luzem. I za to, że kiedy ktoś pyta, czy da się być jednocześnie artystą i rzemieślnikiem, można odpowiedzieć jednym słowem: Henryk Wars.

Pierwszego września zgasł jeden z ostatnich dźwięków tamtej, przedwojennej Polski. Ale nie milknie. Bo Wars — jak sam kiedyś napisał — już nie da się zapomnieć.

Kategorie:


Cytat Dnia

„[…] idziemy do teatru i okazuje się, że literatura ze swoim porównaniem homeryckim, heksametrem, nadmiarowym nasyceniem historii bohaterami i zdarzeniami może mieć swoją sceniczną egzemplifikację, która mocniej działa na odbiorcę niż starożytny grecki epos w najlepszym tłumaczeniu”

PikWroclaw.pl o „Odysei”, reż. Małgorzata Warsicka; 27.01.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL