„Hamlet” zaklęty w śląskiej familii

Slide
previous arrow
next arrow
Na afiszu

„Hamlet” zaklęty w śląskiej familii

O spektaklu „Tragedyjo Hamleta, ksiyncia Dynymarku” w reż. Roberta Talarczyka z Teatru Śląskiego na 30. Festiwalu Szekspirowskim w Gdańsku pisze Aram Stern.

Opublikowano: 2026-07-28
fot. Dawid Linkowski
Ocena recenzenta/tki: (9/10) – rewelacyjny

Pierwsze w dziejach teatru wystawienie arcydzieła Szekspira w całości w języku śląskim (ślōnskij gŏdce w przekładzie Mirosława Syniawy) i wyreżyserowane przez Roberta Talarczyka jest w tym roku jednym z trzech spektakli aspirujących do Złotego Yoricka 30. Festiwalu Szekspirowskiego.

Ta przewrotna interpretacja „Hamleta” umieszcza „duński” dramat w górnośląskiej grubie. I nie tylko językiem, ale także rockową energią oraz znakomitymi kreacjami aktorskimi niecnie wpisuje się w „pochwałę szaleństwa” – hasło tegorocznej odsłony festiwalu.

W oprawie sceny z charakterystycznym kołem szybu, pochylnią transportową i stalowymi drzwiami – tak charakterystycznymi dla kopalń węgla kamiennego – autorzy scenografii oraz kostiumów Marcel Sławiński i Katarzyna Sobańska ulokowali także gabloty ekspozycyjne, z których niczym z podziemnej trasy turystycznej wyjdą Hamlet (Paweł Kempa) w kostiumie stylizowanym na górniczy strój i Ofelija (Ewelina Adamska-Porczyk) w białej sukni i czarnej marynarce. Dwór Klaudiusza (Marcin Gaweł) i Gertrudy (Barbara Lubos-Rokita) nosi żółto-niebieskie barwy – znaki te świadczą, że zamek w Elsynorze stać mógłby gdzieś na terenie Górnego Śląska.

Gōdka, gōdka, gōdka

Z tym regionem związany jest i język niosący tak silnie kulturową tożsamość Ślązaków. Jednakże w spektaklu z Katowic widz wychowany poza orbitą języka śląskiego początkowo może poczuć emocjonalny dyskomfort: jakże to – dworskie akty, słynne monologi brzmią jakby na „ludowo”? Gdzie w nich złożone struktury gramatyczne oraz innowacyjne użycie metafor i symboliki Szekspira? Skoro według Edwarda Sapira i Benjamina Lee Whorfa „język całkowicie determinuje myślenie i zachowania ludzi – a struktury językowe decydują o postrzeganiu własnego «ja» przez jednostkę, a także osadzają ją w pewnych schematach poznawczych” – to poza Śląskiem paradygmat „Tragedyji Hamleta” powinien skierować uwagę widza na inne zastosowane środki inscenizacyjne: grę aktorską, choreografię czy muzykę.

Taki tyjater je teroz i takie szauszpilery

Tak więc dla doświadczonych gości Festiwalu Szekspirowskiego śląskie zabiegi nad „Hamletem” w reżyserii Talarczyka mogą się okazać zaskakujące w wielu innych niż tylko językowych mechanizmach zastosowanych w budowaniu dramaturgii spektaklu. Hamletowi kreowanemu przez Pawła Kempę brakuje dostojności, jest trochę „naszym synkiem” – zwyczajnym chłopakiem ze śląskich familoków, może do pewnego stopnia prostym, ale bardzo konkretnym. Nieco cynicznie, ale ze stonowaną determinacją próbuje on znaleźć się pomiędzy nowoczesnością Niemiec, z których przybył po studiach, a hajmatem spętanym ograniczeniami, doświadczeniami i Duchem ojca (Robert Talarczyk). Jest w postaci Hamleta sporo sensualnej dwuznaczności: przemocowo-homoseksualnej w scenach z Rosencrantzem (Jan Jakubik) i Guildensternem (Aleksandra Przybył) – choć podkreśla, że „stroni od kobiet i od mężczyzn” – a innej, przyjaźnie chłodnej, w scenach z Horacjem (Dariusz Chojnacki), i zupełnie beznamiętnej w relacji z Ofeliją.

W kontrastowej kreacji Eweliny Adamskiej-Porczyk (jednocześnie autorki wspaniałej choreografii do spektaklu) spotykamy Ofeliję spętaną energią kontestacji. Nie kobietę bezradnie zakochaną, lecz do końca próbującą przeciwstawić się opresji. W takiej dramaturgii postaci, opartej przede wszystkim na ruchu i mimice, znajdujemy jedną z najwspanialszych, niezwykle awangardowych kreacji szekspirowskiej Ofelii prezentowanych na gdańskim Festiwalu w ostatnich latach.

Ciekawym zabiegiem okazało się również wysunięcie na pierwszy plan postaci apodyktycznego Poloniusza w wykonaniu Grażyny Bułki. U Talarczyka sceniczna charyzma Grażyny Bułki znakomicie i przewrotnie podkreśla przemocowość Poloniusza.

Robert Talarczyk puszcza oko do widowni także w reżyserowaniu postaci Klaudiusza we wspaniałej kreacji Marcina Gawła. Król Danii – jeden z najbardziej przerażających tyranów w literaturze renesansowej – w katowickim spektaklu jest postacią rubaszną, która swój spryt i wyrachowanie chowa w kuflu piwa lub górniczym czako na głowie. Do końca błoznuje, próbując zabawić i dwór, i publiczność (którą częstuje bombonami „Kopalniokami”) w stylu zabawy barbórkowej. Tymi gestami buduje poczucie familiarności i staje się postacią bardziej ludzką.

Gorącą owacją festiwalowa widownia nagrodziła kapitalny epizod grabarzy w wykonaniu obecnego rektora Uniwersytetu Śląskiego (Piyrszy Kopidōł: Ryszard Koziołek) oraz byłego (Drugi Kopidōł: Tadeusz Sławek). W spektaklu Talarczyka profesorowie są na samym dole, przy ziemi, wśród rozkładających się ciał i szczątków tego, co pozostaje w człowieku. To przecież jako grabarze, a nie uczeni i władcy, otrzymują w dramacie Szekspira szczególny przywilej mówienia o śmierci bez patosu i pozorów.

Do wspomnianej już choreografii Eweliny Adamskiej-Porczyk (imponująco spotęgowanej przez rytm, ruch i głośny dźwięk w „Zabójstwie Gonzagi”) Talarczyk dokłada eklektyczną muzykę Jerzego Mączyńskiego, w której można usłyszeć zarówno elementy punk rocka, heavy metalu, i melodię „Wyrwij murom zęby krat”, motyw z filmu „Most na rzece Kwai”, jak i w finale wymruczaną „Rotę”.

Być abo ni być – to ci je pytanie…

Słynny monolog Hamleta reżyser przesunął na koniec przedstawienia, słusznie zakładając, że może go wygłosić człowiek już doświadczony – Hamlet stojący w górniczej szatni (cechowni) z wiszącymi na łańcuszkach kostiumami. Gdy umiera – ogromne pęknięte serce z węgla także zawiśnie nad sceną. Ale Talarczyk jeszcze nie kończy. Narrację nad martwym Hamletem uporządkuje w języku polskim Fortynbras, czyli Krzysztof Głuchowski, dyrektor Teatru Słowackiego w Krakowie. I ogłosi własną, polską wiktorię… a przewrotnie Talarczyk w finale mrugnie okiem i do Polaków i do Ślązaków, by zatrzymali się, zanim zbyt wiele powiedzą, upajając się zbytnio swoimi ojczyznami.

Koło napędowe chwilowo się zatrzymało. Krąg „Hamleta” zaklętego w śląskiej familii i tożsamości toczy się jednak dalej, nawet bez formalnego uznania języka – dzięki takim grajfnym (=zręcznym) spektaklom w śląskiej gōdce.

Teatr Śląski im. Stanisława Wyspiańskiego

 

Kategorie:


Cytat Dnia

„Spektakl jest mroczny nie tylko w sensie metaforycznym. Także całkiem dosłownie: na scenie jest bardzo ciemno”

Przemek Gulda o spektaklu „bedziesz ze mną chodzic?”, reż. Ewa Platt; Instagram/guldapoleca, 27.07.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL