EWANGELIA DON PEDRO
O filmie “W POKOJU OBOK” Pedro Almodóvara pisze Krystian Kajewski.
Baczcie, abyście nie gardzili żadnym z tych małych, bo powiadam wam, że aniołowie ich w niebie ustawicznie patrzą na oblicze Ojca mojego, który jest w niebie.
Ale czy jest faktycznie jakiś Ojciec w Niebie? Ewangelia zatem czy eutanazja – pyta, ni to dobrodusznie ni to dramatycznie, Pedro Almodóvar w swoim najnowszym obrazie W pokoju obok. W pokoju obok przyjaciółka (w tej roli Julianne Moore) zamieszkała, żeby towarzyszyć bohaterce (Tilda Swinton), która zdecydowała się, będąc chora na nowotwór, odejść z tego świata na własnych warunkach. Żeby nie cierpieć bardziej niż można, żeby odejść z godnością. To prawo do śmierci jest mocno dyskusyjne. W kulturze judeochrześcijańskiej, której Almodóvar jako Hiszpan jest spadkobiercą, samobójstwo, a eutanazja to nowoczesny rodzaj samobójstwa, jest grzechem, jakkolwiek paradoksalnie by to zabrzmiało, śmiertelnym. Jeśli wierzymy w nieśmiertelność duszy, nie powinniśmy zamykać jej drogi do mniej lub bardziej wyśnionego raju. Tyle w kulturze chrześcijańskiej. W innych kulturach jest zgoła inaczej. Suma summarum, jak jest nikt nie wie. Anima blandula vagula. Dusza, jeśli w ogóle istnieje.
Mówią, że ten film Almodóvarowi nie wyszedł, z czym nie mogę się zgodzić. Mam zgoła odmienne wrażenia. Ujęcie kolorytu hiszpańskości i przeniesienie obrazu w realia kultury anglosaskiej, uniwersalizuje tę opowieść o umieraniu. Począwszy od kontekstów literackich: bohaterka jest pisarką, czyta Faulknera i Joyce’a, a fragmenty z tych utworów są w filmie przywoływane jako lejtmotiv.
Bóg nie jest bogiem umarłych, lecz żywych. A my obserwujemy parę przyjaciółek: umierającą Marthę i towarzyszącą jej Ingrid z bezpiecznej odległości. Nie wiemy, co jest za tą ścianą, w pokoju obok. Kto właściwie tam mieszka, czy nic z pewnością zamieszkują demony. Odchodzenie jest nieuchronne, tyle wiemy, ale nie mamy żadnej pewności, czy jest coś, ktoś w pokoju obok. Tam gdzie nie ma nic i gdzie jest już wszystko. Tkwiąc w platońskiej jaskini, widzimy tylko cienie.
O końcu świata
A zaraz po udręce owych dni słońce się zaćmi i księżyc nie zajaśnieje swoim blaskiem, i gwiazdy spadać będą z nieba, i moce niebieskie będą poruszone. Póki co, jako podglądacz tkwiący w pokoju obok, pozostaję poruszony tym, co zobaczyłem. A zobaczyłem strach w oczach Ingrid, połączony jednocześnie z nadzieją. Nie wiemy, czy Ingrid była wierząca. Wiemy, że jak wszyscy, nie chciała umierać.
Dzień sądu
A gdy przyjdzie Syn Człowieczy w chwale swojej i wszyscy aniołowie z nim, wtedy zasiądzie na tronie swej chwały. W pokoju obok otworzą się Drzwi, przez które umęczona dusza wniknie w Nieznane. Rozstąpią się podłogi i powietrza, stopnieją lodowce. Tak właśnie, w apokaliptycznym nastroju dusza Ingrid opuszcza jej ciało. Ze świadomością, że drugiego świata może nie być wcale,a ten tutaj pochłonie katastrofa klimatyczna. Właśnie te dwa współczesne wątki, czyli dwa problemy cywilizacyjne ostatnich lat, są źródłem tej opowieści: czy faktycznie nasz świat umiera i czy w związku z tym możemy sobie odebrać życie?
Jezus w Getsemane
Wtedy idzie Jezus z nimi do ogrodu, w pokoju obok, w którym zakwitają Róże.
Cóż więc mam uczynić z Jezusem, którego zowią Chrystusem?
Co uczynić mam z Gautamą Siddharthą, którego zowią Buddą?
Co uczynić z dogmatem o nieśmiertelnej duszy w chwili, w której rozpada się ciało i kończy się świat? Bo przecież śmierć każdego z nas jest prywatnym końcem świata. Zamknąć oczy z nadzieją na to, że obudzimy się w pokoju obok? I że w tym pokoju będzie na nas czekać ta, która umarła? I że końca nie będzie. Zmartwychwstanie. Żywot wieczny. Amen. Piszę te słowa, wspominając Moją Mamę, która, mam wrażenie, jest teraz w pokoju obok.
fot. Pedro Almodóvar/Gutek Film