Właściwie 7. Kielecki Międzynarodowy Festiwal Teatralny zaczynał się zdaniem, które Marcin Zawada umieścił we wstępniaku do programu wydarzenia: „Do kogo należy teatr?”.
Ale był to także ostatni wstępniak Zawady jako dyrektora festiwalu. Po latach budowania formuły, logiki programowej i charakteru wydarzenia żegna się z funkcją. To on stworzył festiwal takim, jaki dziś jest: rozpoznawalny, różnorodny, sprawnie zorganizowany i stabilny. Odchodzi w momencie, w którym KMFT osiągnął dojrzałość, a jego marka została zauważona w kraju.
Tegoroczną odsłonę otwierała jeszcze jedna informacja istotna dla przyszłości: Marszałek Województwa Świętokrzyskiego Renata Janik potwierdziła, że festiwal ma zapewnione finansowanie również w 2026 r. To znaczy, że ciągłość programu jest bezpieczna i prace nad 8. KMFT mogą się toczyć normalnie.
W 2025 r. program liczył 14 spektakli, a pokazy obejrzało ok. 6 tys. widzów. Frekwencja pokazuje, że przedsięwzięcie ma realną publiczność, która traktuje je jako stały punkt jesiennego kalendarza. Festiwal pracuje dziś w przestrzeni pełnej inicjatyw teatralnych – rok 2025 przyniósł wiele przeglądów i konkursów – jednak mimo tego bogactwa propozycji Kielce zaznaczyły swoją obecność.
Najważniejszym punktem odniesienia dla KMFT pozostaje Międzynarodowy Festiwal Teatralny „Kontakt” w Toruniu, organizowany przez dyrektorkę Renatę Derejczyk, najlepszy i jak na razie bezkonkurencyjny festiwal teatralny w Polsce, który jedyny konsekwentnie realizuje ideę międzynarodowości i wyznacza kierunki, od lat zapraszając takich twórców jak choćby Alvis Hermanis.
Drugim istotnym odniesieniem jest krakowska Boska Komedia, którą dyrektor Teatru Słowackiego Krzysztof Głuchowski podczas tegorocznej gali otwarcia określił „snapchotem polskiego teatru” – szybkim przeglądem bieżących zjawisk. I z tym akurat bywa tam różnie – spośród ogromnej oferty przeglądu są na Boskiej Komedii przedstawienia wyjątkowe słabe.
W tym kontekście kielecki festiwal wypracował własną pozycję.
Polskie propozycje: przegląd najważniejszych spektakli
Sekcja polska tegorocznego programu była najbardziej rozbudowana i najpełniej oddawała charakter przedsięwzięcia. Tworzyła silny blok realizacji odnoszących się do codzienności, pamięci, doświadczeń pokoleniowych, rodzinnych i społecznych.
Festiwal otworzył „Protest kielecki. Do kogo należą Kielce?” w reżyserii Jakuba Skrzywanka, spektakl dokumentalny zakorzeniony w historii miasta i jego współczesnych napięciach.
Kolejnym ważnym punktem była prezentacja „Don Kichota” Jakuba Roszkowskiego z Teatru Śląskiego – współczesnej adaptacji klasyki.
Z kolei „Dom niespokojnej starości” Michała Buszewicza to rzecz o starzeniu, opiece i rodzinnych mikrosystemach; jedna z lepiej przyjętych propozycji.
W programie znalazły się także dwa wybitne monodramy, oba dobrze przyjęte przez publiczność: „Na pierwszy rzut oka” w reżyserii Adama Sajnuka z warszawskiego Teatru Polonia to spektakl zbudowany na intensywnej obecności aktorskiej, operujący precyzyjną psychologią postaci. Intymny, oszczędny, a jednocześnie silnie działający emocjonalnie.
Drugi zaś to „Ocalone” w reżyserii Mai Kleczewskiej z warszawskiego Domu Spotkań z Historią – monodram Agnieszki Przepiórskiej. Kleczewska konstruuje spektakl opowiadający o gwałtach na kobietach w trakcie Powstania Warszawskiego, nie narzucając patosu, lecz pracując na szczegółach – fragmentach pamięci, przerwanych biografiach.
W tym roku w programie znalazły się również kolaże muzyczne oraz propozycje dla młodszych widzów.
„Sprzedawcy marzeń” (reż. Anna Sroka-Hryń, Teatr Muzyczny Roma w Warszawie). Spektakl muzyczny o ambicjach, pragnieniach i lękach – dynamiczny, przystępny, z wyraźnym aktorskim rysunkiem. Jedna z najbardziej frekwencyjnych propozycji.
„Tajemniczy ogród” (reż. Justyna Sobczyk, Teatr Zagłębia w Sosnowcu). Spektakl dla młodszej widowni, oparty na nowym odczytaniu klasyki, wprowadzający temat wrażliwości, różnorodności i otwierania się na inność.
„Nowy Pan Tadeusz, tylko że rapowy” (reż. Kamil Białaszek, Teatr Polski w Poznaniu). Projekt koncertowo-teatralny, skierowany do publiczności młodszej i młodzieżowej. Zaskakujący, rytmiczny, atrakcyjny formalnie – jedna z najbardziej nietypowych pozycji programu.
„Piekło–niebo” (reż. Jakub Krofta, Teatr Narodowy). Spektakl rodzinny (bonus festiwalowy), opowiadający o relacjach, podejmowaniu decyzji i zderzeniu dziecięcego myślenia z dorosłą logiką. Ważne uzupełnienie programu o pozycję dostępną dla młodszych odbiorców.
W części polskiej znalazły się także: „Pływalnia” Julii Lange, „POV: Masz 12 lat i prze…ne” Mariusza Gołosza, wielokrotnie nagradzany „Tęsknię za domem” Radosława B. Maciąga i mistrzowski „Pewnego długiego dnia” Luka Percevala.
Część międzynarodowa obejmowała trzy spektakle: z Francji, Rumunii i Litwy. To ważny element programu, który w założeniu ma podkreślać jego otwartość. Jednak tegoroczny zestaw budzi pewne pytania — przede wszystkim o kryteria selekcji.
„Mary Stuart” – forma ponad tekst
Realizacja „Mary Stuart” z Narodowego Teatru w Bukareszcie okazała się przedstawieniem opartym przede wszystkim na estetycznej formie. Scenografia – sugestywna, zimna, precyzyjnie doświetlona – dominowała nad warstwą dramatyczną. Zaskakiwał też zabieg polegający na losowaniu przez aktorki ról Marii Stuart i Elżbiety I poprzez rzut monetą. Formalnie interesujące, ale w praktyce odbierające ciężar temu, co w dramacie najistotniejsze: konfliktowi charakterów.
Spektakl był efektowny, lecz bardziej jako kompozycja wizualna, mniej jako analiza konfliktu dwóch kobiet, które kształtowały historię.
Francuskie „Cavalières” Isabelle Lafon to z kolei intymna opowieść o trzech kobietach opiekujących się niepełnosprawną dziewczynką, budowana na drobnych gestach i mikrorelacjach.
„Consider the Lobster” – spektakl z tezą, ale podaną nachalnie
Litewski „Consider the Lobster” w reżyserii Yany Ross był tytułem najbardziej problematycznym. Reżyserka wykorzystuje narzędzia, które stały się modne w teatrze postdramatycznym: ciągłe wciąganie publiczności, zadawanie pytań widzom, łamanie czwartej ściany. Zabieg, jeśli użyty precyzyjnie, może działać – tutaj jednak prowadził do wrażenia nachalności i rozbijania rytmu. Najbardziej kontrowersyjna okazała się scena określona jako „holokaust homarów” – metafora przemocy wobec istot poddawanych obróbce kulinarnej. Ross próbuje odwrócić perspektywę i zmusić odbiorcę do refleksji nad okrucieństwem, ale robi to środkami tak bezpośrednimi, że efekt pozostaje odwrotny: widz czuje się atakowany zamiast prowokowany do własnego namysłu.
W efekcie „Consider the Lobster” pozostawiło wrażenie teatru, który mówi dużo, jednak niewiele dodaje do dyskusji o człowieczeństwie, empatii i odpowiedzialności.
Brak wyraźnego klucza programowego
To, co łączy trzy zagraniczne propozycje, to raczej ich różnorodność, nie zaś przemyślany dialog między nimi. W odróżnieniu od „Kontaktu” – który od lat wyznacza standardy selekcji tytułów zagranicznych – kielecki zestaw sprawia wrażenie pozbawionego osi.
To nie odbiera festiwalowi wartości, ale odsłania obszar, który przy następnej odsłonie powinien zostać przemyślany.
W tym roku wszystkie zagraniczne pokazy prezentowano z polskimi i angielskimi napisami. Warto rozważyć zastosowanie słuchawek – rozwiązania stosowanego na festiwalu w Toruniu, które pozwala czytelniej odbierać aktorstwo oraz rytm oryginalnych języków.
Wnioski i przyszłość festiwalu w Kielcach
Marcin Zawada oddaje KMFT w bardzo dobrej kondycji – z wierną publicznością, rozpoznawalnym charakterem. W tegorocznym wstępniaku przywołał pytanie o to, komu teatr służy. Arystofanes pisał, że teatr powinien czynić widza w mieście lepszym. W Kielcach chyba to się udaje.
7. Kielecki Międzynarodowy Festiwal Teatralny