Slide
previous arrow
next arrow
Ćwiczenia z żałoby - Teatr dla Wszystkich

Ćwiczenia z żałoby

Na afiszu

Ćwiczenia z żałoby

O „Orfeuszu” Anny Smolar i Tomasza Śpiewaka w reż. Anny Smolar w TR Warszawa pisze Magda Mielke.

Opublikowano: 2026-02-18
fot. Karolina Jóźwiak
Ocena recenzenta/tki: (8/10) – bardzo dobry

Wszyscy jesteśmy Orfeuszami. Każdy z nas przeżył, przeżywa albo będzie przeżywać stratę kogoś bliskiego. Każdy z nas – prędzej czy później – stanie wobec doświadczenia, które wymyka się językowi, logice i pocieszeniu. I właśnie w tym miejscu zaczyna się spektakl Anny Smolar w TR Warszawa: nie w micie, lecz w jego pęknięciu, tam, gdzie opowieść o heroicznej miłości ustępuje miejsca cichej, codziennej pracy żałoby.

„Orfeusz” w reżyserii Anny Smolar w TR Warszawa to spektakl, który nie tyle opowiada mit na nowo, ile uważnie się w niego wsłuchuje, używając go jako narzędzia do pracy nad jednym z najbardziej fundamentalnych doświadczeń – stratą. Reżyserka, która od lat pracuje na styku teatru dokumentalnego i intymnego performansu, proponuje współczesną reinterpretację historii o zejściu do Hadesu. To opowieść o żałobie przeżywanej w świecie, który niemal całkowicie utracił język rytuałów pozwalających ją oswoić.

Smolar – wraz z dramaturgiem Tomaszem Śpiewakiem – rozbija mit na fragmenty i układa go na nowo, czyniąc z Orfeusza figurę zmienną i wielogłosową. Bohater nie ma tu jednej twarzy, nie jest jedną postacią, lecz szeregiem wcieleń: kobietą, która straciła ukochaną, artystą w twórczym impasie, synem tęskniącym za matką, a nawet dzieckiem mierzącym się ze śmiercią siostry. W ten sposób Orfeusz przestaje być bohaterem jednostkowym – staje się reprezentantem wszystkich tych, którzy „pozostali” i próbują żyć dalej po utracie bliskich.

Najciekawszym rozwiązaniem inscenizacyjnym jest obecność Eurydyki w formie lalki. Ożywiana przez aktorów, istnieje na granicy bytu i nieobecności – jak wspomnienie, które można przywołać, ale którego nie sposób odzyskać. Ten zabieg materializuje pamięć: Eurydyka jest jednocześnie martwym przedmiotem i pełnoprawną partnerką sceniczną, kimś „pomiędzy”, kto trwa wyłącznie dzięki relacji z żyjącymi.

Siłą spektaklu jest zespołowość – aktorstwo w „Orfeuszu” nie opiera się na budowaniu wyrazistych, psychologicznych postaci, lecz na ciągłym przepływie ról i doświadczeń. Aktorki i aktorzy (Justyna Wasilewska, Julia Wyszyńska, Natalia Kalita, Jacek Beler, Jan Dravnel, Mateusz Górski) przejmują od siebie nawzajem funkcje, historie i emocje, tworząc coś na kształt wspólnotowego organizmu pamięci. Szczególne wrażenie robi precyzja pracy z lalką Eurydyki: jej animacja wymaga nie tylko technicznej synchronizacji, lecz także emocjonalnej uważności. Każdy gest – podniesienie dłoni, przechylenie głowy – jest tu aktem troski, próbą przywrócenia obecności temu, co nieodwracalnie utracone.

Spektakl pracuje na mikroruchach i pauzach, na napięciu między tym, co widzialne, a tym, co jedynie słyszalne. Smolar interesuje moment zawahania – ta sekunda przed spojrzeniem wstecz, w której miłość miesza się z nieufnością, a pragnienie potwierdzenia obecności z lękiem przed jej utratą. To teatr empatii, który nie zamyka widza w gotowej interpretacji, lecz zaprasza do wspólnej zadumy nad nieuniknioną prawdą: życie jest nieustannym procesem tracenia.

Twórcy unikają emocjonalnego szantażu i patosu, który łatwo mógłby zdominować przedstawienie o żałobie. Zamiast tego proponują strukturę złożoną z epizodów – momentami podszytych subtelnym humorem – w których śmiech staje się kontrapunktem dla doświadczenia bólu.

„Orfeusz” Smolar ma również wymiar polityczny. W jednej ze scen bohaterka (w tej roli Justyna Wasilewska) konfrontuje się z matką zmarłej partnerki, która odmawia uznania ich relacji, planując katolicki pogrzeb Eurydyki. Żałoba okazuje się tu nie tylko przeżyciem prywatnym, lecz także polem społecznych wykluczeń – doświadczeniem regulowanym przez normy, które nie wszystkim pozwalają opłakiwać swoich bliskich na równych prawach.

Spektakl TR Warszawa nie proponuje pocieszenia ani łatwego katharsis. Zamiast zejścia do Hadesu i triumfalnego powrotu otrzymujemy opowieść o konieczności pozwolenia zmarłym odejść. To nie tyle historia o miłości silniejszej niż śmierć, ile o pamięci silniejszej niż nieobecność. Ale także o tym, że miłość oznacza gotowość na niepewność.

TR Warszawa

Kategorie:


Cytat Dnia

„Reżyserka bardzo umiejętnie wykorzystuje też ciekawe obiekty i nietypowe lalki czy fluorescencyjne materiały, świecące w ciemności”

Przemek Gulda o „Fauście”, reż. Judyta Berłowska; Instagram/guldapoleca, 15.04.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL