Katarzyna Łęcka, jedna z najbardziej twórczych reżyserek Teatru Polskiego Radia, znowu sięgnęła po twórczość Williama Szekspira. Po lutowej premierze „Koriolana” na antenie radiowej Jedynki, dostępnej potem na platformach streamingowych, Łęcka wyreżyserowała „Peryklesa, księcia Tyru” w tłumaczeniu Antoniego Libery.
Pochodząca z początku XVII wieku sztuka, określana niekiedy jako komedia, nie odbiega zasadniczo stylistycznie i kompozycyjnie od większości utworów Szekspira, choć istnieją domniemania, iż prologi i dwa pierwsze akty napisał George Wilkins, z zawodu karczmarz, z doskoku dramaturg i pamflecista obdarzony zdecydowanie mniejszym talentem literackim niż autor „Hamleta”. Na tę dwoistość dramaturgiczną „Peryklesa, księcia Tyru” wskazuje – zdaniem badaczy – chaotyczny styl opowieści.
To, co wskazuje na przeważający wkład Szekspira w finalny efekt dzieła, to niezmiernie rozbudowana akcja z wieloma zwrotami oraz mnogość postaci, z czym musiała sobie poradzić adaptatorka Katarzyna Łęcka. Wyobrażam sobie, iż nie jest łatwo z „przegadanego” pięcioaktowego dramatu zrobić 37-minutowe słuchowisko. Nawet jeśli ma się „do pomocy” Johna Gowera (Mariusz Bonaszewski), narratora, który niczym chór w antycznej tragedii wprowadza słuchaczy w kolejne etapy skomplikowanej akcji. Reżyserka, w odpowiedzi na zarzuty, iż zrobiła swoisty bryk z dzieła Szekspira, zapowiada, że niebawem pojawi się pełniejsza, półtoragodzinna wersja „Peryklesa”.
Dla słuchaczy niebędących fanatycznymi miłośnikami twórczości Williama Szekspira wystarczająca jest, jak się wydaje, ta wersja skrócona. Katarzyna Łęcka stworzyła bowiem skondensowaną, logiczną i – co najważniejsze – czytelną dla odbiorcy opowieść. Ma ona – za sprawą autora/autorów – charakter baśniowy. A jak to w baśni: wszystko kończy się dobrze, zło zostaje ukarane, a dobro nagrodzone. Taisa, żona Peryklesa (Anna Grycewicz), umiera podczas porodu. Perykles (Łukasz Borkowski) zostaje sam z córką Mariną (Joanna Sokołowska). A ponieważ jest władcą prowadzącym wiele wojen, oddaje córkę pod opiekę Kleona (Jan Jankowski) i jego okrutnej żony Dionizji (świetna, mocna kreacja Doroty Landowskiej). Ta, zazdrosna o to, że Marina jest ładniejsza od jej rodzonej córki, postanawia się jej pozbyć. Dziewczyna trafia w ręce piratów, a ci oddają ją do domu publicznego. Tam odnajduje ją – całkiem przypadkowo – Perykles. Córka z ojcem udają się do świątyni Diany w Efezie, by podziękować bogini za szczęśliwe odnalezienie się. A kapłanką bogini okazuje się… Taisa, która przeżyła wrzucenie jej, będącej w letargu, do morza. I odtąd zapewne żyli długo i szczęśliwie.
Zdecydowanie ciekawsze są walory akustyczne tego słuchowiska nagranego techniką binauralną. Dzięki niej znakomicie brzmią efekty dźwiękowe (burza, szum fal na wzburzonym morzu) przygotowane przez Andrzeja Brzoskę. I budująca klimat, subtelna muzyka, którą słuchowisko oprawiła Renata Baszun. Po raz kolejny Katarzyna Łęcka zaangażowała do słuchowiska, przez siebie reżyserowanego, studentów Akademii Teatralnej w Warszawie, którzy bez zarzutu sprawdzili się w scenach zbiorowych.
Teatr Polskiego Radia