Slide
previous arrow
next arrow
Anna Seniuk – aktorka, która obdarza scenę światłem - Teatr dla Wszystkich

Anna Seniuk – aktorka, która obdarza scenę światłem

Na afiszu

Anna Seniuk – aktorka, która obdarza scenę światłem

Dziś, 17 listopada, urodziny obchodzi Anna Seniuk – jedna z tych aktorek, o których mówi się: „instytucja”. I nie jest to metafora na wyrost.

Opublikowano: 2025-11-17
fot. Marta Ankiersztejn / Archiwum Artystyczne Teatru Narodowego

Siedemnasty listopada to data, która w środowisku teatralnym zawsze jaśnieje ciepłym blaskiem. Urodziny Anny Seniuk są bowiem nie tylko okazją do złożenia życzeń wybitnej artystce, lecz także momentem, w którym przypominamy sobie, jak głęboko wpisała się ona w pejzaż polskiego teatru. „Zjawisko” — to słowo w jej przypadku wcale nie brzmi przesadnie.

Kiedy po raz pierwszy oglądałem Seniuk na scenie, uderzyło mnie w niej to niezwykłe połączenie: delikatności i żelaznej konstrukcji wewnętrznej, emocjonalnej przenikliwości i poczucia humoru, które pojawia się zawsze w najlepszym możliwym momencie, nigdy jako popis, zawsze jako precyzyjne narzędzie teatralnej komunikacji. To ta sama aktorka, która potrafiła być świetlistą partnerką Czechowa, Gombrowicza czy Levina, a chwilę później – zjawiskową żartownisią Fredry.

Dziś, oglądając ją w Teatrze Narodowym, odnoszę wrażenie, że jej obecność jest jednym z tych punktów stałych, dzięki którym scena wciąż zachowuje wymiar tradycji, nawet jeśli w repertuarze królują teksty ostre, współczesne, pełne niepokoju. Seniuk nie zatrzymuje jednak czasu – ona go porządkuje.

Lata ostatnie: mistrzowskie dopełnienia

Na Narodowej scenie oglądałem ją w rolach, które znakomicie podsumowują jej artystyczną drogę.
W Kosmosie Jerzego Jarockiego jej Kulka była jak znak wodny – pojawiała się niby na marginesie, a jednak to jej spojrzenie organizowało temperaturę sceny.
W Miłości na Krymie – Matriona Czelcowa miała w sobie słodycz, żal, smutek i ironię, a wszystko to podane tak dyskretnie, że człowiek dopiero po spektaklu łapał się na myśli: „przecież to była rola na pół repertuaru”.

Niezapomniana pozostanie dla mnie Lewiwa z Udręki życia w reżyserii Jana Englerta – postać bezbronna i jednocześnie czuła, uwięziona w Levinowskim świecie groteskowego cierpienia. Seniuk potrafiła w niej połączyć lekkość i ciężar – coś, co udaje się tylko aktorkom z absolutnym słuchem scenicznym.

A obok tego wszystkiego – komediowe szczyty. W Łysej śpiewaczce jako Pani Martin była niby odklejona od świata, a jednak boleśnie celna. W Ułanach Rymkiewicza jako Ciotunia udowadniała, że nawet najbardziej osobliwy świat można zakorzenić w prawdzie.

Role spoza Narodowego – portrety zbudowane z pamięci

W Teatrze Polonia jej Pani Pomsel w monodramie Życie pani Pomsel miała w sobie niepokój, który narastał z każdym kolejnym zdaniem. Patrzyłem na nią i miałem wrażenie, że obserwuję nie aktorkę, lecz człowieka, który decyduje się na bolesne odsłonięcie.
W Twórcach obrazów wcielając się w Selmę Lagerlöf, Seniuk znów udowodniła, że potrafi stworzyć postać, której nie da się ani polubić „na siłę”, ani zbyć obojętnością – ona zmusza do obecności.

Nawet epizody, jak głos w Alicji nie będzie w Akademii Teatralnej, miały precyzję rzadko spotykaną. Bo Seniuk, podobnie jak kilku aktorów jej generacji, wie, że głos jest pierwszą i ostatnią linią obrony w teatrze.

Telewizyjne dziedzictwo – Ożenek i spółka

Choć jej filmowe role zapisały się w historii polskiej kinematografii, dla mojego pokolenia Seniuk pozostaje jednym z najważniejszych głosów Teatru Telewizji.
Ożenek – zarówno ten w reżyserii Ewy Bonackiej, jak i późniejsza wersja Jerzego Stuhra – przyniósł nam Seniuk w dwóch odsłonach Gogolowskiego świata. Jej Fiokła Iwanowna była postacią tak samo zabawną, jak skomplikowaną – kobieta z krwi i kości, a nie figurka w rosyjskiej matrioszce.

W Przyszedł mężczyzna do kobiety Tomasza Zygadły, jako „Ona”, miała w sobie miękkość i nerw, które sprawiały, że zwykła sytuacja stawała się dramatem codzienności.

To w Teatrze Telewizji, oglądanym przez lata niemal jak kolejne odsłony narodowego rytuału, jej kreacje ukształtowały gusty widzów, zanim śmielsze sceny współczesne zaczęły zdobywać przestrzeń medialną.

W stronę pedagogiki i pamięci

Patrząc dziś na aktorów młodego pokolenia trudno nie zauważyć, jak wielu z nich nosi w sobie coś z Seniuk – uważność, organiczną pokorę wobec tekstu, szacunek dla rytmu. Jej praca pedagogiczna w warszawskiej Akademii Teatralnej to równie ważny rozdział, co sceniczne role. To ona uczyła, że aktorstwo nie polega na efekcie, tylko na procesie.

Dlaczego tak ją cenimy?

Myślę, że dlatego, iż Seniuk nigdy nie przerysowuje świata – ona go nazywa. Nie gra „ogólnie”, zawsze gra „konkretnie”.
A jednocześnie potrafi śmiać się z siebie – co jest największą oznaką wolności aktorskiej.

W dniu jej urodzin myślę o tym, że takie artystki jak Anna Seniuk są skarbem czasu – zawsze potrzebne, zawsze niewyczerpane, zawsze obecne.
Dla widzów.
Dla teatru.
Dla nas wszystkich.

Wszystkiego najlepszego, Pani Anno.

https://www.narodowy.pl/o_teatrze,zespol,aktorki_i_aktorzy,25,anna_seniuk.html

Kategorie:


Cytat Dnia

„[…] idziemy do teatru i okazuje się, że literatura ze swoim porównaniem homeryckim, heksametrem, nadmiarowym nasyceniem historii bohaterami i zdarzeniami może mieć swoją sceniczną egzemplifikację, która mocniej działa na odbiorcę niż starożytny grecki epos w najlepszym tłumaczeniu”

PikWroclaw.pl o „Odysei”, reż. Małgorzata Warsicka; 27.01.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL