W luksusowym apartamencie na ostatnim piętrze nowoczesnego wieżowca, z panoramicznym widokiem na morze, spotykają się dwaj pisarze – z pozoru przyjaciele i partnerzy zawodowi. Dotąd współtworzyli scenariusze kryminalnych seriali oraz powieści, łącząc talent do intrygi z umiejętnością literackiego stylu. Dla jednego z nich dalsza współpraca okazuje się nie do pogodzenia z jego planami, dlatego próbuje zakończyć ją w możliwie elegancki sposób. Drugi – nie tylko nieakceptujący rozstania, ale też dysponujący wiedzą o prywatnych słabościach kolegi – postanawia sięgnąć po rozwiązanie rodem z ich własnych książek. W grę wchodzi morderstwo, skrupulatnie zaplanowane według dobrze znanego im schematu fabularnego.
Dramaturgia Taylora jest konstruowana tu z wyczuciem: historia wciąga coraz mocniej, a czarny humor przeplata się z mroczną atmosferą i narastającym napięciem. Zakończenie okazuje się zaskakujące nawet dla doświadczonych miłośników gatunku. Na uwagę zasługują również detale scenograficzne, które „grają” wraz z aktorami, wzmacniając suspens dzięki precyzyjnej, niemal filmowej warstwie dźwiękowej.
Aktorzy tworzą intensywny, świetnie współbrzmiący kwartet. To duża satysfakcja oglądać tak sprawne, precyzyjne aktorstwo, które podaje dynamiczne dialogi bez zbędnej emfazy, z nutą autoironii. Momentami można odnieść wrażenie, że Piotr Głowacki i Leszek Lichota nie tylko wcielają się w swoje postaci, ale prowadzą między sobą prywatną, emocjonalnie podkręconą wymianę zdań. Twórcy sięgają po szeroką paletę środków scenicznych: od ekspresyjnych wybuchów i dosadnego języka, poprzez perswazyjną modulację wypowiedzi, aż po pauzy budujące napięcie czy symbolicznie użyty kieliszek whisky. Zestawione razem tworzą strukturę zadziwiająco spójną i naturalną.
Marta Ścisłowicz pojawia się na scenie najrzadziej, lecz jej chłodna, wyważona obecność buduje postać fascynującą w swej pozornej nieobecności. Minimalizm jej środków wyrazu działa na korzyść dramaturgii i sprawia, że jej udział w intrydze nabiera dodatkowej, przewrotnej warstwy znaczeniowej.
Jędrzej Hycnar kreuje postać detektywa w sposób wyjątkowo sugestywny: jego ekspresja lokuje się bliżej neurotycznej, rozedrganej energii niż klasycznego emploi śledczego. Aktor świadomie balansuje na granicy groteski, tworząc figurę antybohatera o niejednoznacznym ciężarze. Wprowadza na scenę pozorny chaos, który w finale okazuje się misternie skomponowaną partią – efektownym zwieńczeniem dramaturgii spektaklu. Trudno uwierzyć, że to ten sam Hycnar, którego niedawno oglądałem w nieudanym Władcy much w Och-Teatrze.
Pułapka stanowi pierwszą próbę wprowadzenia na Scenę Relax konwencji kryminału scenicznego – na przestrzeni lat kojarzonej przede wszystkim z repertuarem komediowym i muzycznym. Ten gest programowy należy odczytać jako świadome poszerzanie profilu artystycznego teatru. Co ważne, eksperyment okazuje się w pełni udany: mroczniejsza tonacja, precyzyjna konstrukcja intrygi i wyraziste role aktorskie składają się na przedstawienie, które w mojej ocenie zasługuje na miano pozycji obowiązkowej.
https://www.agencjacertus.pl/