12 października zakończyła się kolejna edycja Ogólnopolskich Spotkań Teatralnych „Kszesło” – imprezy, która po raz pierwszy pojawiła się w kalendarzu kulturalnym Żyrardowa ponad trzydzieści lat temu. Czym „Krzesło” jest dziś dla mieszkańców miasta i czy warto „przywozić teatr” do miejscowości położonej tak niedaleko od Warszawy?
Należę do osób pamiętających „Krzesło” z lat dziewięćdziesiątych, przede wszystkim od strony warsztatów dla grup teatralnych. Niemal od początku swojego istnienia, czyli od roku 1992, festiwal ten skupia się na wieloaspektowym angażowaniu lokalnej społeczności w przeżywanie teatru. Oprócz prezentacji niezależnych teatrów i grup muzycznych „Kszesło” sprowadza do Żyrardowa także spektakle zespołów i twórców zasługujących na miano kultowych – Teatru Ósmego Dnia, Teatru Biuro Podróży, Kliniki Lalek, Białostockiego Teatru Lalek czy duetu Bodecker & Neander, światowej sławy pantomimistów.
Przed spektaklem otwarcia tegorocznej edycji – monodramem Michała Pieli „Niedźwiedź Wojtek” według tekstu Tadeusza Słobodzianka – na scenie zaroiło się od osób w czarnych bluzach z logo festiwalu. Członkowie Stowarzyszenia Aktorów i Przyjaciół Teatru 36 Złotych, czyli osoby związane z „Kszesłem” od początku jego istnienia, powitali publiczność słowami, z których – oprócz ciepła i serdeczności – biła autentyczna duma i radość z rozpoczęcia kolejnej odsłony festiwalu, po raz pierwszy wspieranego przez władze powiatowe.
Wsparcie to jest o tyle istotne, że wstęp na wszystkie wydarzenia organizowane w ramach „Kszesła” był i pozostaje bezpłatny (a program edycji 2025, jak już pisaliśmy, był wyjątkowo rozbudowany), zaś organizatorzy – jak sami żartobliwie podsumowali – „pracują przy nim za bluzy”.
– Dla mnie osobiście „Kszesło” jest ważne, ponieważ zależy mi na tym, by Żyrardów odżył teatralnie i włączył się w obieg teatru niezależnego i offowego – mówi Kuba Wacławek, opiekun Teatru Szafa na Rozdrożu działającego przy Liceum im. Żeromskiego oraz festiwalowy konferansjer. – W latach dziewięćdziesiątych, kiedy Mirek [Wasiewicz, historyk uczący w tymże liceum oraz inicjator „Krzesła” – przyp. aut.] to wszystko rozkręcał, było to bardzo widoczne i prężnie działające środowisko. Nowe edycje „Kszesła” to przyjemny powrót do przeszłości połączony z próbą rozwinięcia tej formuły.
Formuła najwyraźniej się sprawdza. Większość spektakli tegorocznej edycji prezentowana była na dwóch lokalnych scenach – w miejskim Centrum Kultury (ok. 300 miejsc) oraz w zabytkowym budynku Resursy (ok. 110 miejsc). Obie te przestrzenie wykorzystywane są na co dzień jako sale koncertowe, kinowe i miejsca spotkań literackich. O ile w przypadku premier filmowych widownia Centrum Kultury nie zawsze zapełnia się do ostatniego miejsca, o tyle podczas „Kszesła” trudno było znaleźć wolne – nomen omen – krzesło.
– To wspaniałe – kontynuuje Wacławek – że mieszkańcy Żyrardowa mogą przyjść i za darmo obejrzeć spektakle, które odbiegają od tego, co zazwyczaj można zobaczyć w naszej okolicy. Najczęśćiej są to zespoły grające lekkie komedie w gwiazdorskich obsadach. W samej idei ich zapraszania nie ma oczywiście nic złego, ale po pierwsze – przyjście na taki spektakl wiąże się z koniecznością zakupu biletu, a po drugie – jest to rodzaj teatru nieoddający w pełni różnorodności współczesnej sceny teatralnej. Na „Kszesło” przyjeżdżają artyści tacy jak Joanna Szczepkowska, Michał Piela, Teatr Ósmego Dnia czy duet Bodecker & Neander. To daje możliwość poznania różnych stylów i form teatralnych oraz rozwijania własnego „światopoglądu teatralnego”. Jako osoba interesująca się pedagogiką teatralną skierowaną do młodzieży, ale także do licznych w naszym mieście seniorów, uważam, że taka formuła festiwalu świetnie uzupełnia moją pracę. Jeśli wiem, że ktoś z uczestników moich zajęć widział spektakle prezentowane w ramach „Kszesła”, mogę pracować z tą osobą, mając więcej wspólnych punktów odniesienia.
Temat dostępności różnorodnych form teatru powracał również w rozmowach kuluarowych. Już pierwszego dnia festiwalu można było usłyszeć nie tylko radosne komentarze o „ładowaniu emocjonalnych akumulatorów” podczas kolejnych spektakli, ale też dostrzec, że publiczność „Krzesła” doskonale orientuje się w tym, co aktualnie dzieje się w warszawskich teatrach – tyle że bilety kupuje raczej kierując się ceną niż repertuarem. Niezaprzeczalnym faktem pozostaje bowiem pewne „wykluczenie teatralne” żyrardowianek i żyrardowian: osoby niekorzystające ze zniżek muszą do ceny biletu doliczyć koszt dojazdu do Warszawy i parkingu. Alternatywą jest pogoń na ostatni pociąg – ryzykowna, jeśli spektakl zaczyna się o 19.00 i trwa ponad trzy godziny, co coraz częściej staje się normą.
Mieszkańcy Żyrardowa z tym większą radością uczestniczą więc w wydarzeniach takich jak „Kszesło”. Niebagatelną rolę odgrywa tu – śmiem twierdzić – połączenie możliwości spotkania znanych i cenionych praktyków teatru z lokalnym kolorytem i kameralną atmosferą. Przykład? Podczas tegorocznego „Kszesła” widzowie mogli obejrzeć monodram twórcy festiwalu, Mirosława Wasiewicza, zrealizowany na podstawie Ziemi jałowej T.S. Eliota. Spektakl wystawiono w maleńkiej, choć bynajmniej nie klaustrofobicznej przestrzeni piwnic żyrardowskiego liceum, w których na co dzień działa Teatr Szafa na Rozdrożu. Bliskość i kameralność tego doświadczenia podkreślił dodatkowo fakt, że publiczność otrzymała krótkie programy spektaklu, spisane ręcznie przez samego wykonawcę – drobiazg, dzięki któremu odwróciła się sceniczna soczewka i tym razem to widzowie poczuli się naprawdę widziani.
„Kszesło” to zdecydowanie coś, co zostaje w ludziach. – Jestem w stanie zrozumieć, że osoby pracujące przy pierwszych edycjach festiwalu trzydzieści parę lat temu mogły chcieć go reaktywować raz [w 2022 roku – przyp. aut.], żeby zobaczyć, jak to będzie działać w nowej rzeczywistości – mówi Wacławek – ale to naprawdę niesamowite, że nadal chce im się działać i w tym roku spotkaliśmy się już po raz czwarty w ramach „nowego Kszesła”. Robią to przecież „po godzinach” i całkowicie pro bono, co tylko pokazuje, jak szczerą, „niemarketingową” miłością darzą tę inicjatywę.
Żywimy nadzieję, że zapału i energii wystarczy organizatorom na jeszcze wiele edycji. Szczególne oczekiwania wiążemy z przyszłoroczną – o ile dojdzie do skutku – ponieważ sala widowiskowa żyrardowskiego Centrum Kultury ma przejść remont, tak jak podczas jednej z pierwotnych edycji festiwalu. Być może uda się wtedy ponownie wystawić ten sam spektakl co wtedy – „Oresteję”. Ba, może uda się nawet namówić członków oryginalnej obsady, by na chwilę porzucili biurka i wrócili na deski zaimprowizowanej w przestrzeni miejskiej sceny? Trzymamy kciuki!