Kiedy język staje się narzędziem przemocy
Wolność słowa to jedno z najważniejszych narzędzi krytyka. Bez niej nie ma szczerej rozmowy o teatrze, bez niej nie ma fermentu, nie ma wymiany myśli. Ale wolność – jak każde narzędzie – może zarówno tworzyć, jak i niszczyć. Zależy, kto i jak jej używa.
Ostatnio w jednym z blogów teatralnych ukazała się recenzja Sublokatorki z Teatru Powszechnego w Warszawie, autorstwa Jacka Mroczka. W tekście tym znalazły się fragmenty, które trudno uznać za merytoryczne – a jeszcze trudniej za eleganckie. Zamiast analizy artystycznej dostaliśmy opis aktorów, który balansuje nie na granicy, lecz daleko poza nią. Osobiste uszczypliwości i fizjologiczne metafory zdominowały refleksję o spektaklu. W efekcie zamiast recenzji otrzymaliśmy coś na kształt pamfletu.
Ostrość sądu to nie to samo co brak smaku
Nie chodzi o to, by krytyk był grzeczny. Krytyka ma prawo boleć. Teatr jest żywym organizmem, a o żywych organizmach nie mówi się wyłącznie w kategoriach uprzejmości. Ale istnieje subtelna różnica między ostrością sądu a brakiem smaku.
Sztuka krytyki polega właśnie na tym, by umieć nazwać zjawisko artystyczne bez uprzedmiotawiania artysty. Krytyk, który koncentruje się na ciele aktora zamiast na jego roli, zrywa umowę, jaką zawiera z czytelnikiem: że mówi o teatrze, a nie o plotce.
Język buduje (lub psuje) przestrzeń rozmowy o sztuce
Język kształtuje przestrzeń rozmowy o teatrze. Jeżeli dopuszczamy, by w tej przestrzeni dominowały złośliwości i protekcjonalny ton, degradujemy samą ideę krytyki. Bo nie chodzi o to, by być „mocnym w słowie”, ale by to słowo coś znacząco wnosiło.
W recenzji Mroczka trudno dostrzec refleksję o sensach spektaklu, o języku scenicznym Mai Kleczewskiej, o interpretacji postaci. Zostaje natomiast echo osobistych animozji i ironii, które zastępują analizę. Krytyk nie jest po to, by błyszczeć cudzym kosztem – lecz by pomóc widzowi zrozumieć, co ogląda.
Wolność bez odpowiedzialności jest pustym gestem
Czy krytykowi wolno zatracić dobry smak? Formalnie – oczywiście, że wolno. Nikt nie reguluje języka emocji, nikt nie cenzuruje subiektywnych ocen. Ale każde słowo niesie ze sobą odpowiedzialność. Krytyka teatralna nie jest prywatnym notatnikiem, lecz formą publicznego komentarza o sztuce. A tam, gdzie kończy się szacunek do artysty, kończy się też sens rozmowy o teatrze.
Teatr prowokuje, wytrąca z równowagi, bywa bezczelny. Ale właśnie dlatego potrzebuje krytyki mądrej, nie złośliwej; ostrej, ale nie obcesowej. Bo jeśli krytyk sam zaczyna grać w spektaklu, którego tematem jest skandal, to przestaje być recenzentem, a staje się częścią widowiska.
A wtedy teatr traci swojego partnera – i zostaje sam na scenie.
Link do tekstu Jacka Mroczka: https://teatrvaria.blogspot.com/2025/10/akademia-ku-czci.html?m=1&fbclid=IwY2xjawNwUaJleHRuA2FlbQIxMQABHpcIoBi5LW3JcRSKhy2e6DNpHhvct-CzLusUucoveRSsOY74kMEaS8JbhcSU_aem_3S7zEFcEQkrAN9kK2j2Jtg#more