Slide
previous arrow
next arrow
Mauzoleum za życia. O dyrektorowaniu w duchu lat 90. - Teatr dla Wszystkich

Mauzoleum za życia. O dyrektorowaniu w duchu lat 90.

Na afiszu

Mauzoleum za życia. O dyrektorowaniu w duchu lat 90.

Jak łatwo pomylić zarządzanie instytucją publiczną z budowaniem kultu jednostki – refleksja po lekturze wywiadu z nowym dyrektorem Nowego Teatru.

Opublikowano: 2025-09-10
fot. Maurycy Stankiewicz / Nowy Teatr w Warszawie

Cykl rozmów w „Miesięczniku Teatr” z nowymi dyrektorami instytucji kultury to bardzo potrzebna inicjatywa. Pokazuje nie tylko, kto obejmuje najważniejsze stanowiska w teatrze publicznym, ale też — jaką wizję reprezentują ci ludzie, z jakim językiem przychodzą i jak rozumieją swoją odpowiedzialność. Tyle że ten konkretny wywiad nie przynosi spokoju. Wręcz przeciwnie — otwiera szereg pytań o to, czym w ogóle jest dziś teatr publiczny i komu ma służyć.

Wypowiedzi Michała Merczyńskiego, nowego dyrektora Nowego Teatru w Warszawie, trudno nazwać neutralnymi. One raczej porządkują rzeczywistość według dość osobliwej hierarchii: na szczycie stoi artysta-założyciel, jego estetyka, jego historia i jego otoczenie. Reszta — struktury instytucji, ramy publicznego finansowania, odpowiedzialność wobec zespołu i odbiorców — wydają się być dodatkiem, czymś drugorzędnym. Już na samym początku rozmowy uderza pewność, z jaką Merczyński stwierdza, że obecność Krzysztofa Warlikowskiego w statucie teatru nie podlega dyskusji. Taki stan rzeczy po prostu powinien obowiązywać. Nie ma tu miejsca na pytanie dlaczego?, nie ma refleksji, czy wpisywanie konkretnych nazwisk do statutów publicznych instytucji nie zagraża czasem ich niezależności i trwałości.

Zamiast otwartości i świadomości kontekstu — mamy przekonanie, że teatr może funkcjonować jako miejsce wyjątkowe, osobne, niemalże nietykalne. W tej wizji instytucja działa nie w oparciu o zadania publiczne, lecz wokół osoby i jej otoczenia. To już nie jest teatr publiczny, to raczej symboliczna świątynia, której sens i cel zostały splecione z jedną artystyczną tożsamością. Problem polega na tym, że budując instytucję wokół osoby, zamyka się ją na przyszłość. Nie planuje się rozwoju, nie myśli się o kolejnych pokoleniach, o zmianie, o ryzyku. Myśli się o ochronie dziedzictwa jeszcze przed jego domknięciem.

Jeszcze większe zdumienie budzi propozycja stworzenia w Nowym Teatrze osobnego działu zajmującego się porządkowaniem i archiwizacją twórczości Warlikowskiego, Małgorzaty Szczęśniak i Pawła Mykietyna. Rozumiem potrzebę dokumentowania dorobku artystycznego — robią to instytuty, archiwa, fundacje. Ale robią to zazwyczaj po czasie, z dystansu, poza strukturą codziennego funkcjonowania instytucji, w której twórcy ci wciąż są aktywni i wpływowi. Archiwizowanie twórczości osób pracujących w danym teatrze, za ich życia, w ramach tej samej instytucji i z użyciem jej zasobów, tworzy jednak niepokojącą sytuację. Teatr przestaje być żywą przestrzenią wymiany i działania, a staje się miejscem dokumentowania mitu. W konsekwencji instytucja publiczna — która zgodnie z definicją powinna być otwarta, neutralna i dostępna — przekształca się w narzędzie legitymizujące władzę artystyczną konkretnej grupy.

Trudno też nie zauważyć, że z całej tej opowieści praktycznie znika temat zarządzania instytucją w sensie podstawowym: jako miejsca pracy, w którym obowiązują konkretne przepisy, procedury, odpowiedzialność za ludzi. Kwestie przemocy w miejscu pracy, bezpieczeństwa psychicznego, równego traktowania — zostają potraktowane bardzo powierzchownie. Padają ogólniki o rozmowie, o kompromisie, o „kozetce”, ale nie pojawiają się konkretne odniesienia do obowiązków pracodawcy. Nie ma ani słowa o politykach antymobbingowych, o kontrolach BHP, o narzędziach wspierających pracowników w sytuacjach konfliktowych. Wszystko to sprawia wrażenie powrotu do myślenia sprzed dwóch dekad, kiedy twórczość artystyczna bywała usprawiedliwieniem dla ignorowania podstawowych zasad współżycia społecznego i zawodowego.

W rozmowie pojawia się też niezwykle wymowne zdanie o tym, że „jeśli dojdzie do konfliktu, będziemy się zastanawiać”. To deklaracja, która powinna zapalać wszystkie możliwe czerwone lampki. Obowiązki pracodawcy nie polegają na zastanawianiu się po fakcie. Obowiązkiem jest stworzenie warunków, w których do konfliktu nie dochodzi albo w których można go rozwiązać na podstawie jasnych procedur i z poszanowaniem wszystkich stron. Zamiast tego mamy do czynienia z podejściem reaktywnym, pełnym luzu i dystansu — ale bez świadomości ryzyka, jakie to podejście niesie.

Nie mniej istotna jest deklarowana postawa wobec młodych twórców. Merczyński bez owijania w bawełnę przyznaje, że Nowy Teatr nie jest miejscem do ich odkrywania i promowania. To nie jest teatr „od szukania pereł”. Oczywiście, nie każdy teatr musi być kuźnią debiutów, ale instytucja publiczna ma jednak obowiązek dbać o różnorodność, rotację pokoleniową, szukanie nowych języków. Odcięcie się od tego zadania oznacza ugruntowanie status quo. Owszem, zapowiedziana jest premiera spektaklu Katarzyny Kalwat, ale to przykład artystki już uznanej. I trudno uznać tę jedną współpracę za zapowiedź programowej zmiany.

Z tego wszystkiego wyłania się obraz zarządzania bardziej sentymentalnego niż systemowego. Teatr publiczny — zamiast być otwartą strukturą — staje się przestrzenią lojalności, wspomnień, wspólnoty estetycznej i osobistych sympatii. Instytucją, która nie tyle odpowiada na potrzeby społeczne, ile pielęgnuje własną historię, zanim ta historia się skończy. To zarządzanie bez strategii, za to z silnym ładunkiem emocjonalnym: pełne podziwu, unikania krytyki, budowania legendy.

Na koniec pozostaje pytanie — najważniejsze z perspektywy teatru jako dobra wspólnego: czy teatr publiczny ma być przestrzenią sprawczości jednostki i jej estetycznego świata, czy raczej miejscem wspólnego namysłu, poszukiwań, ryzyka i otwartości? Czy celem instytucji publicznej jest wspierać jedną wizję, czy może raczej tworzyć warunki, w których różne wizje mogą się spotkać i ścierać?

Jeśli uznamy, że celem jest budowanie archiwów na chwałę żyjących, to może pora postawić sprawę jasno: nie teatr publiczny, ale teatr prywatnej mitologii. A jeśli tak, to przynajmniej nie mówmy już o misji, otwartości, wspólnocie i rozwoju. Mówmy wprost: budujemy mauzoleum. I to za życia.

https://teatr-pismo.pl/michal-merczynski-zrobimy-warlikoteke/

https://nowyteatr.org/pl

Kategorie:


Cytat Dnia

„[…] idziemy do teatru i okazuje się, że literatura ze swoim porównaniem homeryckim, heksametrem, nadmiarowym nasyceniem historii bohaterami i zdarzeniami może mieć swoją sceniczną egzemplifikację, która mocniej działa na odbiorcę niż starożytny grecki epos w najlepszym tłumaczeniu”

PikWroclaw.pl o „Odysei”, reż. Małgorzata Warsicka; 27.01.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL