Wieczór z udziałem zespołu Concerto Köln, który wystąpił w ramach festiwalu „Chopin i jego Europa”, zapowiadał się jako spotkanie z klasycznym repertuarem i mniej znaną twórczością Feliksa Janiewicza. Choć program był zróżnicowany i spójny zarazem, to jedno wykonanie przykuło uwagę najmocniej – i uczyniło cały koncert wyjątkowym. Tomasz Ritter, sięgając po transkrypcję koncertu Janiewicza na fortepian historyczny, tchnął w to dzieło nieoczekiwane życie.
Tomasz Ritter – kluczowy moment wieczoru
W drugiej części wieczoru po raz drugi zabrzmiał III Koncert A-dur Feliksa Janiewicza – tym razem nie w wersji skrzypcowej, lecz w opracowaniu Sebastiana Gottschicka na fortepian i orkiestrę. Przy Érardzie z 1839 roku zasiadł Tomasz Ritter, a jego interpretacja była jednym z tych rzadkich momentów, kiedy artysta potrafi kompletnie odmienić nasze postrzeganie utworu.
Jego gra była pełna wdzięku i swobody, ale też nieskazitelnie stylowa. Ritter nie tylko uchwycił ducha epoki – on go ożywił. W jego rękach fortepian stał się narratorem, nie komentatorem. Dzieło Janiewicza, często traktowane jako jedynie ciekawe historycznie, zabrzmiało świeżo, a niekiedy wręcz porywająco. Struktura, która wcześniej wydawała się nieco zbyt rozciągnięta, nagle zyskała rytm i wewnętrzną logikę.
Ritter nie popadł w ani przesadny liryzm, ani w akademicki dystans. To było granie z duszą, ale i z chłodną kontrolą nad formą. Na bis zagrał Mazurka a-moll op. 17 nr 4 Chopina – z wyczuciem stylu, ale bez sentymentalnych naddatków. Prosto, pięknie i szlachetnie.
Evgeny Sviridov i Concerto Köln
Początek koncertu należał do skrzypka Evgeny’ego Sviridova, który prowadził zespół od pulpitu. Dwa utwory Mozarta – Divertimento D-dur oraz Adagio i fuga c-moll – zostały wykonane z dużą precyzją, dbałością o brzmienie i proporcje, ale nie poruszyły tak głęboko jak późniejsze części wieczoru.
W oryginalnej wersji Koncertu A-dur Janiewicza, Sviridov zmierzył się z trudnym technicznie materiałem. Choć jego gra miała wiele wdzięku, chwilami pojawiały się problemy z intonacją – być może wynikające z samej konstrukcji utworu, która stawia przed solistą wysokie wymagania bez dającej wsparcie frazy czy naturalnego oddechu. Dopiero bis, prawdopodobnie kaprys Františka Bendy, przyniósł bardziej skupione, czyste brzmienie i pozwolił skrzypkowi pokazać się z najlepszej strony.
Finałem koncertu była Symfonia A-dur KV 201 Mozarta. W tej części zespół wystąpił na stojąco, co – być może nieprzypadkowo – przełożyło się na bardziej intensywne i organiczne brzmienie. Całość wieczoru domknął dynamiczny fragment młodzieńczej symfonii KV 74, wykonany z lekkością i humorem.
Koncert, który zaskoczył
Choć wieczór oferował spójny i przemyślany program, to prawdziwy przełom nastąpił w momencie, gdy Tomasz Ritter zasiadł do fortepianu. Jego interpretacja Koncertu Janiewicza w wersji fortepianowej nie tylko zredefiniowała odbiór tego utworu, ale również pokazała, jak wiele może zdziałać świadoma, stylowa interpretacja. To był koncert, który pozostanie w pamięci – nie ze względu na wielkie nazwiska czy rozpoznawalne tytuły, ale dzięki autentycznej muzykalności jednego artysty.
PS.
Jak trafnie zauważył jeden z doświadczonych słuchaczy, zestawienie obu wersji koncertu Janiewicza – skrzypcowej i fortepianowej – miało niemal efekt dramatyczny. Ta sama partytura, ta sama (znakomita!) orkiestra, a jednak zupełnie inna energia. Zespół Concerto Köln, który wcześniej brzmiał nieco zachowawczo, przy Ritterze odnalazł nową werwę i koloryt. A w finale – jak ktoś trafnie określił – można było usłyszeć wręcz fandango, którego wcześniej nic nie zapowiadało. To nie tylko potwierdza klasę Rittera, ale też pokazuje, jak bardzo muzykę definiuje wykonanie – i jak wiele wciąż mamy do odkrycia w pozornie znanych formach.
https://nifc.pl/pl/