Wieczór 26 sierpnia wreszcie przyniósł to, na co wielu melomanów czekało od początku festiwalu: program w pełni poświęcony muzyce Chopina. Dwa koncerty fortepianowe, dwa pokolenia pianistów, jeden mistrz, jedna uczennica – i pamięć o Januszu Olejniczaku, która unosiła się w powietrzu subtelnie, ale stale.
Choć wieczór otworzył Menuet z II Suity h-moll Bacha w wykonaniu AUKSO (tym razem bez fletu, z samymi smyczkami), była to tylko krótka introdukcja – rytualne „zacznij od Bacha” – przed właściwą częścią koncertu. Oczyszczające brzmienie, może nieco bezbarwne w tej wersji, spełniło swoją rolę: przygotowało słuchaczy na zmianę rejestru emocjonalnego.
Technika a muzyka. Sophia Liu i Koncert e-moll
Siedemnastoletnia Sophia Liu wystąpiła z Koncertem e-moll – tym samym, który przynosi sławę młodym pianistom, ale który bywa też pułapką dla tych, którzy nie potrafią w nim opowiedzieć nic własnego. Liu z pewnością dysponuje imponującym arsenałem technicznym: gra precyzyjnie, lekko, z dużą kontrolą aparatu wykonawczego. Wrażenie robi zarówno skala dynamiczna, jak i biegłość w trudnych przebiegach. Ale za tą sprawnością nie zawsze kryje się muzyczne znaczenie.
Już początek koncertu zapowiadał występ solidny, ale w dalszych częściach zabrakło głębszej narracji. Zwłaszcza w części drugiej, gdzie Chopin zawiesza czas i domaga się prawdziwej kantyleny, interpretacja Liu wydawała się jedynie szkicem, nie gotowym obrazem. Zdarzały się drobne ozdobniki – zapewne dodane z inicjatywy nauczyciela – ale nie zmieniały one ogólnego wrażenia emocjonalnego chłodu. Finał zabrzmiał zadziornie, nawet dowcipnie, ale znów – bardziej w sensie rytmicznym niż idiomatycznym. Bis – Walc As-dur op. 34 nr 1 – wykonany był z dużą lekkością, ale też w tempie, które wymknęło się spod kontroli muzycznej logiki: walc, który bardziej pędził niż tańczył.
Warto odnotować, że orkiestra grała nową wersję partii orkiestrowej, zamówioną przez NIFC. Być może to kwestia balansu brzmieniowego, ale momentami smyczki i dęte zdawały się dominować nad fortepianem. Czy Liu rzeczywiście nie była słyszalna, czy to tylko złudzenie akustyczne – trudno orzec jednoznacznie. Niemniej proporcje nie były idealne.
Dang Thai Son i Koncert f-moll – muzyczna opowieść z prawdziwego zdarzenia
Po przerwie scena należała do Dang Thai Sona – pianisty, którego nie trzeba przedstawiać nikomu, kto zna historię Konkursu Chopinowskiego. Od dekad jego interpretacje są punktem odniesienia, a ten wieczór był przypomnieniem, dlaczego.
Koncert f-moll w jego wykonaniu to była gra na kilku poziomach. Z jednej strony – pełna strukturalna kontrola, logiczne budowanie napięcia, przejrzystość formalna. Z drugiej – wyrazistość każdego detalu, subtelne frazowanie, wyczucie rubata i idiomu tanecznego. A ponad tym wszystkim – naturalność, która nie wynika z prostoty, lecz z mistrzowskiego opanowania materiału. Pianista nie próbował olśniewać, a mimo to – olśniewał.
Tym razem również AUKSO zabrzmiało inaczej – jakby natchnione jakością gry solisty. Już pierwsze tutti miało zupełnie inny ciężar, a dalszy akompaniament był czuły, elastyczny i wspierający. Szczególne wrażenie zrobiło rondo z jego wyrazistym, a zarazem lirycznym idiomem tanecznym. Wreszcie – pięknie wybrzmiał waltorniowy sygnał, który zbyt często w tej sali kończy się drobnym potknięciem.
Nokturn cis-moll – gest pamięci, który porusza
Bis Dang Thai Sona – Nokturn cis-moll op. posth. – był nie tylko muzycznym dodatkiem, ale i symbolicznym ukłonem w stronę Janusza Olejniczaka. Grany z niezwykłą powagą i skupieniem, zakończony bez gestu, bez ruchu – tylko ciszą, którą publiczność uszanowała bez słowa. Ten moment milczenia był równie ważny jak dźwięki, które go poprzedziły. A może ważniejszy.
Duet na cztery ręce – i powrót lekkości
Wieczór zamknął uroczy akcent: Wariacje na temat “Karnawału weneckiego”, grane przez Liu i Sona na cztery ręce. Utwór lekki, niemal salonowy, zagrany z wdziękiem i humorem. I znów – w partii mistrza więcej było muzyki, niż w partii uczennicy, choć to ona miała „górę” klawiatury. Ale to przecież nie był pojedynek – raczej wspólny finał pełen uśmiech
Wnioski?
Koncert 26 sierpnia pokazał, czym może być różnica między wirtuozerią a dojrzałością. Sophia Liu to pianista z ogromnym potencjałem – ale póki co jej Chopin to bardziej pokaz możliwości niż osobista wypowiedź. Dang Thai Son – to artysta, który mówi Chopinem własnym głosem, bez emfazy, bez gestu – ale z prawdą, której nie da się podrobić. Wieczór był pięknym hołdem dla Janusza Olejniczaka – i pięknym przypomnieniem, czym naprawdę jest interpretacja.
https://nifc.pl/pl/