O książce „W stronę Anny” Sylwii Góry, wydanej przez Wydawnictwo Marginesy, pisze Wiesław Kowalski.
W teatrze istnieje rola, którą można nazwać „postacią cienia” – ktoś, kto nie prowadzi akcji, nie wygłasza monologów, nie dominuje światłem, ale bez niego spektakl traci równowagę. Anna Iwaszkiewicz, bohaterka tej biografii, jest właśnie kimś takim. Góra – z czułością i precyzją badaczki – przywraca jej widzialność, pozwalając wreszcie znaleźć się w świetle reflektorów.
W stronę Anny to opowieść o istnieniu na obrzeżach historii literatury i kultury XX wieku. Anna, z domu Lilpop, późniejsza żona Jarosława Iwaszkiewicza, przez lata pozostawała w cieniu – jak rama sceny, na której główną rolę odgrywał jej mąż. Góra rekonstruuje ją jak postać psychologicznego dramatu: wielowymiarową, nieoczywistą, pełną sprzeczności, które mogłyby uczynić z niej bohaterkę z twórczości Bergmana, Bernharda czy Różewicza.
Autorka doskonale panuje nad materiałem źródłowym. Listy, dzienniki, wspomnienia nie służą tu za cytaty ozdobne – one żyją, tworzą napięcia, prowadzą rozmowy. Biografia przybiera formę intymnego dramatu – są tu ekspozycje, punkty zwrotne, pauzy i kulminacje. Czasem to właśnie cisza znaczy więcej niż słowo.
Konstrukcja książki przypomina scenariusz teatralny. Pojawiają się postaci drugoplanowe – Maria Morska, Irena Krzywicka, Jerzy Liebert, Antoni Słonimski – oraz tło społeczne i historyczne: wojna, kontekst orientacji seksualnej, choroby psychiczne, przemiany duchowe. To literatura faktu spleciona z impresją – nastrojową jak dramaty modernizmu. I choć książka nie jest bezpośrednio teatralna, aż prosi się o sceniczną adaptację – ktoś mógłby z niej stworzyć przejmujący dramat biograficzny.
Sylwia Góra nie ucieka od trudnych tematów. Nie idealizuje Anny, ale też nie dekonstruuje jej w tanim geście demitologizacji. Pokazuje kobietę wyrzuconą poza główny nurt – nie tylko z powodu płci, ale również choroby, braku formalnego wykształcenia, niekonwencjonalnych wyborów. A jednocześnie – kobietę przenikliwą, o wyrafinowanej wrażliwości i literackim smaku.
Z perspektywy teatru – to opowieść o widzialności i marginalizacji. O tym, jak łatwo postać taka jak Anna zostaje sprowadzona do roli „żony wielkiego artysty”, bez własnej historii. Góra odwraca ten mechanizm: Anna zyskuje głos i podmiotowość. Nie jako dodatek do biografii męża, ale jako bohaterka własnej opowieści.
Czy można mieć zastrzeżenia do częstego sięgania po cytaty? Być może – ale z teatralnego punktu widzenia przypomina to oddanie aktorom autentycznych partytur. Góra nie improwizuje – kompozycyjnie reżyseruje. Głosy z dokumentów budują dramaturgię, atmosferę i psychologię – i właśnie dlatego ich obecność nie nuży, lecz wzmacnia przekaz.
W stronę Anny to książka głęboka, a przy tym nieprzegadana; empatyczna, ale nie sentymentalna. Biografia, która staje się opowieścią o kobiecie rozdartej między chorobą, religią, samotnością i miłością – i która aż się prosi, by znaleźć drugie życie na scenie. Gdyby ktoś kiedyś zdecydował się wystawić dramat o Annie Iwaszkiewicz, książka Sylwii Góry mogłaby posłużyć za jego literacki fundament.
To lektura nie tylko dla tych, którzy interesują się biografiami. To historia o tym, jak wiele dramatów toczy się poza głównym planem – i jak często te „drugoplanowe” aktorki okazują się najbardziej ludzkimi, przejmującymi postaciami całej sztuki.