Slide
previous arrow
next arrow
Wspomnienie o Robercie Wilsonie, którego teatr oddychał światłem - Teatr dla Wszystkich

Wspomnienie o Robercie Wilsonie, którego teatr oddychał światłem

Na afiszu

Wspomnienie o Robercie Wilsonie, którego teatr oddychał światłem

Widziałem jego „Doriana” w Toruniu, chwilę później rozmawiał z nami – żywy, skupiony, twórczy. Dziś żegnam Roberta Wilsona tak, jak nauczył: ciszą i światłem.

Opublikowano: 2025-07-31
fot. PAP/EPA/ Daniel Dal Zennaro

Widziałem jego „Doriana” w Toruniu, chwilę później rozmawiał z nami – żywy, skupiony, twórczy. Dziś żegnam Roberta Wilsona tak, jak nauczył: ciszą i światłem.

31 lipca 2025 roku zmarł Robert Wilson – twórca osobny, niepodobny do nikogo innego. Reżyser, który widział światłem, a milczenie potrafił zamienić w opowieść. Jego teatr był nie tyle przedstawieniem, ile formą istnienia. Choć odszedł w spokoju, w swoim Watermill Center, ta wiadomość wstrząsnęła światem teatru – również moim.

Tym bardziej, że jeszcze w maju zeszłego roku miałem szczęście zobaczyć go w Toruniu – obecnego na festiwalu Kontakt, skupionego, uważnego, wciąż twórczo aktywnego. Po pokazie Doriana mówił do nas – widzów – z charakterystycznym spokojem. Widać było, że nie przestał myśleć obrazem, nie przestał słuchać ciszy. Jego obecność miała w sobie coś z bezczasowości, jakby ciągle był gdzieś pomiędzy próbą a premierą.

Spektakl Dorian nie był prostą adaptacją Wilde’a – był raczej jego interpretacją w formie wizualnego eseju. Bohatera grali dwaj aktorzy – nie po to, by go zdublować, ale rozszczepić. Wilson nie ilustrował postaci, tylko je rozkładał na składniki. Jak sam powiedział – Dorian to nie suma cech, lecz ich zbiór, który można oglądać z różnych stron. To była teatralna forma przypominająca pryzmat – nie pytająca widza o opinię, ale zachęcająca do wglądu.

Polska scena była dla niego przestrzenią ważnych eksperymentów. W Teatrze Wielkim-Operze Narodowej zrealizował Fausta – spektakl surowy i precyzyjny, gdzie światło nie tyle oświetlało scenę, co ją rzeźbiło. Kobieta z morza, wystawiona w Teatrze Dramatycznym w Warszawie, była jak medytacja – powolna, pełna napięć, inspirowana tradycją japońskiego teatru i esejem Susan Sontag. A w Hamlecie jako monologu, który sam grał, zamienił scenę w pustkę, która mówi. Nie słowem – ruchem, gestem, obrazem.

Wilson często powtarzał, że zaczyna od światła. I widać to było w każdym jego spektaklu. Uczył nas, że światło nie jest narzędziem – jest punktem wyjścia. Tak samo jak cisza, którą potrafił nasycić napięciem. W jego teatrze nie było fabuł w klasycznym sensie – była przestrzeń, która mówiła sama sobą.

Z mojej perspektywy – badacza teatru – Wilson był kimś, kto nie szukał odpowiedzi, lecz stwarzał pytania. Jego spektakle nie miały przekazywać treści, lecz prowokować do myślenia obrazem. Nie mówił, o czym coś jest – pokazywał, jak można na coś patrzeć. I to właśnie czyniło go reżyserem, którego teatr był totalny w formie, ale nigdy opresyjny wobec odbiorcy. Dawał strukturę, a widzom – wolność.

Był budowniczym scenicznych światów. Zamiast ilustrować tekst, konstruował emocjonalną architekturę. Czasem przypominał dziecko składające swoje miniaturowe zoo – z ogromną dbałością, ale i z fascynacją. Jego teatr nie miał na celu „wyjaśniać”, lecz zawieszać znaczenia, dawać przestrzeń na doświadczenie – niekoniecznie zrozumiane, ale na pewno zapamiętane.

Miał rację, mówiąc, że jego teatr jest uniwersalny – nie potrzebował tłumaczenia. Niezależnie od języka spektaklu, od miejsca pokazu – można było go oglądać tak samo intensywnie. Bo podstawą był zawsze obraz, rytm, światło i cisza. Elementy uniwersalne. I zawsze – szacunek. Dla widza, dla aktora, dla samej sceny.

W mojej pracy niewielu było twórców, którzy tak mocno zmienili mój sposób patrzenia. Wilson nie rekonstruował rzeczywistości – on ją przekształcał. W jego spektaklach świat nie był przedstawiany – był tworzony na nowo. I dlatego myślę, że jego odejście to nie koniec – to raczej pauza. Zawieszenie światła, ciszy i obrazu. Kolejny gest milczenia.

Robert Wilson nie żyje. Ale jego teatr nie potrzebuje obecności, by nadal mówić. Kto choć raz patrzył jego oczami, już nigdy nie spojrzy na scenę tak samo.

Dziękuję, Mistrzu.

 

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit. Ut elit tellus, luctus nec ullamcorper mattis, pulvinar dapibus leo.

Kategorie:


Cytat Dnia

„Scenografia czasem jest w stylu szkolnych przedstawień (tekturowe elementy zjeżdżające z góry i mocno umowna zmiana plenerów), ale to dobrze, bo realizatorzy nie bali się klasycznego języku teatralnego”

Michał Derkacz o „Lubiewie”, reż. Jędrzej Piaskowski; Wroclawdlastudenta.pl, 26.01.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL