Spektakl „Koniec czerwonego człowieka” w reżyserii Krystyny Jandy to poruszająca teatralna adaptacja książki Swietłany Aleksijewicz, która z reporterską dokładnością oddaje głosy ludzi żyjących w cieniu upadłego imperium. Na scenie Och-Teatru ożywają wspomnienia, traumy i rozliczenia z przeszłością, które – choć zakorzenione w historii ZSRR – brzmią dziś zaskakująco aktualnie.
Dramat w reżyserii Krystyny Jandy, wystawiany w warszawskim Och-Teatrze, z powodzeniem mógłby znaleźć się w repertuarze teatrów w całej Polsce – a także innych europejskich krajów – z pożytkiem dla widzów. Autor sztuki, słowacki dramaturg Daniel Majling, oparł się na książce Czasy secondhand. Koniec czerwonego człowieka białoruskiej pisarki Swietłany Aleksijewicz – laureatki literackiej Nagrody Nobla z 2015 roku, przyznanej „za polifoniczny pomnik dla cierpienia i odwagi w naszych czasach”. Monumentalne dzieło – nietypowy zbiór reportaży – powstało na podstawie długoletnich rozmów autorki z ludźmi o różnym statusie społecznym, będącymi świadkami i uczestnikami komunistycznego systemu, który przez dekady panował w ZSRR. Dzięki zestawieniu wielu głosów i opinii Aleksijewicz dokonuje rozliczenia z epoką radziecką – zbiorowym bohaterem jej książki staje się homo sovieticus, człowiek, dla którego komunizm przez lata był wszystkim: religią, sensem życia i przyszłością.
Majling wybrał z tego materiału tylko niektóre wątki i połączył je w spójny dramat, a Krystyna Janda podążyła jego śladem, tworząc jednak inscenizację osadzoną bliżej własnych doświadczeń.
Komedia to czy raczej tragedia? Spektakl pełen jest pauz, półtonów, zmienności nastrojów, które eksponują psychologiczne rysy postaci – tych, które z goryczą i rezygnacją kłaniają się „wyższym ideom”. Czasem bohaterowie tkwią w dziwnym zawieszeniu, ulegając koniecznościom losu, choć nie przypominają bezwolnych marionetek poruszanych niewidzialnym sznurkiem – oni sami przywiązują sobie ten sznur do nóg…
Duch socjalistycznego Kraju Rad unosi się nad sceną, a aktorzy wnikliwie i z oddaniem kreślą sylwetki przedstawicieli rosyjskiego społeczeństwa z czasów przed i po rozpadzie ZSRR – szczerych wyznawców systemu oraz jego zawziętych krytyków. Postaci bywają śmieszne, karykaturalne, często obrzydliwie okrutne i wyrachowane. Duet Grzegorz Warchoł (generał) i Dorota Nowakowska (jego żona) to oczywiście przerysowanie, ale przerażająco wiarygodne – przekonani o słuszności własnych racji, zaciekle próbują przekonywać innych, ślepi i głusi na głosy z zewnątrz, bez cienia empatii, nawet wobec najbliższych. Grają półtonami, gestem, gwałtownym krzykiem i odpowiednio akcentowanym słowem.
Agnieszka Warchulska (Wiera) i Grażyna Sobocińska (Irina), wcielające się w córki generalstwa, mimo wszystko budzą zrozumienie i sympatię. Przygniecione rzeczywistością, nie potrafią się obronić. Stanisław Brejdygant w roli przesiąkniętego lękiem starego wuja – byłego więźnia łagru – tworzy przejmującą postać człowieka, który skrył swoją prawdę głęboko w sercu. Lidia Sadowa jako Lena, w miarę rozwoju choroby psychicznej, budzi coraz większe współczucie – ujmuje naturalną mocą swego cierpienia.
Pozostali bohaterowie – niczym postaci z Czechowa – bezskutecznie zmagają się z losem. Jurij, świetnie zagrany przez Krzysztofa Ogłozę, i niejednoznaczny Borys w wykonaniu Tomasza Borkowskiego, dopełniają tej smutnej galerii. Paweł (Mateusz Rzeźniczak) wywołuje cień uśmiechu, a sprytny, oportunistyczny Siergiej (Łukasz Garlicki), przystosowujący się do każdej rzeczywistości, jest postacią obrzydliwą, ale wymagającą – Garlicki bardzo dobrze radzi sobie z jej zmiennością. Niewielkie, lecz wyraziste role Piotra Łukawskiego (Władimir) i Aleksandra Kaźmierczaka (Sasza – pomagier Siergieja) budują aurę groteskowo-straszliwej codzienności. I jeszcze jedna dobra kreacja – chłopiec Bartosza Łućko.
Całości dopełnia scenografia i znakomicie dopasowane do charakteru spektaklu kostiumy Zuzanny Markiewicz oraz choreografia Emila Wesołowskiego.
Ślady bolszewickiego terroru, wojny, prześladowań NKWD, zbrodni popełnionych przez Sowietów, a także ślepa wiara w partię i idee wielkiego mocarstwa – wszystko to ukształtowało i wciąż wpływa na tożsamość homo sovieticus, dziwnie nieśmiertelnego i niezniszczalnego. Refleksję nad tym faktem twórcy pozostawiają widzom.
Absolwentka Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego, pedagog, logopeda dyplomowany i instruktor metody Pilates, pasjonatka teatru oraz tańca flamenco. Współpracuje z wydawnictwami i portalami edukacyjnymi oraz literackimi. Recenzje teatralne pisze od 2011 r.