Szekspir jest w formie! A uściślając — w teatrze formy. Dwudziestą dziewiątą edycję gdańskiego Festiwalu Szekspirowskiego otworzyła prezentacja „Burzy” w reżyserii Oksany Dmitrievej, artystki związanej z teatrem lalek i szeroko pojętą animacją. Jej inscenizacja szekspirowskiego utworu wyraźnie odwołuje się do tej estetyki.
Dmitrieva od wielu lat współpracuje z Charkowskim Teatrem Lalek, gdzie zdążyła wystawić m.in. „Hamleta”. W lwowskiej „Burzy” inspiruje się ekspresjonizmem lat 30., a szczególnie widoczne są wpływy Bauhausu. Na scenie dominują geometryczne formy, którymi aktorzy animują przestrzeń — pojawiają się walce, koła, a nawet maska wenecka. Centralne miejsce zajmuje złożona z kilku brył figura nosorożca, symbolizująca w spektaklu potężną siłę i agresję determinującą świat przedstawiony. Kostiumy większości aktorów oparto na motywie biało-czerwonych pasów, które przywołują zarówno stroje marynarzy, jak i więzienne pasiaki.
Symbolika ta nie jest przypadkowa — relacje między postaciami opierają się na wzajemnych zmaganiach i demonstracjach siły, wyraźnie nawiązując do brutalnej rzeczywistości sowieckiej epoki stalinowskiej. Przesłanie to szczególnie mocno wybrzmiewa w sekwencjach z Kalibanem, Stefanem i Trinkulem. Warstwa plastyczna przedstawienia — wsparta znakomicie prowadzonym światłem — ukazuje dużą konsekwencję i przemyślany język inscenizacyjny.
To przede wszystkim teatr formy. Sceny z szekspirowskiego tekstu zostały przestawione i grane symultanicznie, co w kilku momentach zaburza ciągłość dramaturgiczną. Zabieg ten służy jednak budowie opowieści o roli i odpowiedzialności artysty. Jaka jest jego sprawczość w brutalizującym się świecie? Prospero (znakomity Oleh Stefan) przyjmuje postawę autorytarną, która — inaczej niż w oryginale — prowadzi ostatecznie do jego rezygnacji. Sztuka przegrywa z rzeczywistością. Nie ma tu szczęśliwego, baśniowego zakończenia, bo nikt nie pozostaje bez winy. Magia Prospera przestaje działać, czego symbolem staje się Ariel (Yaroslav Derpak), upadający pod ciężarem własnych skrzydeł… lub oczekiwań swojego pana. Podmiotowość odzyskuje Kaliban (mocna rola Volodymyra Panteleeva), choć płaci za to wysoką cenę.
Lwowskie przedstawienie — jak sugerowała Ewa Bal — można odczytywać jako post scriptum do losów Łesia Kurbasa, wybitnego reżysera i przedstawiciela „rozstrzelanego odrodzenia” – ukraińskiego pokolenia twórców zgładzonych przez reżim sowiecki w latach 30. To także refleksja nad losem artystów uwikłanych w politykę i wielką Historię, jak chociażby Jurij Zawadski, który został zapamiętany jako tragiczny Mistrz w „Sztuce intonacji” Tadeusza Słobodzianka.
A jednak — mimo że ukraińska „Burza” ukazuje twórcę w momencie klęski — w końcowym monologu Prospera wciąż rozbrzmiewa nuta podziwu dla teatru, dla iluzorycznej mocy sztuki. „Dla tego jednego momentu kochamy ją potem” — chciałoby się sparafrazować ustęp ze słynnego opowiadania Brunona Schulza.