Nie odwracaj wzroku
O spektaklu “Anioły w Warszawie” Julii Holewińskiej w reż. Wojciecha Farugi w Teatrze Dramatycznym w Warszawie pisze Malwina Kiepiel.
fot. Karolina Jóźwiak / Teatr Dramatyczny w Warszawie
O spektaklu “Anioły w Warszawie” Julii Holewińskiej w reż. Wojciecha Farugi w Teatrze Dramatycznym w Warszawie pisze Malwina Kiepiel.
fot. Karolina Jóźwiak / Teatr Dramatyczny w Warszawie
„Anioły w Warszawie” w reżyserii Wojciecha Farugi to spektakl, który nie daje widzowi łatwego dystansu historycznego. Ani nie wzbudza tęsknoty za późnym PRL. Liczy się społeczny i emocjonalny ciężar tamtego czasu.
Punktem wyjścia jest niedawno nagrodzony w Ogólnopolskim Konkursie na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej dramat Julii Holewińskiej, pełen brutalnego, wielogłosowego realizmu i ostrego języka.
Faruga zachowuje strukturę tego tekstu – liryczną panoramę Warszawy lat osiemdziesiątych, rozpisaną na głosy różnych środowisk i grup społecznych. Scenografia i reżyseria światła Katarzyny Borkowskiej odmalowują zaś stolicę jako stan psychiczny – to miejsce szare, smutne, pozbawiające nadziei na normalne życie, a na co dzień oferujące tylko niepokój.
Na scenie ożywają opowieści z blokowiska, podziemnego teatru, dworcowych toalet i ze szpitalnych sal. Faruga akcentuje brud języka w komunikacji, przemoc w relacjach, nieoczywistą moralność bohaterów. Wyraźnie słychać to w scenach między Sebastianem (Paweł Tomaszewski) – poetą, hemofilikiem – a lekarką Zofią (Katarzyna Herman), która próbuje zachować dystans, ale sama czuje się bezradna wobec „nowej choroby”.
Temat HIV/AIDS w Teatrze Dramatycznym zostaje wyciągnięty na pierwszy plan. Jednak nie jest to dydaktyczna lekcja ani hagiografia ofiar. Widzimy za to obraz społecznego mechanizmu wykluczania i upokarzania. Padają zdania o „chorobie pedałów”, o „brudzie i zarazie”, przywoływane bez wygładzania.
Panuje w tym przedstawieniu mocny kontrast między niemal dokumentalnym zapisem dawnej rzeczywistości a emocjonalnym napięciem, które wręcz rozsadza niektóre sceny: np. te – między trenującymi boks Waldkiem (Damian Kwiatkowski) a Fabianem (Konrad Szymański) są bardzo cielesne, intymne, ale też podszyte wstydem i strachem.
Faruga nie ucieka także od tematu religijności i obyczajowości PRL-u – pojawiają się modlitwy, aluzje do Popiełuszki, dialogi o kartkach na mydło i codziennym upokorzeniu ze strony aparatu władzy. Ale reżyser nie robi z tego sentymentalnej wyklejanki. Pokazuje, że te same dekoracje obudowywały zarówno przemoc symboliczną, jak i cielesną – i że AIDS było katalizatorem zbiorowej paniki.
O sile tej realizacji stanowi zespół Dramatycznego. Każda z postaci jest zbudowana z wyczuciem jej sprzecznych emocji. Zofia – rozdarta między procedurą a współczuciem. Sebastian – brutalny i bezbronny jednocześnie. Beata (Anna Szymańczyk) – zmęczona i rozczarowana. Waldemar – agresywny i zagubiony. Faruga wydobywa z tych osobowości całą ich złożoność. Tu każdy jest ludzki, i każdy uwikłany na swój sposób.
Anioły w Warszawie przypominają, że HIV/AIDS to nie tylko choroba biologiczna, lecz i choroba społeczna, w której zakaźne są strach, wstyd i nienawiść. Faruga i jego zespół nie moralizują. Po prostu nie pozwalają odwrócić wzroku.