Gdyby to był spektakl, nazwalibyśmy go farsą. Gdyby był dramatem, uznalibyśmy go za zbyt niewiarygodny. Tymczasem to rzeczywistość – nie na scenie, lecz za kulisami Teatru im. Stefana Żeromskiego w Kielcach. Tam bowiem toczy się polityczna tragikomiczna intryga, która kompromituje nie tylko władze województwa, ale i całą ideę niezależności kultury. W roli głównej: marszałek Renata Janik i jej upór, by nie dopuścić do objęcia stanowiska dyrektora przez Jacka Jabrzyka – reżysera, którego wyłoniono w legalnie przeprowadzonym konkursie – pisze Wiesław Kowalski.
Zacznijmy od faktów: Jacek Jabrzyk, uznany twórca teatralny, zdobył nominację w konkursie przeprowadzonym zgodnie z procedurami. Komisja, w której zasiadali przedstawiciele różnych środowisk – w tym ministerstwa, samorządu i środowisk twórczych – zdecydowała się zarekomendować jego kandydaturę. Zespół teatru również wyraził jednoznaczne poparcie. Słowem – system zadziałał, konkurs się odbył, kandydata wybrano. A jednak, marszałek Janik zdecydowała się unieważnić procedurę, wskazując niejasne „nieprawidłowości” i… ogłosiła nowy konkurs, na który nikt się już nie zgłosił.
To, co dzieje się w Kielcach, nie jest już tylko naruszeniem procedur – to ostentacyjne lekceważenie kultury jako przestrzeni autonomii i wartości. Zamiast porozumienia i poszanowania wyniku konkursu, mamy próbę ręcznego sterowania instytucją, która powinna działać niezależnie od kaprysów politycznych.
A teraz pytanie, które zadaje sobie nie tylko środowisko teatralne, ale i każdy obserwator tej farsy: co takiego zrobił pani marszałek Janik Jacek Jabrzyk? Czy chodzi o osobisty animozje, polityczne różnice, czy może o niechęć do silnej, niezależnej osobowości, która – o zgrozo! – mogłaby nie tańczyć, jak władza zagra? Tego nie wiemy, bo pani marszałek nie tłumaczy się merytorycznie, tylko powtarza formułki o „oczekiwaniu na kompromis” – ignorując przy tym wszystkie kompromisy, które już zostały zawarte: przez komisję konkursową, zespół teatru, organizacje branżowe, a nawet samo ministerstwo.
Ministerstwo Kultury, choć często samo nie bez winy, tym razem zachowało się racjonalnie – domagając się realizacji wyniku konkursu. Również prokuratura wszczęła postępowanie, co pokazuje, że sprawa przestaje być tylko konfliktem o stołek. To już poważne podejrzenie o nadużycie władzy i łamanie prawa.
Teatr Żeromskiego, instytucja o ogromnym znaczeniu dla regionu i całej Polski, został przez ten konflikt sparaliżowany. Od 1 lipca pozostaje bez dyrektora. Nie wiadomo, kto podpisze umowy z artystami, kto poprowadzi zespół, kto będzie odpowiadał za repertuar i decyzje organizacyjne. To tak, jakby kapitan opuścił mostek, a załoga miała płynąć dalej – na ślepo.
Władze Kielc zamiast wspierać kulturę, duszą ją administracyjnym betonem. Marszałek Janik zdaje się nie rozumieć, że teatr to nie jest prywatna firma ani polityczny folwark. To miejsce, w którym ważna jest wolność twórcza, autorytet artystyczny i zaufanie zespołu.
Pani marszałek, jeśli to wszystko to nie jest prywatna wendeta, to co to właściwie jest? A jeśli jednak to osobisty konflikt – to proszę powiedzieć to wprost. Bo dziś teatr w Kielcach stał się zakładnikiem milczenia, uporu i politycznego ego. A to już nie tylko kpina – to dramat.
I jak na razie – bez reżysera.
Tekst oparty na publicznie dostępnych informacjach i oświadczeniach prasowych MKiDN oraz Urzędu Marszałkowskiego Województwa Świętokrzyskiego
absolwent Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Słupsku oraz Studia Wokalno-Aktorskiego Danuty Baduszkowej przy Teatrze Muzycznym w Gdyni. Współpracował z wieloma teatrami w Polsce, m.in. Teatrem Polskim w Bydgoszczy. Ma na swoim koncie ponad 60 ról teatralnych. Od roku 2001 zajmuje się krytyką teatralną.