Ojciec, który nie słucha – tragedia rodziny Leara
O spektaklu „Król Lear – tragedia jednej rodziny” wg Szekspira w reż. Ewy Piotrowskiej z Państwowego Teatru Lalek w Kownie na 6. Międzynarodowym Festiwalu “Metamorfozy Lalek” w Białymstoku pisze Wiesław Kowalski.
„Król Lear – tragedia jednej rodziny”, zaprezentowany podczas festiwalu Metamorfozy Lalek, to niezwykle konsekwentna, świadoma formalnie i emocjonalnie reinterpretacja szekspirowskiej tragedii – zrealizowana w estetyce bliskiej operowej ekspresji i monumentalizmowi. Już od pierwszej sceny spektakl wciąga widza w gęstą, niemal senno-surrealistyczną rzeczywistość, gdzie emocje pulsują z intensywnością godną operowej sceny.
Patos, obecny już u Szekspira, w tej inscenizacji nie zostaje stonowany – przeciwnie, zyskuje nową jakość dzięki wyrazistości i bogactwu środków wyrazu właściwych dla teatru formy. Piotrowska świadomie podąża drogą teatralnej hiperboli, konstruując świat, w którym każda emocja zostaje przefiltrowana przez formę – nie tylko sceniczną, ale i muzyczną oraz cielesną. Tragizm Leara zostaje tu ukazany nie tyle jako dramat upadku władzy, ile jako intymna, bolesna opowieść o człowieku, który nie potrafi słuchać ani kochać.
Muzyka Antanasa Jasenki pełni tu więcej niż funkcję ilustracyjną – to pełnoprawny uczestnik dramatu, który nie tyle towarzyszy akcji, co ją współtworzy, wnikając w psychiczne pejzaże bohaterów. Partytura jest nasycona napięciem i dźwiękową intensywnością – chwilami rozdzierająca, chwilami hipnotyczna. W tej oprawie dźwiękowej Lear nie tyle mówi – on się rozpada.
Szczególne uznanie budzi plastyka spektaklu, za którą odpowiada Giedrė Brazytė. Scenograficzny świat, jaki wykreowała, balansuje na granicy realności i halucynacji – jest to przestrzeń pełna symboli i deformacji, która działa raczej intuicyjnie niż logicznie. Monumentalne, przeskalowane obiekty sceniczne nie są jedynie tłem – same uczestniczą w tworzeniu dramatycznej materii. Także różnorodność użytych form lalkowych – od marionetek i masek po hybrydy łączące ciało aktora z przedmiotem – stanowi o sile tej plastycznej narracji. W szczególności w scenach konfrontacji Leara z córkami oraz z samym sobą, lalki urastają do rangi jego wewnętrznych głosów, lęków i rozdwojeń.
Choreografia Vesty Grabštaitė wprowadza dodatkowy, cielesny wymiar tej opowieści. Ruch aktorów – rytualny, spowolniony, chwilami na granicy katatonii – znakomicie oddaje emocjonalne napięcie i psychiczne rozedrganie bohaterów. Nie chodzi tu o realistyczne przedstawienie działań, lecz o rytmiczną strukturę emocji – cielesną partyturę, która splata się z muzyką i światłem.
Światło, zaprojektowane przez Eugenijusa Sabaliauskasa, odgrywa rolę nie mniej istotną niż muzyka czy scenografia. Kontrasty, mrok i iluminacje tworzą pełne niepokoju obrazy sceniczne – chwilami przypominające gotycki teatr śmierci, innym razem przywodzące na myśl monumentalne freski o upadku władzy. Dzięki światłu możliwe jest zawieszenie między rzeczywistością a snem – to właśnie ono kieruje spojrzeniem widza, wydobywa z ciemności znaczenia, a chwilami pogrąża całą przestrzeń w niemal dusznej nieczytelności.
Aktorzy, z Andriusem Žiurauskasem w roli Leara, znakomicie odnajdują się w operowej konwencji spektaklu. Ich gra jest silnie stylizowana, gesty precyzyjne, rytmiczne, a wypowiedzi nacechowane emfatycznym tonem. Nie ma tu miejsca na psychologiczny realizm – zamiast tego otrzymujemy metaforyczną kondensację postaci, w której Lear staje się nie tylko bohaterem dramatu, ale symbolem upadającego autorytetu, ojca, patriarchy. W finale pozostaje z niczym – samotny, przerażony, bezradny wobec siebie samego.
„Król Lear – tragedia jednej rodziny” to przedstawienie intensywne, świadome własnej formy i silnie zakorzenione w języku teatru plastycznego. To nie klasyczna inscenizacja, ale pełna rozmachu interpretacja, przypominająca operowy fresk emocji – bezkompromisowa estetycznie i boleśnie trafna w emocjonalnej wymowie. Dzięki bogactwu środków wyrazu, przedstawienie potrafi przemówić do współczesnego widza nie tyle przez historię, co przez atmosferę – gęstą, duszną, na granicy krzyku i ciszy.
W świecie, w którym relacje rodzinne coraz częściej stają się polem walki o uznanie, władzę i rację, wizja Leara jako zagubionego wśród własnych złudzeń człowieka brzmi dziś wyjątkowo przejmująco.
fot. mat. org/Białostocki Teatr Lalek