Superbohater w kryzysie
O spektaklu „Superheroes” Grupy Coincidentia (we współpracy z Figurentheater Wilde & Vogel) w reżyserii Michaela Vogla, prezentowanym na 6. Międzynarodowym Festiwalu Teatrów Lalek dla Dorosłych w Białymstoku – pisze Wiesław Kowalski
Tworzenie współczesnego superbohatera może wydawać się zadaniem lekkim i zabawnym, ale szybko okazuje się sprawą znacznie bardziej skomplikowaną. To nie tylko kwestia kostiumu, rodzaju mocy czy charakterystycznej pozy na plakacie. To również – a może przede wszystkim – refleksja nad tym, czym w XXI wieku jest bohaterstwo, i czy w świecie pełnym relatywizmu i chaosu jest jeszcze miejsce na jednoznaczne dobro.
Kto dziś zasługuje na miano herosa?
Twórcy spektaklu nie udzielają gotowych odpowiedzi, zamiast tego prowokują do pytań: czy współczesny heros powinien chronić najbliższe otoczenie – jakby był obrońcą małej wioski przed cywilizacyjną nawałnicą – czy też angażować się w rozwiązywanie globalnych problemów? Czy bohaterem jest ten, kto działa, czy może ten, kto w ogóle próbuje coś zrozumieć?
Dwa bieguny: siła i cień
W konstrukcji dramaturgicznej pojawia się klasyczne napięcie: postać główna i jej przeciwieństwo. Bez konfrontacji nie ma rozwoju, bez antagonisty – definicja bohatera traci ostrość. Ten mechanizm – choć dobrze znany – stanowi oś narracyjną przedstawienia i daje aktorom pole do symbolicznych i dosłownych zderzeń na scenie.
Forma kontra przekaz
Pod względem inscenizacji spektakl imponuje bogactwem użytych środków wyrazu. Lalki, maski, przedmioty, sceniczne animacje – wszystko to, użyte z dużą precyzją, tworzy dynamiczną, sugestywną i estetycznie dopracowaną strukturę. Dagmara Sowa i Paweł Chomczyk – doświadczeni performerzy – nie tylko prowadzą widza przez historię, ale i doskonale operują każdym scenicznym detalem. To bez wątpienia mocna strona tego projektu.
Za dużo dobrej woli?
Mimo tych atutów druga część spektaklu zdradza objawy przesytu. Pomysły, choć ciekawe, zaczynają się kumulować i nakładać na siebie bez wyraźnego porządku dramaturgicznego. Brakuje selekcji – precyzyjnego cięcia, które pozwoliłoby skupić się na głównej idei. W rezultacie energia, która wcześniej przyciągała uwagę, zaczyna się rozpraszać.
Niełatwe pytania, nieoczywiste odpowiedzi
Superheroes to projekt wymagający – zarówno w odbiorze, jak i w swojej strukturze. Stawia pytania o naturę współczesnego bohaterstwa, o granice dobra i zła, o to, w jaki sposób kultura popularna formatuje nasze wyobrażenia o sile i odpowiedzialności. To spektakl, który momentami bywa hermetyczny, ale też nie pozwala się zignorować.
Dla mnie, jako widza i krytyka, nie jest to przedstawienie idealne – ale właśnie dlatego warte jest uwagi. Jest w nim coś żywego, niepokornego, co działa mimo narracyjnych niedomknięć. Być może to nie opowieść, która zapadnie na długo w pamięć, ale na pewno zmusza do zatrzymania się i chwili namysłu – i to, paradoksalnie, czyni ją cenną.
Fot. Łukasz Boratyński