„Wełna” – więcej niż zabawa?
O spektaklu “Wełna” w reż. Agnieszki Czekierdy w Teatrze Małego Widza w Warszawie pisze Natalia Karpińska.
fot. Marta Zalewska / Teatr Małego Widza
O spektaklu “Wełna” w reż. Agnieszki Czekierdy w Teatrze Małego Widza w Warszawie pisze Natalia Karpińska.
fot. Marta Zalewska / Teatr Małego Widza
Idąc na kolejny spektakl Teatru Małego Widza, oczekuję nie tylko twórczości pełnej kreatywności, ale i takiego przedstawienia muzycznego, które zainteresuje zarówno dzieci, jak i ich rodziców. Choć „Wełna” w reżyserii Agnieszki Czekierdy na pierwszy rzut oka może nie brzmieć zbyt porywająco, wierzę, że twórcy tego spektaklu w pełni wykorzystają potencjał wybranego tematu, wprowadzając nas w świat pełen zaskakujących pomysłów, energii i śmiechu.
Teatr Małego Widza wyróżnia się dwoma rodzajami spektakli: pierwsze to przedstawienia, w których nie ma wyraźnego podziału na widownię i scenę – przestrzeń staje się wspólnym doświadczeniem z widzami. Drugie, do których należy „Wełna”, to spektakle, w których schodkowa widownia zatrzymuje dzieci na swoich miejscach, umożliwiając im obserwację akcji z bezpiecznej odległości. Taki model sprawdza się zwłaszcza w przypadku starszych dzieci, które potrafią spokojnie usiedzieć w jednym miejscu, a rodzice mogą obserwować, jak ich pociechy reagują na wydarzenia na scenie.
„Wełna” na początku wydaje się być uroczą opowieścią, która wprowadza najmłodszych w świat barwnych, wełnianych przedmiotów. Niestety, spektakl zatrzymuje się gdzieś pomiędzy koncepcją a realizacją. Choć w zamierzeniu miał być zabawnym i angażującym doświadczeniem, scenariusz oparty na luźnych, skeczowych scenach, którym towarzyszy muzyka, rozprasza się w zbyt wielu kierunkach. W efekcie brakuje spójnej fabuły, a żarty sytuacyjne, choć czasami udane, nie mają siły przyciągania uwagi widza na dłużej.
Siłą „Wełny” niewątpliwie jest muzyka wykonywana na żywo przez Gwidona Cybulskiego – multiinstrumentalistę, który potrafi uchwycić magię etnicznych instrumentów i wprowadzić widza w atmosferę scenicznego bajania. I choć Cybulski wraz z Julią Nawrocką tworzą zgrany duet, aktorka dwoi się i troi aby utrzymać dynamikę zmieniających się scenek, przywdziewając kolejne peruki i chowając się za sceniczną ścianą. Wkrada się w te aktorskie akrobacje chaos pomysłów reżyserskich od sasa do lasa wplecionych w scenariusz. Jednak mimo tej muzycznej mocy, wkrada się chaos pomysłów, które trudno ze sobą połączyć. Choć twórcy starają się stworzyć zabawę z materią wełnianą, zabrakło konsekwencji w budowaniu pełnej narracji, co osłabia wciągającą siłę przedstawienia.
Spektakl powstał w ramach „Teatru inicjacyjnego” – projektu, który ma na celu wprowadzenie dzieci w świat teatru przez krótkie, sensoryczne doświadczenia. „Wełna” trwa około 30 minut, co może być odpowiednie dla młodszych widzów, ale końcowy efekt pozostawia pewien niedosyt. Po wcześniejszych spektaklach, takich jak „Łąka” czy „Bossa Noga”, które charakteryzowały się spójnością i pełną konstrukcją świata przedstawionego, „Wełna” pozostawia wrażenie, jakby była jedynie przerywnikiem w tej bardziej konsekwentnej serii.
Jako rodzic, wychodzę z teatru z mieszanymi uczuciami – z jednej strony bawiłam się dobrze, ale z drugiej, nie mogę pozbyć się poczucia, że spektakl nie w pełni wykorzystał swój potencjał. „Wełna” pójdzie na chwilę do szafy, ale już planuję kolejne wizyty w Teatrze Małego Widza. W końcu idzie wiosna – czas na nowe wrażenia!