Sześć razy kabała, jedna Księga, kwanty i klocki
O projekcie “Books of Jacob” w reż. Krzysztofa Garbaczewskiego na Boskiej Komedii 2024 w Krakowie pisze Monika Oleksa.
fot. Lívia Sá (courtesy of CultureHub)
O projekcie “Books of Jacob” w reż. Krzysztofa Garbaczewskiego na Boskiej Komedii 2024 w Krakowie pisze Monika Oleksa.
fot. Lívia Sá (courtesy of CultureHub)
Krzysztof Garbaczewski robi to, co umie i lubi: zaskakuje, prowokuje intelektualnie używając najnowszych technologii w teatrze. Nie inaczej jest z międzynarodową koprodukcją, będącą adaptacją powieści Olgi Tokarczuk. Najistotniejsze napiszę już na początku: reżyser kolejny raz eksperymentuje i kolejny raz idzie jeszcze dalej, rozwija się, a tym samym niejako wymaga tego rozwoju od nas, widzów. Jego “Księgi Jakubowe” są przedstawieniem performatywnym, dokonują transgresji, kolejnego przekroczenia granicy między sztuką a życiem. Jeszcze w programie festiwalu autorzy napisali, że jednym z krajów, z którym będziemy się łączyć jest Gruzja. “Rzeczywistość spięła się ze sztuką, żeby nie powiedzieć, że ją przekroczyła. W momencie, w którym w Gruzji ludzie wyszli na ulice i zaczęli protesty Garbaczewski zadecydował, że nie będziemy ich dociążać spektaklem. Dzieją się u nich ważniejsze rzeczy” – powiedział w wywiadzie udzielonym tuż po drugiej odsłonie spektaklu asystent Krzysztofa Garbaczewskiego, Kamil Białaszek. Dodał jeszcze, że przez cały czas towarzyszył im niepokój związany z artystami z Ukrainy, wszak tam w każdej chwili mógł zostać ogłoszony alarm bombowy… .
Jest coś porażającego w zestawieniu tego wszystkiego z historią Jakuba opowiadaną z szeroko i wirtualnie pojętej sceny. Paweł Smagała grający w spektaklu podkreślał, jak trudno wychodzi się z takiej roli, szczególnie, że “wychodzi się” do rzeczywistości niezwykle trudnej, w której słowa “obyś żył w ciekawych czasach” brzmią jak najgorsze przekleństwo, wręcz fatum, które rozgościło się w naszym świecie na dobre. Tym bardziej potrzebujemy mistycyzmu, myślenia wręcz magicznego, które chociaż trochę zbuduje nas na czasy, których – delikatnie mówiąc – nie chcemy w takim wydaniu. To, co koniecznie trzeba podkreślić (i robi to sam Garbaczewski), to rola reżysera w tym projekcie: tak, jak Białaszek w polskim wydaniu, tak w każdej z odsłon tego międzynarodowego performansu asystent reżysera pełnił równorzędną rolę – był jego współautorem.
“W tym kwantowym, kabalistycznym spektaklu VR historia Jakuba Franka ożywa jednocześnie w siedmiu miejscach na świecie w zsynchronizowanym przedstawieniu odbywającym się w Nowym Jorku, Serbii, Polsce, Ukrainie, Gruzji, Kazachstanie i Grecji. Aktorzy występujący na fizycznych scenach w każdym kraju i na cyfrowej scenie w wirtualnej rzeczywistości, uchwytują świat na skraju zmiany, animując historię młodego Żyda w XVIII wieku, który doświadcza ekstatycznych wizji podróży”[1]. Oliver Woodcock, który obok Natalii Szczypki i wspomnianego wyżej Smagały performuje przestrzeń sceniczną wspominał, jak dużym wyzwaniem było dla nich pomieszczenie w tym wydarzeniu performatywnym kluczowych przeżyć bohatera, tego momentu jego przejścia, zrozumienia istoty świata. I jak trudno było to wszystko poskładać z artystami performującymi z innych krajów: “pierwszy spektakl na festiwalu nam nie wyszedł i to tylko przez techniczne problemy z łączeniami, zakłócenia sygnału itp. Aktorowi coś takiego – choć cała ekipa nie miała na to wpływu – trudno zaakceptować. No ale Reżyser jest odważny, więc uwierzyliśmy i wierzymy wszyscy w ten projekt”. Białaszek podkreślał natomiast, że nieco większe możliwości performatywnego zaangażowania publiczności były w Nowym Jorku, bo tam, ze względu na geometrię przestrzeni, mieli możliwość rzucenie obrazów z innych krajów na ściany po obu stronach widowni.
Erika Fischer-Lichte jakby wprost pisała o performatywnym dziele Garbaczewskiego: “uczestnicy (…) podczas przedstawienia doświadczają siebie jako podmioty, które współtworzą jego przebieg i zarazem pozwalają się przezeń kształtować (…) Ten stan można odczuwać jako przyjemny, lub jako nieprzyjemny. Zachodzące w jego czasie zmiany miewają bardzo różną naturę. (…) Pojawiają się wtedy najczęściej zmiany fizjologiczne, afektywne, energetyczne i motoryczne ciała”. Tutaj ten moment ma miejsce (to oczywiście dość subiektywne “czucie”) w momencie kiedy bohater podnosi ze wspomnianej wyżej sceny lustro, odwraca je niezwykle powoli i płynnie w stronę widowni. Mamy się w nim przeglądać! Wg Kabały lustro, podkreśla asystent reżysera, to symbol proroctwa, jasnego lub ciemnego. To pierwsze kojarzone jest z bezpośrednim proroctwem, takim, jakiego doświadcza Mojżesz, drugie jest bardziej tajemnicze i enigmatyczne. Takie jest doświadczenie tytułowego bohatera performatywnego spektaklu, a jakie jest nasze, jego uczestników? Na to pytanie każdy z widzów – uczestników odpowiada sobie indywidualnie.
Kiedy Jakub mówi o mistycyzmie słychać w tym współuczestnictwo w jego przeżywaniu, chwilami zachwyt (gdy mówi o najważniejszym z proroków i zawierza) oraz enigmę i przestrach, gdy mówi o losie człowieka, który jest jak te drewniane kostki rzucone przez wyższą Istotę na ziemię. To dopiero w tym momencie odczuwam, jak ważna jest droga utworzona na scenie z drewnianych kostek… . Tą drogą podążamy, taki mamy wpływ na swe życie, zdaje się mówić reżyser!
Mam wrażenie, że Garbaczewski celowo nakłada na siebie kolejne znaczenia, są one jak sieć, oplatają widownię, pytanie tylko, czy aby nie za ściśle… . Wiele elementów tej sieci rozplątać, rozpoznać jest dość trudno, wymagają namysłu, refleksji, wiedzy nie tylko o Szekspirze, ale i o teoriach symulakrów, filozofii.
W tym performansie jest kilka scen, które każdego, kto po schechnerowsku wszedł w to doświadczenie i jest w środku, zachwycają: przede wszystkim scena z lustrem, kiedy jeden ze scenicznych bohaterów, swoisty narrator – komentator podnosi je i obraca, również w naszą, publiczności, stronę. Wypowiedź o systemie luster natychmiast przywołuje dwie intelektualne fascynacje Garbaczewskiego: twórczość Gombrowicza i Witkacego. Ten drugi ze zdjęciem zatytułowanym Portret poczwórny, na którym wokół siebie ma kilku Witkacych, a właściwie swe odbicia. Witold Gombrowicz melduje się między nami, kiedy kontynuowany jest chwilę później moralitet o trzech drogach. Ta trzecia – mówi Jakub – to droga ja, ja, ja. Nie trzeba przypominać, że takim zaklęciem – wezwaniem do autokreacji zaczynają się jego Dzienniki. Asystent reżysera mówi po spektaklu krótko: nie można sobie wyobrazić współczesnego teatru bez myśli Gombrowicza. Oczywiście teatru, który zamiast realistycznej fabuły daje przeżycie wewnętrzne… . Ciekawe, co ten by robił dzisiaj żyjąc w świecie mediów społecznościowych, IA, VR, kreacji iluzorycznych wizerunków?
[1] LA MAMA USA na Vimeo autorzy udostępnili materiały zrealizowane w Nowym Jorku, warto zobaczyć: https://www.lamama.org/shows/books-of-jacob-part-ii-2024.