Podczas gdy tegoroczny Festiwal Szekspirowski od dawna reklamował spektakl „Król Lear” Silviu Purcăretego jako „monumentalną inscenizację i wizualne arcydzieło”, widzowie obejrzeli na scenie skrywającej widownię parteru Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego przedstawienie formalnie dalekie od tak wzniosłych epitetów. Dobre aktorstwo i raptem kilka zapadających w pamięć scen w ponaddwugodzinnym spektaklu to trochę za mało na wyrażenie przesadnego zachwytu.
Od twórcy z uznaną w europejskim teatrze pozycją można było oczekiwać nieco więcej niż kilku „wisienek na torcie” dzielonym przez starego Leara (Claudiu Bleonț) pomiędzy trzy córki. W tej pierwszej z świetnych (i niestety niewielu godnych zapamiętania scen) Purcărete metaforycznie przenosi schyłek dworskiej cywilizacji w świat dekadencji rodzinnej znanej z filmów Luchina Viscontiego. Kawałki tortu, czyli królestwa Leara, przypadną dwóm córkom: Gonerili (Romanița Ionescu) i Reganie (Iulia Colan), najmłodszej z nich – Kordelii (Costinela Ungureanu), jak wiemy, pozostanie wygnanie z królestwa. Zastawiony bogato stół umiejscowiony na środku ogromnej pustej sceny, przy którym od początku tkwił Edmund (Ovidiu Cârstea), wraz z całym dworem zniknie za foliową kurtyną.
I ta właśnie plastikowa zasłona pozostanie wizualną dominantą przedstawienia aż do jego finału. Zza niej wychodzić i za nią znikać będą kolejni bohaterowie dramatu, a folia tylko na moment zostanie odsłonięta, by ukazać nam dwór siedzący ciągle przy stole (poza celofanową kotarą bohaterowie skrywają się również w foyer teatru). Tak jakby dworzanie tkwili w specyficznym odosobnieniu; osłonieni przed tym, co zewnętrzne, odseparowani, zajmujący miejsca na osobliwym wysypisku historii. Powtarzalność scen i brak finezji w konsekwentnym konstruowaniu znaków teatralnych – przede wszystkim w skąpej scenografii Dragosa Buhagiara – wyraźnie nużą i odnosi się wrażenie, że bardziej przystają do teatru alternatywnego niż narodowego z Rumunii. Ratuje je jedynie światło i interesująca oprawa graficzna Cristinu Purcărete. Tym bardziej że plastiku jeszcze przybędzie: folia pojawi się jeszcze jako nakrycie bohaterów przed erupcją żywiołów, podkreślanych intensywnie muzyką Vasile Șirliego.
I tak wielka szekspirowska opowieść o władzy, rodzinie i upadku człowieka zostaje sprowadzona do poszukiwań wejścia i wyjścia z sytuacji uwięzienia w familijnych kajdanach, w nadmiernej dumie i braku rozeznania, które prowadzą do katastrofy rodzinnej i politycznej. Te ostatnie szczególnie widoczne są w karykaturalnych postaciach Edmunda i Edgara (kapitalny George Albert Costea) Gloucesterów. Pierwszy, oskarżając brata o próbę zabójstwa ich ojca, jest postacią tak kuriozalnie napuszoną, że wywołuje śmiech widowni, drugi zaś, by ratować życie, ukrywa się w przebraniu transwestyty w kartonie, czym również rozbawia publiczność. W dysproporcji do obu synów pozostaje ich ojciec Hrabia Gloucester (doskonały Sorin Leoveanu).
Silviu Purcărete w swojej inscenizacji serwuje widzom jeszcze dwie przejmujące sceny. Pierwszą mocną: gdy szef Służących (Raluca Păun), stale obecny w tle, niczym inspicjent przedstawienia, ogłosi nachodzącą apokalipsę – wszyscy Służący w szarych uniformach uciekną niczym szczury ze statku. W drugiej, jeszcze mocniejszej, „narazi” widzów na obraz (pamiętany choćby z filmu „Kill Bill” Quentina Tarantino) wyłupywania oczu Gloucesterowi oskarżonemu o zdradę na rzecz Króla Francji (Adrian Tudor). Choć to wydarzenie jest kluczowym w kontekście zemsty i walki o życie – tak dosłowna intensywność środków scenicznych mogła przesłonić rozwój szekspirowskiej opowieści w jej teatralnym wydaniu.
I przytłaczająco „werterowski” finał. Już niczego nie da się uratować, reanimacja Kordelii w postaci Błazna zakończy się niepowodzeniem, a martwi bohaterowie zgromadzą na scenie wokół znów obficie zastawionego stołu, który nie jest już miejscem konfrontacji rodzinnych urazów, lecz mechanicznej agonii. Tak dojmujący finał nie zrównoważył jednak całego przekładu na język sceny poczynionego przez Purcăretego i pozostawił widzów w swoistym niedosycie. Jakby dobrą potrawę z kuchni Szekspira musieli zjeść razem z foliowym opakowaniem.
Festiwal Szekspirowski