Prawo ulicy 2: powrót do korzeni

Slide
previous arrow
next arrow
Na afiszu

Prawo ulicy 2: powrót do korzeni

Relacja z drugiej części Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego ULICA (10–12 lipca).

Opublikowano: 2026-07-14
Spektakl „Peregrinus” Teatru KTO na 39. Międzynarodowym Festiwalu Teatralnym ULICA; fot. R. Siwek i A. Nowak

Druga część 39. Międzynarodowego Festiwalu Teatrów Ulicznych ULICA niczym dobry sequel kontynuowała podjęte uprzednio wątki, proponując jednocześnie własne, oryginalne pomysły na to, czym jest sztuka ulicy.

Wydaje się, że w porównaniu z pierwszym weekendem festiwalu rozpiętość tematyczna i estetyczna prezentowanych przedstawień była dużo większa: od mikroteatru do spektakularnego widowiska.

Szczególnie dopieszczona mogła poczuć się najmłodsza widownia. Teatr Scena 96 zaprezentował Kota w butach, z kolei Teatr NEMNO przywiózł do Krakowa Gburka. Oba spektakle budowały swój mikroświat za pomocą lalek osadzonych w pomysłowo zbudowanej scenografii. Choć momentami (zwłaszcza w Gburku) pojawiało się za dużo dydaktyki, to mimo wszystko plenerowe pokazy dla najmłodszych udowodniły, jak magiczny potrafi być teatr i dlaczego spotkanie z żywą sztuką zawsze będzie lepszą alternatywą dla nurzania się w cyfrowym świecie dopaminowych algorytmów.

Trzecią propozycją dla dzieci był Klaun Feliks Show przygotowany przez krakowski Teatr Szczęście. Nie wiem, nie umiem racjonalnie wyjaśnić, w jaki sposób na godzinę zapomniałem o tym, że jestem dorosły. Jeden klaun, proste, ale niezwykle autentyczne, uczciwe w ekspresji żarty i gagi, przeniosły małych i dużych widzów w świat, w którym wszystko było proste. Ulica jest dla klauna tym, czym woda dla ryby. Dopiero w takiej przestrzeni można docenić, jak trudna jest to sztuka. Kiedy łapiesz się na tym, że śmiejesz się jak trzylatek, powtórz za internetowym klasykiem: „to już wiedz, że coś się dzieje”. Kwintesencja ulicy – powrót do korzeni teatru jarmarcznego.

Tuż obok Klauna Feliksa można było przenieść się na łąkę. Dosłownie. Krakowski Teatr Niewielki zaprosił dzieci na edukacyjno-teatralną sesję ekologiczną. Ratunku! Na pomoc ginącej przyrodzie w bardzo przystępny i niezwykle sugestywny sposób przypomniało dzieciakom o konieczności segregowania odpadów oraz o potrzebie dbania o naszych braci mniejszych. Kolorowa, bardzo plastyczna scenografia i kostiumy rozświetliły zachmurzone, deszczowe popołudnie, a zaangażowanie dzieciaków w pomoc sympatycznym owadom było przeogromne. Niecała godzina spektaklu, a lekcja na wiele lat.

Festiwal nie zapomniał również o nieco starszej, nastoletniej publiczności. To ważne, bo od lat widownia 12-17 jest konsekwentnie pomijana w repertuarach scen instytucjonalnych. Za starzy na teatr dziecięcy, za młodzi na całą resztę. Z pomocą przyszedł Młodzieżowy Teatr „eF” z Bielska-Białej – dla mnie festiwalowe objawienie i najciekawszy spektakl obu weekendów. Liryczne Nie można spakować drzwi miało w sobie niesamowite połączenie zwiewności, efemerycznej estetyki z realnymi, pełnokrwistymi problemami i troskami młodych ludzi. Przedstawienie będące jak album ze starymi fotografiami z uwagą sięgało do przeszłości, szukając w niej recepty na teraźniejszość. Brawo, jeśli tak utalentowana młodzież ma być przyszłością tego narodu.

Drugi weekend festiwalu to również próbka przedstawień-hybryd, będących połączeniem kabaretu, sztuki performance i akrobatyki. Tu należy wspomnieć przede wszystkim o świetnym Boris Checker Imrego Bernatha, gdzie publiczność dała się uwieść uroczemu węgierskiemu artyście. Za pomocą dość banalnych środków, ale absolutnie niebanalnej osobowości, niespełniony tenisista wodził za nos tłumnie zebraną publikę, której część aktywnie brała udział w poszczególnych partiach przedstawienia. Ta sztuka nie udała się jego niemieckiemu koledze Felixowi Baumannowi, którego ha ha ha hi! było na tyle „insiderskie”, że wprowadzało widzów w zakłopotanie. Jak wspominałem w pierwszej części relacji – ulica nie wybacza, ulica weryfikuje natychmiast. W każdym razie bądź co bądź ciekawy performance potrzebowałby może bardziej kameralnej przestrzeni i wyspecjalizowanej publiczności, by rezonować tak, jak powinien.

Gdyby ciągle żył mój ukochany David Lynch i przypadkiem trafił w miniony weekend do Krakowa, nie wychodziłby z budy Muzikantów. Imaginarius był niczym pokój z czerwonymi zasłonami w Twin Peaks. Pomysłowy, nieco szalony projekt parateatralny łączył w sobie iście filmowy storytelling rodem z „Opowieści z krypty” z improwizowanym koncertem i piętnastominutowym wieczorkiem poetyckim, na którym zjawiło się raptem kilka osób, do tego przypadkiem. Apeluję do przyszłego Prezydenta Królewskiego Miasta Krakowa o bezpłatne wydzierżawienie kawałka rynku przy Sukiennicach na stałe, tak aby Imaginarius mógł trwać bez końca.

Guillem Albà i jego Ma Solitud oraz Café Silencio polskiego Teatru Mimo to dwie klasyczne propozycje przystankowe: przystań na chwilę i pomyśl. Hiszpański spektakl łączył w sobie humor z poetycką refleksją nad szukaniem bliskości i przemijaniem. Z kolei kawiarnia wspomnień była melancholijną podróżą w czasie. Oba spektakle potrafiły w mgnieniu oka stworzyć swego rodzaju aurę, która udzielała się widowni. W tych dwóch punktach miasta czas na chwilę się zatrzymał.

Drugi festiwalowy weekend obfitował w spektakle taneczne. Krakowski Teatr Tańca zaprezentował Szach mat!, czyli pełną dynamiki opowieść o władzy. Z pewnością to jedno z tych przedstawień, któremu służy granie w plenerze. Wykorzystanie czarno-białej estetyki do optycznych sztuczek jedynie potęgowało wrażenia. Nie inaczej było z Prélude francuskiej grupy Compagny Accrorap. Tu również energia buzująca w artystach i samej strukturze opowieści raz po raz eksplodowała na zewnątrz, dzięki czemu i widzowie mogli złapać nieco energii płynącej od tancerzy. Energetyzujący spektakl świetnie wkomponowywał się w tętniące życiem miasto, wtopił się w jego tkankę, stając się po trochu jego częścią.

Jednak to gospodarze festiwalu pokazali who is the boss in town. Teatr KTO zaprezentował w tym roku aż trzy swoje spektakle. Były to: legendarny Peregrinus, nieco młodsza od niego Arcadia oraz wirtuozerski Bal. Oglądanie kolejny raz historii współczesnego everymana utwierdziło mnie jedynie w przekonaniu o absolutnej ponadczasowości tego spektaklu. Niestety w życiu współczesnego człowieka nie zmieniło się prawie nic – tak jak nie zmieniły się wielkie maski, których pusty, kamienny wyraz twarzy jest chyba najbardziej charakterystyczną cechą tego przedstawienia. Diagnoza postawiona w dniu premiery Pielgrzyma pozostała niestety bez zmian, a może nawet jest jeszcze gorsza: nadal jesteśmy zagubieni, pełni lęków, frustracji, brakuje nam oddechu podczas przymusowego wyścigu szczurów.

Arcadia sięga po zupełnie inną estetykę. Choć i tutaj pierwsze skrzypce gra rekwizyt (w tym wypadku ławka), to służy on za budulec pomostu między teraźniejszością a utraconym światem. Podróż w przeszłość skłania do refleksji nad historią XX wieku. Ławki są ciągle w ruchu, przenoszone, rozkładane, składane, rzucane, raz spełniają rolę szkolnych rzędów, by po chwili stać się wojennymi karabinami czy noszami dla sanitariusza. Ławka to zarówno miejsce schadzki zakochanych, jak i samotnia, miejsce refleksji, nostalgii.

Bal był kolejną podróżą przez minione dziesięciolecia, ale tym razem opowiedzianą językiem tańca. Historia świata jako zwariowana tracklista? Dlaczego nie! Maria Koterbska idzie tu pod rękę (a raczej nóżka w nóżkę) z Glorią Estefan: Karuzela i Conga w jednym spektaklu, tego nikt nie mógł się spodziewać. Taki jest też ten spektakl – dziki, nieokiełznany, bazujący na emocjach, niepotrzebujący słów. Jego siłą jest energia aktorów i aktorek, działających jak jeden organizm o niespożytych siłach.

Last but not least festiwal zamknął widowiskowy Among Trees niemieckiej grupy antagon theaterAKTion. Opowieść o tym, jak niszczymy naszą planetę i sami kierujemy się ku zagładzie, wybrzmiała niezwykle silnie. Drzewa jako symbol powrotu do natury i zarazem przypomnienie, że bez przyrody niechybnie zginiemy, zostawiły widzów z myślami, z którymi niejednemu trudno było zasnąć.

Festiwal ULICA ma w sobie coś, czego nie mają inne teatralne przeglądy. Na dwa weekendy miasto zamienia się w jedną wielką scenę, pod którą może przyjść każdy: bez biletu, bez wyjątków, bez podziału na uprzywilejowanych i resztę. Prawdziwa sztuka ulicy.

Ulica Festival

Kategorie:


Cytat Dnia

„Jeszcze dzisiaj – a minęło już kilka tygodni od premiery – czuję gęsią skórkę na samą myśl o spektaklu Katarzyny Chlebny [...]”

Janusz M. Paluch o „Naszej mamie Sinéad”, reż. Katarzyna Chlebny; „Kraków i Świat”, 13.07.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL