Opowiadania Olgi Tokarczuk są sporym wyzwaniem dla scenarzysty i reżysera, ale w rękach wprawnych realizatorów mogą stać się materiałem inspirującym, wdzięcznym. „Może właśnie na tym polega rola artystów – dać przedsmak tego, co mogłoby istnieć, i w ten sposób sprawić, że mogłoby ono stać się wyobrażonym. A to, co wyobrażone, jest pierwszym stadium istnienia” – pisała w eseju „Czuły Narrator” nasza znamienita noblistka.
W obu opowiadaniach, „Otwórz oczy, już nie żyjesz” i „Próba generalna”, którym przygląda się Igor Gorzkowski, już sama narracja urzeka sugestywnością i obrazowością. Jako znawca, uważny obserwator i doświadczony reżyser, który od zawsze tworzy teatr kameralny, wysmakowany, tym razem równie mocno angażuje widza – emocjonalnie i zmysłowo, wykorzystując wszelkie smaczki czytelne dla wielbicieli teorii literatury i nie tylko. Gorzkowski potrafi znaleźć nić łączącą dwa utwory, pod każdym względem bardzo odmienne, choć tylko pozornie. Co je łączy? O tym opowiada sama realizacja – odrealniona, oniryczna, a jednak mocno tkwiąca w naszej, jakże niepewnej rzeczywistości.
Spektakl składa się z dwóch części. Pierwsza to kryminał-matrioszka, w którym nakładanie się planów zdarzeń, motyw przenikania fikcji do rzeczywistości oraz jedna historia usytuowana w obrębie drugiej stanowią zasadniczą, interesującą oś dramaturgii. Perypetie Ulriki, słynnej pisarki kryminałów, i innych pisarzy z powieści czytanej przez bohaterkę zaczynają żyć własnym życiem. Z czasem, gdy C (Czytelniczka) coraz częściej ucieka od rzeczywistości, wybierając „literacką ułudę”, granice między dwiema płaszczyznami zacierają się, a skutek jest zaskakujący. Natomiast akcja króciutkiej drugiej części toczy się kilka godzin po „jakiejś”, bliżej nieokreślonej katastrofie i skupia się na relacjach pomiędzy ludźmi mieszkającymi pod jednym dachem, ale skutecznie uciekającymi od siebie. Sytuacja lockdownu (poznana przez nas wszystkich dużo później), uwięzienia w jednym mieszkaniu, zmusza bohaterów do konfrontacji i bolesnej rozmowy. Opowiadanie Tokarczuk z 2001 roku po Covidzie nabrało aktualności i zdaje się jeszcze bardziej złowieszcze. Z wprawą i pomysłowością wykorzystuje to reżyser. Natomiast autor adaptacji, Irek Grin, w „Próbie generalnej” zmienia parę heteroseksualną na dwóch mężczyzn. Moim zdaniem tym zabiegiem (nadal modnym?) zmniejsza czytelność narracji i utrudnia nieco odczytanie przesłania całości.
Magiczny rys prozy Tokarczuk podkreśla scenografia autorstwa Honzy Polivki oraz harmonizujące z nią kostiumy Joanny Walisiak. Projekcje multimedialne, za które odpowiada Adam Rosołowski, przywołujące kopię „Sądu Ostatecznego” Hansa Memlinga, bardzo dobrze wzmacniają grozę, stając się symbolem katastroficznej rzeczywistości.
Gorzkowski często zaskakuje wyborami literackimi i trzeba przyznać, iż ma niezwykłe wyczucie „scenicznego” tematu. W jego przedstawieniach pojawiają się bohaterowie outsiderzy, marzyciele o bezdomnych duszach, życiowi rozbitkowie, poszukujący filozoficznego sensu w nierealnym, absurdalnym świecie. Bawi nas filozofią pożenioną z żartem, nie pierwszy raz wywołując zadumę nad życiem i jego przypadkami.
Teatr Polski