Pippi w cyrkowej maszynie świata

Slide
previous arrow
next arrow
Na afiszu

Pippi w cyrkowej maszynie świata

O „Pippi Långstrump” z Teatru Lalki i Aktora w Wałbrzychu w reż. Jerzego J. Połońskiego na 8. Przeglądzie Nowego Teatru dla Dzieci we Wrocławiu pisze Wiesław Kowalski.

Opublikowano: 2026-05-29
fot. Karol Budrewicz
Ocena recenzenta/tki: (7/10) – dobry

Pippi Pończoszanka należy do tych bohaterek dzieciństwa, które teatr regularnie próbuje oswoić na nowo. Każde pokolenie szuka w niej czegoś innego: jedni widzą ikonę dziecięcej wolności, inni dziewczynkę wymykającą się społecznym normom, jeszcze inni – figurę samotności ukrytej pod maską nieustannej zabawy. Wałbrzyska realizacja „PIPPI LÅNGSTRUMP” w reżyserii Jerzego J. Połońskiego proponuje jeszcze jeden trop: pokazuje Pippi jako bohaterkę świata cyrku, widowiska i permanentnego ruchu. I właśnie ten wybór okazuje się największą siłą przedstawienia.

Spektakl od pierwszych minut funkcjonuje w rytmie scenicznej atrakcji. Połoński buduje przedstawienie z numerów, gagów, muzycznych wejść i choreograficznych sekwencji, ale nie robi tego po to, by jedynie utrzymać uwagę najmłodszej widowni. Cyrkowa konwencja staje się tu językiem opowieści o bohaterce, która nieustannie wymyka się porządkowi świata dorosłych. Pippi pojawia się niczym artystka objazdowej trupy — zawsze o krok przed innymi, nieprzewidywalna, żyjąca według własnych zasad.

To rozwiązanie okazuje się niezwykle pojemne teatralnie. W przedstawieniu niemal wszystko podporządkowane jest ruchowi: sceny zmieniają się płynnie, akcja nie zatrzymuje się nawet na chwilę, a kolejne obrazy budowane są bardziej przez dynamikę niż psychologiczne dopowiadanie znaczeń. Dzieci reagują natychmiast — śmiechem, skupieniem, spontanicznym komentarzem. Ale spektakl nie gra wyłącznie na dziecięcej energii. Pod powierzchnią widowiska kryje się bardzo precyzyjnie przemyślana opowieść o potrzebie wolności.

Wałbrzyska „Pippi” ciekawie wypada na tle innych współczesnych realizacji tej historii. W wielu polskich inscenizacjach podkreślano już buntowniczy potencjał bohaterki. Krakowski spektakl Maćka Prusaka akcentował jej filozoficzną niezgodę na świat dorosłych i traktował Pippi niemal jak figurę dziecięcej kontestacji. Z kolei warszawska realizacja Agi Błaszczak w Teatrze Rampa stawiała przede wszystkim na musicalową energię i familijną widowiskowość. Połoński wybiera jednak drogę najbardziej teatralną.

Jego spektakl nie psychologizuje i nie próbuje nadmiernie uwspółcześniać Lindgren. Zamiast tego znajduje dla tej opowieści nową formę sceniczną. Cyrk okazuje się przestrzenią idealną dla Pippi, bo rządzi się podobnymi prawami: opiera się na ryzyku, improwizacji, przekraczaniu granic i nieustannym podważaniu tego, co „normalne”. Scenografia i plastyka przedstawienia budują świat celowo zdeformowany — balansujący między dziecięcą wyobraźnią a groteską.

Bardzo ciekawie rozwiązano również samą postać głównej bohaterki. Ta Pippi nie przypomina dziewczynki znanej z ilustracji czy telewizyjnych adaptacji. Kostium odchodzi od stereotypowego wizerunku piegowatej dziewczynki z odstającymi warkoczami. Dzięki temu bohaterka przestaje być muzealnym obrazkiem z dzieciństwa rodziców, a staje się sceniczną osobowością — kimś bardziej współczesnym, mniej „uroczym”, za to dużo bardziej wyrazistym.

W estetyce spektaklu jest też wyraźny rys błazeński i groteskowy. Pippi przypomina tu chwilami klauna lub trickstera — figurę chaosu, która śmiechem i absurdem kompromituje porządek świata dorosłych. Przerysowane maski, cyrkowa deformacja i ekspresyjna fizyczność aktorów budują rzeczywistość balansującą między zabawą a lekkim niepokojem.

Istotną rolę odgrywa muzyka i ruch sceniczny, który można traktować jak serię cyrkowo-ekwilibrystycznych etiud. Aktorzy funkcjonują w ciągłym napięciu ruchowym, a choreografia buduje rytm całego przedstawienia. To teatr, który nie boi się intensywności i świadomie operuje scenicznym nadmiarem — ale robi to z dużym wyczuciem formy.

Najciekawsze wydaje się jednak to, że wałbrzyska realizacja nie próbuje „wychowywać” Pippi ani tłumaczyć jej ekscentryczności. W wielu współczesnych adaptacjach pojawia się pokusa psychologicznego oswojenia bohaterki — dopowiedzenia jej samotności, traumy czy wewnętrznych motywacji. Połoński pozostawia w niej coś nieuchwytnego. Jego Pippi pozostaje siłą chaosu, figurą dziecięcej wolności, która burzy porządek świata wyłącznie dlatego, że ten porządek wydaje się absurdalny.

I może właśnie dlatego ten spektakl działa tak dobrze. Nie zamienia Pippi w szkolną lekcję o tolerancji ani w sentymentalny powrót do dzieciństwa. Pozwala jej pozostać kimś trudnym do oswojenia przez świat dorosłych — dzieckiem, które zadaje pytania, na jakie dorośli dawno przestali sobie odpowiadać.

TLiA w Wałbrzychu

Kategorie:


Cytat Dnia




„Wziął to w swoje ręce Paweł Aigner, biegły w igraszkach z klasyką”

Piotr Zaremba o „Kubusiu Fataliście i jego panu”, reż. Paweł Aigner; „Polska Times”, 8.06.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL