Kwiecień w Teatrze Telewizji układa się w program, który trudno uznać za neutralny. Widać wyraźnie próbę przesunięcia akcentów – w stronę współczesności, tematów drażliwych i języka bliższego teatrowi żywemu niż archiwalnemu.
Najmocniejszym punktem miesiąca pozostaje „Prałat” – premiera zaplanowana na 13 kwietnia w TVP1. Tekst Michała Kmiecika i reżyseria Marcin Libera to zestawienie, które trudno uznać za przypadkowe. Liber konsekwentnie pracuje na materiale, który dotyka trudnych tematów społecznych i politycznych, nie unika wątków związanych z instytucjami władzy, religią czy mechanizmami dominacji. Jego spektakle wyostrzają konflikt, budują sytuacje, które mają widza postawić w stanie dyskomfortu.
„Prałat” wpisuje się w tę linię. Już sam tytuł kieruje uwagę w stronę Kościoła jako instytucji, a więc obszaru w Polsce szczególnie wrażliwego. W kontekście Teatru Telewizji jest to ruch znaczący. Twórcy stawiają pytanie zasadnicze: czy opowieść o złu może przynieść ulgę? „Prałat” jest próbą zmierzenia się z postacią Henryka Jankowskiego – kapelana „Solidarności”, którego biografia w ostatnich latach stała się przedmiotem publicznej rewizji.
Wywrotowy duet teatralny – Michał Kmiecik i Marcin Liber – wchodzi do Teatru Telewizji z projektem, który od początku deklaruje brak kompromisów. Punktem wyjścia jest sytuacja niemal groteskowa: Diabeł – oburzony samą zapowiedzią premiery – przybywa na Woronicza, by interweniować. Ta rama fabularna uruchamia ciąg obrazów, które – niczym w „Sympathy for the Devil” zespołu The Rolling Stones – prowadzą widza przez kolejne wcielenia historii i pamięci. Wszystkie one mają wspólny mianownik: postać Jankowskiego jako symbolu uwikłania, nadużycia i społecznego wyparcia.
Istotne jest jednak to, czego twórcy wyraźnie unikają. „Prałat” nie powstaje jako spektakl interwencyjny w najprostszym sensie – nie chodzi o ponowne ujawnienie znanych faktów czy publicystyczne oskarżenie. Powracanie do takich historii nie wynika z potrzeby sensacji, lecz z potrzeby przepracowania.
Jednocześnie wybrzmiewa tu mocna teza: niektóre pomniki, budowane za życia, wymagają rozbiórki długo po śmierci ich bohaterów. Teatr – także ten telewizyjny – staje się przestrzenią, w której taki proces może się dokonać.
Warto przy tym zwrócić uwagę, że „Prałat” nie jest jedyną premierą. 20 kwietnia pojawi się „Piekło–Niebo” Marii Wojtyszko w reżyserii Jakuba Krofty – spektakl przeniesiony z Teatru Narodowego. To propozycja o innym ciężarze gatunkowym, formalnie lżejsza, kierowana także do młodszej widowni, ale obecność tego tytułu w repertuarze pokazuje próbę budowania programu szerokiego, obejmującego różne grupy odbiorców.
Trzecia premiera – „Symfonia tańca / SSSS…” (28 kwietnia, TVP Kultura) – przenosi uwagę w stronę teatru ruchu. Projekt oparty na muzyce Fryderyka Chopina, z choreografią Edwarda Cluga, w wykonaniu zespołu Opera Narodowa, stanowi wyraźne otwarcie na widza zainteresowanego formą wizualną i tańcem współczesnym. To także sygnał, że Teatr Telewizji nie chce ograniczać się wyłącznie do dramatu literackiego.
Pozostałe tytuły budują kontekst dla tych premier. „Cztery pory roku” Israela Horovitza czy „Herbatka u Stalina” Ronalda Harwooda przypominają o teatrze psychologicznym i klasycznym dramacie, który przez lata stanowił fundament tej instytucji. „Lear” Williama Shakespeare’a w reżyserii Janusza Opryńskiego to z kolei próba reinterpretacji kanonu, wpisana w bardziej współczesne czytanie klasyki.
Osobne miejsce zajmuje „Mąż i żona” Aleksandra Fredry w reżyserii Jana Englerta – przykład realizacji, która utrzymuje ciągłość tradycji Teatru Telewizji, ale jednocześnie funkcjonuje już w innym kontekście repertuarowym. W zestawieniu z „Prałatem” czy „Deprawatorem” Macieja Wojtyszki (emitowanym 26 kwietnia) klasyczna komedia Fredry wybrzmiewa inaczej – jako kontrapunkt.
Całość układa się w świadomie zaprojektowany miesiąc. Z jednej strony klasyka i formy sprawdzone, z drugiej – wyraźne wejście w obszary aktualnego sporu społecznego.
„Prałat” jest tu kluczowy. To spektakl, który najprawdopodobniej stanie się punktem odniesienia dla całego miesiąca – nie tylko jako premiera, ale jako forum dyskusji. Jeśli Teatr Telewizji rzeczywiście chce być przestrzenią reagującą na rzeczywistość, a nie jedynie jej archiwum, to właśnie takie realizacje będą tę zmianę definiować.
Kwiecień zapowiada się więc nie tyle jako „ciekawy”, ile jako wyraźnie ustawiony. I to ustawiony świadomie.
Teatr Telewizji TVP S.A. w likwidacji