Slide
previous arrow
next arrow
Kampowy szkic - Teatr dla Wszystkich

Kampowy szkic

Na afiszu

Kampowy szkic

O „Dorianie Grayu” wg Oscara Wilde’a w reż. Piotra Siekluckiego w Teatrze Nowym Proxima w Krakowie pisze Szymon Białobrzeski.

Opublikowano: 2026-03-10
fot. Marcin Oliva Soto
Ocena recenzenta/tki: (4/10) – poniżej przeciętnej/rozczarowujący

Wstęp „Portretu Doriana Graya” jest duchowym kompasem dla reżysera, który chciałby przenieść historię na deski teatru. Oscar Wilde pisze o sztuce opartej na bezgranicznym pięknie, przysłaniającym moralność, użyteczność, skuteczność, a przede wszystkim artystę. Sieklucki nie przejmuje się jednak tą artystyczną busolą i podchodzi do swojej historii w zupełnie inny sposób.

Przede wszystkim decyduje się na kamp. Jak pisała Sontag: „Kamp jest rodzajem estetyzmu. Jest sposobem widzenia świata jako zjawiska estetycznego. Ten sposób – sposób kampu – nie widzi świata w kategoriach piękna, lecz w kategoriach sztuczności, stylizacji”.

Choć kamp wydaje się zaprzeczeniem filozofii Wilde’a, stanowi cudowny fundament do polemiki z poetą. Ta polemika jest u Siekluckiego obecna w warstwie formalnej. Teatr Nowy Proxima nie zawodzi pod względem manualnej scenografii i kostiumów. Falbankowe ceraty, śliskie koszule, różowe crocsy, puszyste futra czy w końcu wspaniała kombinacja sukni i dresu na ciele Agnieszki Murawskiej. To wszystko odwołuje się do gustowności oryginału, ale zgrabnie ją przełamuje. Podobnie kominek zbudowany z czegoś pomiędzy kamieniem a męskimi mięśniami, falliczne ozdoby czy pastelowe kolory budują świat przejaskrawiony.

Niestety jest to zabieg wybiórczy. Reżyser wabi widzów przejaskrawionym manieryzmem, ale nie jest w stanie oprzeć na nim całego spektaklu, co pokazuje chociażby mało pzrekonująca warstwa muzyczna. Prezentowane utwory nie mają w sobie nic z kiczowatego blichtru, jaki zapowiada warstwa estetyczna, a dodatkowo pozostawiają wiele do życzenia pod względem samego warsztatu.

Rapujący Dorian Gray to jakieś nieporozumienie. Gdyby utwór był stylistycznie bliższy temu, co prezentują Frank Ocean albo Lil Nas X, spojrzałbym na ten gatunek przychylniej. Wiedziałbym, że następuje próba połączenia queerowej optyki z hip-hopem. Jest wprost przeciwnie – to klasyczny rap w stylu raperzyny z SoundClouda. Reszta zaś to grzeczne piosenki wykonywane statycznie, niemal jak na apelu. Muzyka zamiast wzmacniać przesadę, nieustannie ją rozbraja. Wyjątek stanowi końcowy utwór Krystiana Kostowa – wyróżnia się wspaniałym wokalem, dodaje całości operowego sznytu i jako jedyny zostaje w głowie na dłużej.

Na szczęście poza śpiewem aktorzy mają też inne zadania. Najlepiej wywiązuje się z nich Artur Wójcik. Wcielając się w postać Harry’ego, idealnie realizuje kampowe założenia, hiperbolizując każdy możliwy ruch. Aktor wyciąga z powieści homoseksualne aluzje i karykaturuje je do granic możliwości.

Reszta obsady chwilami próbuje iść tą drogą, ale fabuła i dialogi ciągną ich w dół. Są bowiem po uszy zanurzone w XIX-wiecznych konwenansach.

Reżyserowi nie przeszkadza to jednak urozmaicać spektaklu o elementy technologiczne (chociażby tytułowy portret jest wygenerowany). Zamiana piękna stawia na zdigitalizowaną ułudę – to kolejny dobry punkt wyjścia, o którym mógłbym napisać równie dużo co o estetyce kampu. Niestety, podobnie jak ona, technologiczne wątki pozostają nierozwinięte. Sprowadzają się do kilku nieszablonowych ozdób, rekwizytów i robotycznego pieska, który poza efekciarskimi fikołkami nie pełni prawie żadnej funkcji dramaturgicznej (może poza ostatnią sceną).

Sieklucki, jako malarz, miał naprawdę niezłe farby. Jednak przez to, że nie umiał zdecydować się na żaden z kolorów, użył wszystkich naraz. Na scenicznym płótnie zobaczyć więc można wiele barw, ale nie wyłania się z nich żaden sensowny portret – jedynie kampowy szkic.

Teatr Nowy Proxima

Kategorie:


Cytat Dnia

„Jedyny czysto techniczny mankament to położenie sofy, na której kilka razy przysiadają bohaterowie. Jest tak niska, i tak ustawiona na scenie, że nawet z czwartego rzędu (to mała scena, tak zwany Barak) trudno chwilami siedzących na niej obserwować. Ale kiedy wstają albo przesiadają się gdzie indziej, są widoczni jak na dłoni – ze swoimi zgryzotami, dylematami i emocjami”

Piotr Zaremba o spektaklu „23 i pół godziny”, reż. Jarosław Tumidajski; „Polska Times”, 8.03.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL