Daria Kopiec zrealizowała we współpracy z reżyserem dźwięku Andrzejem Brzoską i twórczynią muzyki Barbarą Michalec bodaj najbardziej depresyjne słuchowisko, jakiego w tym sezonie można było posłuchać w Teatrze Polskiego Radia. I trudno się dziwić, skoro na warsztat wzięła dramat Radosława Paczochy „Ćma”, którego bohaterką jest Stanisława Przybyszewska.
Radosław Paczocha w tym dramacie wydobywa z niepamięci postać jednej z najbardziej oryginalnych twórczyń początków XX stulecia, dziś praktycznie zapomnianej (nie istnieje nawet jej grób, choć bynajmniej nie zmarła – w wieku niespełna 34 lat – jako anonimowa emigrantka na obczyźnie, lecz jako obywatelka Wolnego Miasta Gdańska). Pamięć o Stanisławie Przybyszewskiej wskrzesił na krótko w latach 70. i 80. ubiegłego wieku Andrzej Wajda, wystawiając na deskach stołecznego Teatru Powszechnego jej dramat „Sprawa Dantona”, a potem realizując oparty na tej samej podstawie film „Danton” z międzynarodową obsadą i zagranicznymi producentami. Rzadko teatry decydują się na wystawienie jej sztuk „Dziewięćdziesiąty trzeci” czy „Thermidor”.
Paczocha w „Ćmie” stara się zgłębić powody artystycznego i życiowego niepowodzenia tej nad wyraz inteligentnej kobiety, obdarzonej nieprzeciętnym talentem. Szuka ich źródeł w osobistych, trudnych doświadczeniach Stachy, wychowywanej przez matkę, a po jej śmierci, gdy dziewczynka miała jedenaście lat, przez osoby luźno z nią spokrewnione. Cieniem na jej losach kładą się skomplikowane relacje z ojcem, Stanisławem Przybyszewskim, czołowym przedstawicielem Młodej Polski, który w słuchowisku – głosem Karola Wróblewskiego – przedstawia siebie jako twórcę podstaw nowoczesnego dramatu, niedocenionego przez konserwatywne środowisko teatralne. Relacje te determinują również związki Przybyszewskiej z mężczyznami, w tym z mężem, niezrealizowanym w pełni malarzem Janem Panieńskim. W tej roli debiutuje w Teatrze Polskiego Radia Jędrzej Czerwonogrodzki, tegoroczny absolwent Akademii Teatralnej w Warszawie; aktor użyczył też głosu Robespierre’owi, ulubionemu bohaterowi dramatopisarki i – jak sugeruje Paczocha – jej ideałowi mężczyzny.
Ale czy tylko czynniki zewnętrzne – piętno sławnego ojca, praktycznie nieobecnego w jej życiu i rozczarowującego córkę podczas ich spotkania – decydują o samotności bohaterki? Może źródeł tej izolacji należy szukać również w jej osobowości? Przybyszewska odrzuca przecież kontakt i pomoc ze strony znajomych, którzy w słuchowisku Darii Kopiec tworzą swoisty chór (Joanna Sokołowska, Robert Majewski i Łukasz Wójcik), z ogromną determinacją wysyłający do niej sygnał SOS. Być może znaczenie ma także przekonanie o własnej wyjątkowości, utrudniające budowanie bliskich relacji. Trudno jednoznacznie wskazać przyczyny życiowych niepowodzeń i rozczarowań Stanisławy Przybyszewskiej, również tych dotyczących sfery intymnej.
Nie rozczarowuje Natalia Lange, która bardzo wiarygodnie pokazuje niejednoznaczność granej przez siebie bohaterki, mniej lub bardziej świadomie dążącej – niczym tytułowa ćma – do samozniszczenia. Ale równie wiarygodna jest w krótkiej scenie szczęścia Przybyszewskiej, wywołanego wyimaginowanym zbliżeniem z przywódcą jakobinów. Wspomniana na początku ostra, przeszywająca muzyka Barbary Michalec dodatkowo podkreśla wewnętrzne skomplikowanie Stanisławy, córki Stanisława.
Teatr Polskiego Radia