Źle się dzieje w państwie werońskim…
O spektaklu „Żegnaj, Panie Szekspir!” Michaela Kelly’ego w reżyserii Jakuba Przebindowskiego w Teatrze Kwadrat w Warszawie pisze Anna Czajkowska.
Groteskowa farsa z elżbietańskim rodowodem, współczesnym przymrużeniem oka i scenicznym rozmachem – „Żegnaj, Panie Szekspir!” w reżyserii Jakuba Przebindowskiego to pełna humoru i teatralnej energii opowieść o tym, jak mogła powstać jedna z najsłynniejszych tragedii wszech czasów.
Kilka wątków biograficznych z życia Williama Szekspira posłużyło kanadyjskiemu dramatopisarzowi Michaelowi Kelly’emu jako punkt wyjścia do stworzenia komedii utrzymanej w konwencji elżbietańskiej, lecz z wyraźnym przymrużeniem oka – będącej pastiszem Romea i Julii oraz kilku innych dzieł. Jakub Przebindowski konsekwentnie podąża tym tropem, konstruując jeszcze bardziej groteskową farsę, nasyconą licznymi odniesieniami do współczesności. Sięgając po estetykę postmodernistycznej mozaiki formalnej, stawia na rozmach i konwencyjną swobodę, dzięki czemu inscenizacja zyskuje potencjał komunikacyjny wobec szerokiego spektrum odbiorców.
Problemy finansowe i małżeńskie skłaniają młodego angielskiego dramaturga do ucieczki – Willi Szekspir wybiera Włochy, konkretnie Weronę, by tam szukać natchnienia. Od księcia otrzymuje intratną propozycję – zamówienie na sztukę. Spory i waśnie między rodami Montekich i Kapuletów oraz miłosne perypetie Włochów, pokrzyżowane przez magiczne trunki, pozwalają bystremu obserwatorowi stworzyć dzieło wszech czasów.
Spektakl nie dłuży się ani nie nudzi – zgodnie z reżyserską koncepcją ma swoją płynną i utrzymującą się na wysokim poziomie dynamikę. Twórcy dbają o nawiązania i aluzje do współczesnych realiów, które nie zakłócają wymowy widowiska. Spoglądając nieustannie w stronę epoki, w której żył i tworzył Szekspir, Przebindowski z wyczuciem miesza konwencje: liryzm z ironią i lekkością, farsę i sytuacyjne gagi z poezją oraz zabawami językowymi.
Całość to efekt precyzyjnie przygotowanej, zespołowej gry. Rubaszny humor i sowizdrzalskie żarty dodają przedstawieniu pikanterii. Aktorzy podejmują grę z widzem i najwyraźniej bawią się tekstem, dowodząc, że dobry teatr opiera się na znakomitej dykcji oraz wypracowanej technice ruchu. Tu brylują Wojciech Wysocki jako Signor Monteki i Ewa Wencel w roli Signory Kapulet. Wyborna jest Magdalena Smalara jako Angelika – w duecie z Andrzejem Grabarczykiem (Signor Kapulet). Zadziwia postać Ojca Laurentego – trochę z innej bajki, ale jakże istotna – grana przez Tomasza Schimscheinera. Energią emanują Adrianna Małecka (Julia) i zabawny Artur Kujawa (Romeo). Nadęty Parys w interpretacji Patryka Pietrzaka dopełnia obrazu, wraz z Janem Butrukiem (Benwolio) i Michałem Lewandowskim (Książę Eskalus). Na wszystko spogląda wnikliwy, przekorny pisarz Willy – Karol Kossakowski. Trochę myśliciel, trochę outsider, będzie wiedział, co uczynić z tak bogatym materiałem i pomysłami, które zgromadził.
Wartką akcję wspomaga sprytnie skonstruowana scenografia, z mapą Werony w tle. Kostiumy Zuzanny Markiewicz wprowadzają dodatkowe znaczenia, wyraźnie podkreślając, kto należy do którego „gangu”.
W czasach Szekspira teatr przede wszystkim bawił, wzruszał, pouczał i budził dreszcz emocji. Sztuki teatralne o charakterze komercyjnym powstawały z myślą o gustach szerokiej publiczności – mile widziane były zawiłe w treści przedstawienia z humorem, pełne zabawnych zwrotów akcji. Oczekiwane przez publiczność widowisko – dawniej i dziś – tworzyli i nadal tworzą przede wszystkim aktorzy. Teatr Kwadrat potrafi nas o tym przekonać.
fot. Marek Zimakiewicz / Teatr Kwadrat w Warszawie