„Piwniczny plac zabaw dla dorosłych”, czyli warszawski Klub Komediowy, choć prezentuje widowisko o charakterze spontanicznym, od razu przypomina widzom o złudności pierwszego wrażenia. Autor – jak zawsze długo i swobodnie sypiący niewymuszonym, choć powtarzanym już dowcipem – już na wstępie informuje, że aktorzy doskonale wiedzą, co i jak zagrać.
Słowno-muzyczny kabaret Jak osiągnąć sukces, orgazm i oświecenie duchowe w weekend Michała Sufina oparty jest na gotowym tekście. W przedstawieniu pojawiają się bohaterowie poprzedniego, arcyzabawnego i pełnego wyrafinowanego humoru spektaklu Moja żona odeszła z naszą terapeutką, czyli jak zakończyć wieloletni związek i nic przy tym nie poczuć. Czy druga część – stanowiąca odrębną całość – dorównuje pierwszej? Czy poraża wyczuciem absurdu słowa, aluzjami, elementami dobrze zagranej satyry czy farsy? Niestety, tym razem raczej nie.
Główny bohater, Gustaw (w tej roli Mateusz Lisiecki-Waligórski), tradycyjnie spotyka się z „najbardziej nieempatyczną psychoterapeutką w mieście” – doktor Janiną Jamochłońską (Monika Janik-Hussakowska). Gnany niepowodzeniami wierzy – albo wręcz przeciwnie – w moc terapii. Na scenie czas wizyt w gabinecie przeplata się z rozmaitymi historiami. Niekoniecznie wesołymi, choć właśnie na żartach oparto konstrukcję sztuki.
Opowieść, rozpisana na szereg scenek, dotyczy niekończących się problemów w związkach, pogoni za miłością (z nadzieją i szansą na odnalezienie szczęścia), kolejnych relacji i zdrad. Ale to nie wszystko. Jest tu także trochę o wyścigu szczurów i pogoni za sukcesem, o „skutecznych” terapiach, o zderzeniu ambicji zawodowych z szarą rzeczywistością, o artystach-traumatykach i ich rozterkach. Całość, wypełniona po brzegi ironicznym żartem, przypomina luźno zszyty patchwork – niestety zbyt powtarzalny i powielający stereotypy, przez co nużący.
Atmosfera luzu i swobody szybko rozlewa się po sali, wpadając do kieliszków z winem i innych trunków (nie wszystkim one służą). W spektaklu Michała Sufina tym razem brakuje niebanalnych trawestacji, choć można dostrzec ich zalążki w ekspresjonistycznych anegdotach i bystrych spostrzeżeniach. Te jednak giną wśród oklepanych gagów, które już nie poruszają. Trudno tu mówić o absurdzie, bo trafniejsze byłoby określenie: bez sensu.
Przyznać jednak trzeba, że aktorzy dobrze „czują” komediowy rytm i z dbałością o szczegóły tworzą swoje kreacje. Ich językowe pojedynki bywają przyjemnie groteskowe i barwne, na moment przykuwając uwagę widza. Występujący utrzymują szalone tempo, choć czasem pozwalają sobie na zatrzymanie – i właśnie w tych krótkich przerywnikach można poczuć magię teatru.
Nieco liryczne, spokojniejsze piosenki zachowują żartobliwy ton, ale z odpowiednią nutą smutku i zadumy. Ta chwila oddechu od nieustannego żartu, moment wyciszonej refleksji, pokazuje, że można stworzyć ciekawszy kabaret – zanurzony w teatralnej satyrze, oferujący zarówno rozrywkę, jak i głębszą refleksję.
Nie sposób w jednym spektaklu – jednocześnie prostym i skomplikowanym, śmiesznym do łez, a przy tym aspirującym do ukrytego drugiego czy trzeciego dna – zmieścić tak szerokie spektrum tematów. Znane i z uporem wałkowane w mediach problemy, często noszące znamiona sztuczności, tym razem nie poruszają.
https://komediowy.pl/