Piaskowski i Sulima – duet, który wypracował własny modus operandi: teatr kampu, groteski, kabaretu, przerysowanych form.
Tym razem sięgają po Rainera Fassbindera. Strach zżera duszę – film z 1974 roku – staje się punktem wyjścia. Nie chodzi jednak o prostą adaptację, lecz o autorski scenariusz. Kluczem jest miłość „potrójnie zakazana”: starszej Polki i młodszej Ukrainki. Zakazana, bo homoseksualna, obciążona różnicą wieku, etniczną i klasową. Na tym zestawieniu opiera się konstrukcja spektaklu.
Bohaterkami są Alona (Nina Batovska) – bogata Ukrainka z Charkowa, właścicielka luksusowego salonu meblowego – i Emilia (Violetta Smolińska), Polka z Opola, sprzątaczka u bogatych ludzi.
Groteska organizuje większość scen – od otwierającego party z szampanem (koniecznie francuskim, nie radzieckim) i xanaxem w tle, przez żartobliwe rozważania o „maśle bez laktozy”, po finał, w którym bohaterki próbują wykupić wspólny grób w ramach „współuprawnienia do pochówku”.
Kontrastów jest więcej. Związek Alony i Emilii zderza się z reakcją rodziny tej drugiej – światem kołtuńskim, uproszczonym, podszytym resentymentem. Padają słowa: „brud”, „zabierają pracę”, pojawia się nawet próba usprawiedliwienia działań Putina. W tym samym momencie powraca słowo „człowieczeństwo” – wypowiedziane właśnie wtedy, gdy się go odmawia.
Mocno wybrzmiewa monolog chłopaka z małego miasta: „Nie jeździłem na wycieczki szkolne, nie chodziłem na basen, angielski. A potem przyszło 500+. Za to 500+ kupiłem buty, obiady na stołówce, prezent na urodziny dla kolegi. Po raz pierwszy poczułem, że ktoś na górze o mnie pomyślał”. Twórcy oddają głos tym, których często nie ma w publicznej debacie – mieszkańcom prowincji, robotnikom, ludziom spychanym na margines. To akt oskarżenia wobec rosnących nierówności