Do niewielkiej, kameralnej przestrzeni wchodzą dwie kobiety. Córka wraca do wydarzeń z przeszłości i próbuje wydobyć na światło dzienne rodzinne brudy, których matka konsekwentnie się wypiera. Pamięć każdej z nich działa inaczej, a przeszłość staje się polem walki o to, kto ma prawo opowiedzieć wspólną historię.
To właśnie w tych momentach spektakl jest najmocniejszy. Kiedy córka próbuje nazwać to, co przez lata pozostawało niewypowiedziane, a matka odsuwa od siebie kolejne oskarżenia, między bohaterkami pojawia się napięcie. Relacja przestaje być wtedy tylko konfliktem i zaczyna przypominać mieszaninę miłości, żalu, zależności i wzajemnego uwikłania.
Problem w tym, że tych momentów jest za mało. Rozmowa nie zawsze prowadzi do kolejnych odkryć, a bohaterki wracają do tych samych emocjonalnych punktów. Konflikt chwilami krąży w miejscu – padają kolejne oskarżenia i odpowiedzi, ale pomiędzy kobietami niewiele się zmienia.
Tym bardziej szkoda, że materiał wyjściowy daje spore możliwości. Oficjalny opis przedstawienia mówi o bliskości, która może się stać pułapką, o próbie odnalezienia własnej tożsamości oraz granicy między troską a przemocą. Tymczasem bohaterki nie zawsze otrzymują wystarczająco dużo przestrzeni, by stać się naprawdę wielowymiarowe. Matka mogłaby być kimś więcej niż osobą wypierającą przeszłość – jej postawa mogłaby otwierać pytania o pamięć, winę i sposób opowiadania własnego życia. Z kolei córka mogłaby pokazać nie tylko potrzebę poznania prawdy, ale również własne uwikłanie w tę relację. W efekcie emocje są chwilami bardziej nazwane niż przeżyte. Brakuje ciszy, zawahania i zachowań, które pozwoliłyby widzowi samemu odczytać to, co dzieje się między kobietami.
Kontrowersyjna wydaje się również scena masturbacji. Mogła służyć pokazaniu samotności, cielesności czy przekraczania granicy między prywatnością a tym, co na scenie. W spektaklu sprawia jednak wrażenie niepotrzebnego epizodu. Zamiast pogłębiać relację matki i córki, wytrąca z opowieści. Problemem nie jest sama forma, lecz brak wyraźnego dramaturgicznego uzasadnienia.
Na tym tle interesująco wypada przestrzeń. Matka i córka pozostają razem w zamkniętym świecie, w którym przenikają się pamięć, fantazja i codzienność. To dobre rozwiązanie dla historii o relacji, z której trudno się wydostać, choć dzięki niemu nie zawsze udaje się zbudować napięcie. Czasami zamiast klaustrofobii pojawia się statyczność. Muzyka wykonywana na żywo przez Magdalenę Sowul buduje atmosferę i rytm przedstawienia, jednak nie zawsze splata się z oglądanym konfliktem.
Podobnie jest z aktorstwem. Anita Sokołowska i Helena Urbańska mają materiał pozwalający zbudować intensywną relację sceniczną. W najlepszych momentach widzimy, że ich bohaterki są sobie jednocześnie bliskie i obce. W słabszych dialog staje się jednak zbyt dosłowny.
Finał, w którym matka umiera, powinien nadać wcześniejszemu konfliktowi nowy ciężar i stać się emocjonalnym domknięciem historii obu kobiet. Tymczasem reakcja córki wydaje się sztuczna i przerysowana, przez co zamiast wzruszać, pozostawia dystans.
Patrycja Brzozowska
Teatr Dramatyczny m. st. Warszawy