widz_trebicki(nie)poleca: “Hamlet”
O spektaklu „Hamlet” Wiliama Szekspira w reż. Jana Englerta w Teatrze Narodowym w Warszawie pisze Robert Trębicki.
„Hamlet” w Teatrze Narodowym to spektakl, który zaskakuje intensywnością i głębią. Klasyczna tragedia Szekspira w nowoczesnej, mrocznej oprawie nabiera współczesnego wydźwięku. Młodsze pokolenie aktorów, wspierane przez doświadczonych mistrzów sceny, tworzy intrygującą interpretację, pełną pasji i emocji.
Po drodze na spektakl mijam tłumy zmierzające do Teatru Narodowego, co potwierdza ogromne zainteresowanie tym przedstawieniem. Pod wejściem do teatru spotykam dwie panie, które płaczą, ponieważ bilety kupione przez Facebooka okazały się podróbkami. W końcu siadam na widowni, obok mnie pani, która zauważa, że w Bratysławie takie tłumy zdarzają się tylko na meczach hokejowych.
Gasną światła, a na scenę zostają wwiezione portrety Jana Englerta, jeden z nich ląduje na śmietniku. To symboliczne otwarcie na dramat, który wciąga widza od pierwszych chwil. Spektakl łączy klasykę z nowoczesnością, zachowując przy tym intensywność emocji. Pierwsza część, trwająca dwie godziny, mija błyskawicznie. Akcja przypomina kryminał lub polityczny thriller, pełen intryg i napięcia.
Scenografia, choć ascetyczna – z dominacją szarości i czerni, bez zbędnych dekoracji – buduje atmosferę grozy. W tle widoczne są krużganki, a ciepłe światło kontrastuje z chłodnymi dekoracjami, potęgując uczucie zimna i napięcia. To przestrzeń, która wciąga widza w akcję spektaklu.
Znakomite aktorstwo to kolejna mocna strona przedstawienia. Mateusz Kmiecik, Przemysław Stippa, Cezary Kosiński i Arkadiusz Janiczek tworzą postacie pełne pasji, emocji i dramatyzmu. Równocześnie, młodsza obsada, w tym Hugo Tarres (Hamlet) i Helena Englert (Ofelia), wnosi świeżość, autentyczność i intensywność, której nie sposób udawać. Choć przed premierą krążyły pogłoski o reżyserskich koneksjach, ich sceniczna obecność skutecznie ucisza wszelkie wątpliwości.
Dojrzała gra Jerzego Radziwiłowicza i Beaty Scibakówny z młodszymi aktorami wpisuje się w ideę międzypokoleniowego dialogu, który nie tylko wzbogaca spektakl, ale także umożliwia twórczą wymianę energii, gdzie doświadczenie starszych artystów stanowi solidną podstawę dla świeżości i intensywności młodszej obsady.
Druga część spektaklu to prawdziwy rollercoaster emocji, z dynamiczną akcją i rosnącym napięciem. Kulminacją jest finałowy pojedynek, który staje się ostatecznym rozrachunkiem bohaterów. Scena zmienia się zarówno wizualnie, jak i energetycznie – intensywne światło potęguje dramatyzm starcia, a fizyczna konfrontacja staje się metaforą nieuchronnej tragedii.
Gitara w trakcie monologu „być albo nie być” pełni funkcję symbolu, sugerując apokaliptyczne odliczanie, niestabilność i zagrożenie. Ruch kołyszącego się instrumentu staje się metaforą wewnętrznego niepokoju, chwiejności decyzji i nieuchronności nadchodzącej katastrofy.
„Hamlet” to spektakl, który zasługuje na miano obowiązkowego wydarzenia w kalendarzu każdego miłośnika teatru. To przedstawienie nie tylko porusza i zachwyca wykonaniem, ale przede wszystkim zmusza do głębszej refleksji na temat współczesnych dylematów społecznych i egzystencjalnych. Teatralny must-see.
fot. Marta Ankiersztejn/Teatr Narodowy w Warszawie