Slide
previous arrow
next arrow
Where do we go from here? - Teatr dla Wszystkich

Where do we go from here?

Na afiszu

Where do we go from here?

O spektaklu “Evita” Andrew Lloyda Webbera w reż. Jamie Lloyda w London Palladium w Londynie pisze Agnieszka Serlikowska.

Opublikowano: 2025-07-30
fot. zdjęcie dzięki uprzejmości London Theatre Direct

Jamie Lloyd powraca z kolejną reinterpretacją klasyki musicalu. Tym razem na warsztat wziął „Evitę” Andrew Lloyda Webbera, tworząc elektryzującą rock-operę, w której Rachel Zegler jako Eva Perón zachwyca charyzmą, a jednocześnie zmusza do niewygodnych pytań o ambicję, władzę i granice autokreacji.

Brytyjski reżyser Jamie Lloyd konsekwentnie buduje sobie renomę artysty przepisującego klasykę musicalu. Po obsypanym nagrodami po obu stronach oceanu Sunset Boulevard sięgnął po kolejne dzieło Andrew Lloyda Webbera – rock-operę Evitę, graną jedynie przez 12 tygodni w londyńskim teatrze London Palladium. Limitowany czas grania oraz obecność amerykańskiej gwiazdy – Rachel Zegler w roli tytułowej – przyciągnęły tłumy widzów. W powietrzu krąży plotka, że spektakl zostanie wkrótce przeniesiony na Broadway.

Stworzona blisko pół wieku temu przez trio Andrew Lloyd Webber – Tim Rice – Harold Prince Evita była pierwotnie albumem koncepcyjnym, rozwiniętym następnie w formę sceniczną. Spektakl szybko podbił zarówno brytyjskie, jak i amerykańskie sceny teatralne. Rola tytułowa stała się legendarna – uchodzi za jedną z najtrudniejszych wokalnie. Musical z powodzeniem wystawiano również w Polsce – m.in. w Teatrze Muzycznym w Poznaniu (premiera 26 września 2015 r.) oraz znacznie wcześniej w Teatrze Muzycznym w Gdyni (premiera 1 lutego 1997 r.). Do zbiorowej świadomości przebił się również w wersji filmowej z 1996 r., w reżyserii Alana Parkera, z Madonną i Antonio Banderasem w rolach głównych.

Libretto niemal w całości śpiewanego spektaklu opiera się na prawdziwej historii Evy „Evity” Duarte de Perón – kontrowersyjnej argentyńskiej polityczki, jednej z żon autokratycznego prezydenta Juana Peróna. Para zasłynęła jako twórcy peronizmu – nacjonalistycznej ideologii określanej jako „trzecia droga” między kapitalizmem a komunizmem, dążącej do budowy „Wielkiej Argentyny”. Sama Evita zapisała się w historii z jednej strony jako matka argentyńskiego feminizmu (przyczyniła się do przyznania kobietom praw wyborczych) i opiekunka bezdomnych, z drugiej zaś – nad legendą jej fundacji unosi się widmo podejrzeń o przelewanie państwowych funduszy na prywatne szwajcarskie konta Perónów i przyzwolenie na prześladowania opozycji.

Evita w spektaklu Lloyda nie jest naiwną aktoreczką, która – nie potrafiąc inaczej wydostać się z biedy – przechodzi z rąk do rąk kolejnych kochanków, by wreszcie, uzyskując władzę, stać się aniołem narodu, argentyńską królową ludzkich serc. To bezwzględna mistrzyni autokreacji, świadoma swoich atutów manipulantka, bez skrupułów wspinająca się do celu po ciałach kolejnych mężczyzn. Idealnie pasuje do Juana Peróna, który – nie mamy tu złudzeń – patrzy na świat podobnie jak Eva, łapówkami odkupując swoje życie, nawet za cenę czyjejś śmierci. Ze sceny płynie przede wszystkim opowieść o ambicji, władzy i kontraście między rolami kobiety i mężczyzny w dążeniu do politycznego spełnienia. Bo Eva Duarte nie jest tu pięknym dopełnieniem pronarodowego małżonka – wydaje się bystrzejsza, lepiej wyczuwająca społeczne nastroje i znacznie bardziej porywająca tłumy. A jednocześnie – gdy chce sięgnąć po wiceprezydenturę – nie tylko mąż przypomina jej o społecznej roli. Zawodzi ją również własne ciało – jakby na dowód, że pragnęła zbyt wiele, chciała za bardzo.

Tylko czego tak naprawdę pragnęła? W Evicie Lloyda padają pytania o to, co kryje się za ambicją, o pustkę i wyczerpanie w dążeniu do celu – trudnego do zdefiniowania. Po otwierającym drugi akt utworze Don’t Cry for Me Argentina, który zdaje się ukoronowaniem bohaterki przez uwielbiający ją naród, Evita siedzi samotnie przed lustrem. W jej zmęczeniu i trudnych emocjach widać wreszcie człowieka, który całe życie biegł ku mitycznemu celowi, choć tak naprawdę nigdy go nie poznał. Ciekawym zabiegiem inscenizacyjnym jest pojawienie się małej fanki – mini-klona Evity. To upiorna personifikacja imperatywu kategorycznego Kanta – młodsza wersja żony prezydenta jest jeszcze bardziej bezwzględna, pozbawiona skrupułów, a przy tym słodka i urocza.

Muzycznie nie ma wątpliwości – to pełnokrwista rock-opera: głośna, intensywna, a zarazem pełna wzniosłości i piękna. Rachel Zegler zachwyca w każdej scenie – perfekcyjna wokalnie, odważna, aktorsko hipnotyzująca. Jej partnerzy, James Olivas jako Juan Perón i Diego Andres Rodriguez jako Che, również prezentują wysoki poziom. Rodriguez, wcielający się w rolę mitycznego narratora, przedstawiciela buntowniczego tłumu i jedynej postaci, wobec której Evita jest naprawdę szczera, tradycyjnie w spektaklu „obrywa” najbardziej. Kończy widowisko w samych bokserkach, pokryty niebiesko-krwawą mazią.

Bo Evita – pomimo oszczędnej, składającej się głównie ze schodów i wielkiego neonu scenografii – bez wątpienia jest widowiskiem. Spektakl obfituje w środki wyrazu – minimalizm otwierający pole do gry aktorskiej ustępuje raz po raz szalonym rozwiązaniom scenicznym. Skąpane w czerwieni świateł argentyńskie tango, scena balkonowa z Don’t Cry for Me Argentina, grana dla ludzi zgromadzonych przed teatrem i transmitowana na żywo do jego wnętrza, czy finał pierwszego aktu – brawurowe wykonanie A New Argentina, podczas którego w teatrze wybucha deszcz biało-niebieskiego konfetti.

To właśnie ta ostatnia scena wydaje się szczególnie bolesna z perspektywy współczesności. W zwycięstwie Peróna dostrzegamy niepokojące echa dzisiejszej polityki. Nowa Argentyna, Wielka Argentyna, populistyczne rządy, manipulacje i malwersacje – wszystko to okraszone wzniosłymi hasłami i symbolicznymi gadżetami – przeraża bardziej niż bezwzględność głównych bohaterów. I kiedy umierająca w objęciach męża (który, nawiasem mówiąc, szybko znajdzie pocieszenie w ramionach innej kobiety) Evita pod koniec spektaklu śpiewa: “Where do we go from here? This isn’t where we intended to be… We had it all, you believed in me, I believed in you” – trudno uwierzyć, że kieruje te słowa do Peróna. Szczególnie, że z bólem patrzy w stronę widzów…

Where Do We Go From Here?

British director Jamie Lloyd continues to forge a distinctive reputation as a master of reimagining musical theatre classics. After his critically lauded revival of Sunset Boulevard, which garnered acclaim on both sides of the Atlantic, Lloyd has taken on another Andrew Lloyd Webber title — the rock opera Evita, staged for a strictly limited 12-week run at the London Palladium. The show’s short engagement, coupled with the star power of American actress Rachel Zegler in the title role, proved an irresistible draw. Buzz is already building around a possible Broadway transfer.

Evita — created nearly fifty years ago by the powerhouse trio Andrew Lloyd Webber, Tim Rice, and Harold Prince — began life as a concept album before it was developed into a full-scale musical. It swiftly became a phenomenon in both the UK and US, with the lead role hailed as one of the most demanding in the genre. The musical also found success in Poland, with notable productions at the Musical Theatre in Poznań (premiering 26 September 2015) and earlier at the Gdynia Musical Theatre (1 February 1997). Its place in popular culture was solidified by the 1996 film adaptation directed by Alan Parker, starring Madonna and Antonio Banderas.

The sung-through musical draws heavily from real events, chronicling the life of Eva “Evita” Duarte de Perón, the controversial Argentine political figure and wife of authoritarian president Juan Perón. The couple are best known for shaping Peronism — a nationalist ideology billed as a “third way” between capitalism and communism, aiming to create a “Great Argentina.” Evita herself remains a polarising figure: hailed as a champion of women’s rights and the poor, but also dogged by allegations of corruption, including the misuse of state funds and complicity in political repression.

In Lloyd’s Evita, there is no trace of the innocent starlet climbing from poverty to become a beloved national saint. This Evita is a ruthless self-creator, fully aware of her allure and unafraid to use it. She is a calculated manipulator, stepping over lovers and allies alike in her climb to power. She is a perfect match for Juan Perón, who — Lloyd makes clear — shares her ruthless worldview, staying in power through bribes and backroom deals, no matter the cost to others.

This Evita is less a romantic biography than a psychological and political study — a meditation on power, gender, and the price of ambition. Eva Duarte isn’t framed as a supportive wife standing behind a nationalist hero; in fact, she comes off as more intelligent, more attuned to the public mood, and more captivating than her husband. Yet when she tries to claim even greater political influence — as vice president — she’s not only rebuffed by her spouse but also betrayed by her own body, in a moment that starkly symbolises the limits imposed on women who dare to want too much.

But what, exactly, was she chasing? In Lloyd’s Evita, the real questions are existential: What lies beneath ambition? What happens when one reaches the summit and finds only emptiness? After the soaring anthem Don’t Cry for Me Argentina, which opens Act Two with a sense of triumph, Eva is seen alone, seated in front of a mirror — exhausted, vulnerable, and, finally, human. The mythical heroine gives way to a woman chasing a goal she may never have truly defined.

One striking addition to Lloyd’s staging is the presence of a young girl — a pint-sized Evita doppelgänger. Both charming and chilling, this miniature clone embodies an uncanny mix of innocence and ambition. She’s a ghostly reminder of Kant’s categorical imperative: a moral idea warped into something eerily robotic — a future generation even more ruthless, yet sugar-coated in sweetness.

Musically, the production delivers on its rock-opera pedigree — loud, urgent, yet achingly beautiful. Rachel Zegler is radiant in every scene: vocally precise, dramatically fearless, and emotionally magnetic. James Olivas as Juan Perón and Diego Andres Rodriguez as Che provide powerful support. Rodriguez, playing the omnipresent narrator — part mythic voice of the people, part lone truth-teller — receives Lloyd’s signature treatment: by the end, he’s nearly naked, smeared in blood and blue pigment, symbolizing both martyrdom and mess.

Despite its stripped-back set — dominated by a grand staircase and an oversized neon sign — Evita is undeniably theatrical. Minimalism opens space for bold, unexpected choices: a blood-red tango, a balcony scene performed for a live crowd outside the theatre and livestreamed inside, and a jaw-dropping Act One finale featuring A New Argentina, complete with an explosion of white-and-blue confetti.

That final moment lingers. In the celebration of Perón’s rise, we see disturbing echoes of today’s political landscape: populism, manipulation, and corruption wrapped in patriotic spectacle. “A New Argentina” begins to sound less like a victory cry and more like a cautionary tale. By the end, as she lies dying in her husband’s arms (who, notably, will soon take another woman), Evita sings, “Where do we go from here? This isn’t where we intended to be. We had it all, you believed in me, I believed in you” It’s hard to believe these words are truly meant for Perón. Instead, her gaze drifts outward — pained, weary, and unflinchingly directed at us.

Kategorie:


Cytat Dnia

„Scenografia czasem jest w stylu szkolnych przedstawień (tekturowe elementy zjeżdżające z góry i mocno umowna zmiana plenerów), ale to dobrze, bo realizatorzy nie bali się klasycznego języku teatralnego”

Michał Derkacz o „Lubiewie”, reż. Jędrzej Piaskowski; Wroclawdlastudenta.pl, 26.01.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL