Aktorzy Narodowego jako widma narodowej pamięci
Podobną zmianę przynosi obsada. Klata korzysta z aktorów Narodowego, których powaga i instytucjonalny ciężar całkowicie zmieniają wymowę scen. Caryca, Patiomkin, Kościuszko czy Stanisław August nie są już karykaturami ani memami z podręcznika do historii, ale widmami, które kiedyś wyznaczały horyzont polityczny i moralny Polski, a dziś istnieją jako elementy wielkiego złudzenia. Spektakl pyta, czy skoro nie ma już nikogo, komu można w historii zaufać, możliwa jest jeszcze wiara w samo państwo. Polskość pokazana jest jako byt żyjący w popiele własnych niespełnionych mitów, daleki od uproszczonej diagnozy śmieszności czy zagrożenia.
Od publicystyki do metafizyki: eschatologia narodowa
Klata proponuje interpretację Micińskiego bliższą metafizyce niż politycznej publicystyce. Zamiast karykaturalnych figur i memicznych sytuacji pojawia się misterium rozpadu świadomości narodowej, coś na kształt eschatologicznej medytacji. Spektakl pyta nie o to, czy Polacy są gotowi na wojnę, ale czy wiedzą jeszcze, czym są honor, państwo i pamięć, a także gdzie przebiega granica odpowiedzialności za wspólnotę. Dylemat Pepiego nie czyni go bohaterem, lecz człowiekiem próbującym odpowiedzieć sobie na pytanie, czy warto robić więcej, niż człowiek może. W świecie, w którym za naszymi granicami toczy się wojna w Ukrainie, pytanie to brzmi znacznie inaczej niż w 2014 roku, nadając spektaklowi wyjątkową aktualność.
Polska w 2025 roku: kraj bez złudzeń
„Termopile polskie” w Narodowym są spektaklem niebezpiecznie współczesnym, nie dlatego, że powtarzają oczywiste aluzje polityczne, lecz dlatego, że pokazują Polskę jako kraj wciąż stojący nad progiem katastrofy, ale już bez złudzeń. Nie jesteśmy już turystami z drinkiem ani naiwnymi dziećmi-powstańcami, ani „małym bohaterem”. Jesteśmy widzami agonii, której nie da się zatrzymać, świadkami powolnego zapadania się państwa w siebie. Spektakl podsuwa myśl, że czas się nie powtarza, lecz ukrywa, a historia wraca nie jako klisza, lecz jako ból fantomowy, który nigdy nie został wyleczony. To doświadczenie wymaga od widza introspekcji i odpowiedzialności.
Od krzyku do ciszy: klatowski zwrot
W ten sposób Klata przechodzi od krzyku krytyki do ciszy odpowiedzialności. Wrocławski spektakl oskarżał współczesnych Polaków o naiwność, podczas gdy warszawski bada ciężar pamięci i kompromitację wszystkich dawnych słów: honoru, racji stanu, państwowości. Widzowie nie są świadkami prostej agitki ani recyklingu wcześniejszych pomysłów – spektakl ewoluuje, wprowadzając refleksję metafizyczną i emocjonalną głębię.
Dwa spektakle, dwa kraje
Te dwa spektakle pokazują dwa różne kraje. Wersja wcześniejsza była groteską, teledyskowo ostrą publicystyką, karykaturą i diagnozą, że Polacy są naiwni, a Rosja groźna. Wersja z Teatru Narodowego jest monumentalną halucynacją, fizycznym doświadczeniem muzycznym, procesją widm i pytaniem o to, czy w ogóle potrafimy jeszcze myśleć o Polsce jako o czymś, za co można odpowiadać. To nie jest opowieść o przeszłości, lecz o końcu pewnego sposobu myślenia o polskości. Budynek Teatru Narodowego staje się częścią spektaklu, podkreślając wagę miejsca i czasu, w którym dramat jest wystawiany.
https://narodowy.pl/repertuar,spektakle,450,termopile_polskie.html