Slide
previous arrow
next arrow
W trupie siła - Teatr dla Wszystkich

W trupie siła

Na afiszu

W trupie siła

O spektaklu „Beetlejuice” Scotta Browna i Anthony Kinga w reż. Jacka Mikołajczyka w Teatrze Syrena pisze Agnieszka Serlikowska.

Opublikowano: 2025-10-04
fot. Krzysztof Bieliński / Teatr Syrena Warszawa

Ocena Recenzenta:

Dodaj tu swój tekst nagłówka

Motyw śpiewających nieboszczyków nie opuszcza sceny warszawskiego Teatru Syrena. Po „Heathers” przyszła pora na „Beetlejuice’a” — musical Jacka Mikołajczyka oparty na filmie Tima Burtona z 1988 roku. To idealna propozycja na jesienne spadki nastroju — niepokorna, zabawna i zaskakująco żywa, jak na spektakl pełen trupów.

Musical opowiada makabreskową historię Lydii (Aleksandra Rowicka) — nastolatki, która po śmierci matki fascynuje się tematyką śmierci. Gdy wraz z ojcem i jego nową partnerką przeprowadza się do domu nawiedzonego przez parę świeżo zmarłych stereotypowych millenialsów oraz nie do końca stereotypowego (i zdecydowanie nieświeżego) demona — tytułowego Beetlejuice’a (Marcin „Sosna” Sosiński) — dziewczyna paradoksalnie odnajduje swoje miejsce na ziemi.

„Musical rozrywkowy” — wbrew pozorom — to nie pleonazm, tylko określenie konkretnego rodzaju spektaklu muzycznego. Wyróżnia się je dla porządku — bo jak inaczej porównać przedsięwzięcie ewidentnie komediowe z chociażby słynnymi „Les Misérables”, gdzie liczba zgonów może i podobna, ale dramatyczność taka, że śmiać się nie wypada — a przynajmniej nie powinno?

Nie jest tajemnicą, że musicale rozrywkowe oceniam zwykle niżej niż dramatyczne. Dodatkowo, lata temu do „Beetlejuice’a” skutecznie mnie zniechęcono. Usłyszałam, że to musical „na jedno kopyto”, z jednostajną muzyką, która z czasem staje się wręcz irytująca. Do teatru jechałam więc bez większych nadziei — jak się okazało, zupełnie niesłusznie.

„Beetlejuice” ma w sobie magiczną moc bilokacji. Od pierwszych minut spektaklu akcja wciąga widza na tyle, że łatwo zapomnieć, że jest się w teatrze — mimo całej absurdalnej otoczki musicalu. Bo śpiewają i tańczą — to raz. Ale dwa — robią to o śmierci, nawiedzaniu, a nawet ślubie z oblechem i zbokiem. Musicalowa adaptacja filmu Tima Burtona z 1988 roku, którego sequel trafił do kin w ubiegłym roku, oddaje ducha pierwowzoru. Jest niegrzecznie, obrazoburczo, a zespół aktorski burzy czwartą ścianę z mocą młota udarowego.

Główną siłą napędową spektaklu są odtwórcy ról pierwszoplanowych. Marcin „Sosna” Sosiński jest doskonały w swojej demoniczności. Nie jestem pewna, czy to komplement, ale w trakcie spektaklu wydaje się, że on tego Beetlejuice’a nie gra — on nim po prostu jest. Aleksandra Rowicka już w swoim dyplomowym „Folwarku zwierzęcym” udowodniła charyzmę i doskonałą dykcję. Tym razem do swojego aktorskiego emploi dodała umiejętność zagrania zbuntowanej nastolatki-gotki, która ani trochę nie irytuje, a potrafi i wzruszyć, i rozbawić.

Ale energii w tym musicalu jest znacznie więcej. Kostiumowo, scenograficznie i choreograficznie wszystko dopięto na ostatni guzik. Muzycznie zdecydowanie nie jest jednostajnie, a większość piosenek zostaje w głowie długo po wyjściu z teatru. Brawurowo wypada legendarna scena kolacji rodem z filmu, podczas której bohaterowie — wbrew własnej woli, a ku radości Lydii i duchów — wykonują „The Banana Boat Song”. A osobowość Żanety Rus jako Miss Argentyny zasługuje na oddzielny akapit.

Najwięcej smaczków kryje się jednak w tekście. Spektakl uwspółcześnia burtonowski pierwowzór lepiej niż zeszłoroczny sequel. Świeżo zmarła para millenialsów — Barbara (Agnieszka Rose) i Adam (Marek Grabiniok) — to jakby gogolowskie zwierciadło, w którym trzydziestolatkowie mogą się przejrzeć z czułością, ale i autoironią. To refleksja o zmarnowanej energii, o poszukiwaniu sensu.

Dzięki temu „Beetlejuice” okazuje się nie tylko niegrzeczną bajką dla dorosłych, ale i historią z mądrym, choć nienachalnym morałem.

https://teatrsyrena.pl/beetlejuice/

Kategorie:


Cytat Dnia

„Scenografia czasem jest w stylu szkolnych przedstawień (tekturowe elementy zjeżdżające z góry i mocno umowna zmiana plenerów), ale to dobrze, bo realizatorzy nie bali się klasycznego języku teatralnego”

Michał Derkacz o „Lubiewie”, reż. Jędrzej Piaskowski; Wroclawdlastudenta.pl, 26.01.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL