Małgorzata Bogajewska po roku od premiery „Wizyty starszej pani” zaproponowała widzom Teatru Telewizji kolejną sztukę mocno asocjującą z dramatem Friedricha Dürrenmatta, jaką jest „Wróg ludu” Henryka Ibsena.
I w „Wizycie…”, i we „Wrogu…” mamy do czynienia z małym miasteczkiem i jego społecznością, którą poza zwykłymi obywatelami stanowią miejscowe elity. Wśród nich decydujące zdanie i moc sprawczą mają ci, którzy dysponują władzą wynikającą z zajmowanego stanowiska i pieniędzmi.
Bohaterem sztuki Ibsena jest Thomas Stockman, lekarz, który po przeprowadzeniu badań stwierdza, że pacjenci uzdrowiska, które stworzył, są podtruwani wodą z wadliwie zbudowanego przez władze miasteczka wodociągu. Na czele tej lokalnej władzy stoi burmistrz, prywatnie rodzony brat lekarza. Wszelkimi sposobami Burmistrz chce odwieść brata od jego zamiaru ujawnienia niebezpieczeństwa grożącego obywatelom i ich zdrowiu, bo to grozi odwróceniem się od miasteczka kuracjuszy i wycofaniem się bogatych donatorów i inwestorów, a to z kolei doprowadzić może do upadku miasta – uzdrowiska. Wśród nich jest też teść Stockmana.
Wobec nieprzejednanej postawy doktora burmistrz buduje wobec niego silną opozycję, wciągając w nią nie tylko miejscową gazetę „Goniec Ludowy”, ale nawet małżonkę lekarza (Justyna Wasilewska). W końcu odwołuje się do opinii mieszkańców, którzy większością głosów uznają Stockmana za wroga publicznego i skazują na ostracyzm społeczny. To nie powoduje zmiany jego decyzji. Nie pomaga nawet szantaż moralny teścia (Joachim Lamża).
Porażające jest to, jak napisana pod koniec XIX wieku sztuka znakomicie rezonuje z naszą rzeczywistością. Okazuje się, że rozmaite grupy interesów, lobbing, szantaż, manipulacja, populizm, i hejt to nie jest „wynalazek” naszych czasów. Podobnie jak pozorowana niezależność mediów, której dziennikarze bez większych moralnych dylematów zmieniają stanowisko wobec zamiarów Stockmana. Smutne jest zwłaszcza przesłanie sztuki, że rządy większości nie zawsze są dobre dla ludzi i dla sprawy, ale – jak wiadomo z popularnego powiedzenia – na razie nie wymyślono lepszego ustroju. Trafna w kontekście historii doktora Thomasa jest też konstatacja wyrażona przez Grażynę Torbicką w popremierowej rozmowie, że łatwiej dzisiaj wierzy się w to, że ktoś kombinuje i manipuluje, niż w to, że ktoś jest uczciwy.
„Wróg ludu” stawia również pytanie o postawy moralne, o to na ile idealizm ma rację bytu, czy każda cena – z utratą rodziny włącznie – jest warta zapłacenia za wierność samemu sobie i trwanie jako jeden przeciw wszystkim. Czy rzeczywiście „najsilniejszym człowiekiem na świecie jest ten, kto został całkiem sam”? Choć ani Ibsen, ani tym bardziej Bogajewska nie dają jednoznacznej odpowiedzi, to kreacja Piotra Franasowicza w roli doktora zdaje się wskazywać, że nie trzeba się poddawać, jeśli jesteśmy przekonani o swojej racji. Łukaszowi Lewandowskiemu także udało się uwiarygodnić racje Burmistrza, mimo nieakceptowalnych metod postępowania. Trudno też nie docenić Adama Ferencego i Grzegorza Małeckiego w rolach oportunistycznych dziennikarzy. Mocno poruszający, ale i pokazujący aktorską klasę był epizod Byłego Burmistrza w wykonaniu Krzysztofa Globisza.
Teatr Telewizji