Scena skryta jest w mroku. Widzowie siedzący w pierwszym rzędzie są cierpliwie instruowani przez obsługę widowni, że przestrzeń pomiędzy ich nogami a sceną już wkrótce zaanektują artyści. Uwagę przykuwa wielki pierścień stanowiący główną scenografię – kolejny majstersztyk Mariusza Napierały. Złożony jakby z wyjątkowo brudnych okien, miejscami dziurawy, stłuczony, poszarpany – czasem jest pociągiem, czasem kabaretowym podestem, szklarnią, a nawet małym, wynajmowanym pokoikiem. Przypomina starą dziecięcą zabawkę – metalową obręcz na świeczkę, z której uciekające światło rzuca na ścianę różnego rodzaju cienie. Czyżbyśmy byli w jaskini platońskiej? A jeśli tak, to po której jej stronie nam, widzom, przypadło siedzieć?
Opisywany światłocień i świadomość spoglądania na cienie najbardziej przeszywają, gdy po raz pierwszy ze sceny rozbrzmiewają dźwięki „Tomorrow Belongs to Me” intonowane przez Mistrza Ceremonii. Ta słodka piosenka, z pozornie niewinnym tekstem, śpiewana przez identyfikujących się z ruchem nazistowskim, to jeden z ikonicznych utworów musicalu. Niebezpiecznie słodki zwiastun zagłady i śmierci, końca znanego świata – również w znaczeniu indywidualnym – wykorzystywany przez źródła kultury obecnie już uniwersalnie, jak w serialu Człowiek z wysokiego zamku czy powieści Przekleństwa niewinności. W spektaklu pojawia się dwukrotnie – pierwszy raz śpiewany indywidualnie, przez Mistrza Ceremonii, jako jaskółka złowieszczej zmiany, i drugi, na koniec pierwszego aktu, jako utwór zbiorowy – symbol niebezpiecznego wirusa rozprzestrzeniającego się na całe społeczeństwo. Wiele było już pomysłów na ten utwór, a jednak Teatr Muzyczny w Poznaniu zaskakuje kolejną błyskotliwą, wwiercającą się w pamięć interpretacją, która z uniwersalnej historii przenosi widza na chwilę w czasie – by przypomnieć, że to nie opowiastka, a rzeczywistość.
Wspaniały jest cały zespół zaangażowany w poznańską wersję Cabaretu, ale nie da się ukryć – show od początku do końca kradnie Jakub Cendrowski. Jego MC jest odpowiednio enigmatyczny, charyzmatyczny w każdym ruchu i kwestii, ale jednocześnie – pomiędzy złowieszczością – kryje w sobie wrażliwość. To jednocześnie złośliwy chochlik i miłosierny samarytanin.
Wtóruje mu Katarzyna Tapek jako Sally Bowles. Muszę przyznać, że nie jestem fanką tej postaci – za dużo w niej histerii i manieryczności. A jednak, po raz drugi w moich Cabaretach – po Amy Lennox – Katarzynie Tapek udało się mnie zaczarować. Jej wykonanie tytułowej piosenki pozostaje w pamięci równie mocno jak wspomniane „Tomorrow Belongs to Me”.
Zaskakuje również Maksymilian Pluto-Prądzyński, którego Clifford Bradshaw jest wreszcie postacią z krwi i kości, a nie tylko potrzebnym, choć irytującym, spoiwem narracyjnym spektaklu.
https://teatr-muzyczny.pl/spektakle/cabaret/437