Slide
previous arrow
next arrow
W jaskini platońskiej - Teatr dla Wszystkich

W jaskini platońskiej

Na afiszu

W jaskini platońskiej

O spektaklu „Cabaret” Johna Kandera, Freda Ebba i Joe Masteroffa w reż. Łukasza Brzezińskiego w Teatrze Muzycznym w Poznaniu pisze Agnieszka Serlikowska.

Opublikowano: 2025-09-26
fot. Dawid Stube / Teatr Muzyczny Poznań

Reżyser Łukasz Brzeziński zgrabnie balansuje pomiędzy uniwersalną parabolą a próbą przypomnienia, że to nie abstrakcja, lecz historia, z której powinniśmy wyciągnąć wnioski. Zatrważający finał, w którym bohaterowie raz jeszcze wypowiadają kwestie lekceważące potencjalne zagrożenie i ignorujące politykę, która ich „nie dotyczy”, skierowany jest bezpośrednio do widowni. Przypomina, że oni nie mogli wiedzieć, jak to się skończy — ale my już powinniśmy.

Kiedy z nieba dochodzą przeszywające dźwięki lotów treningowych, a z mediów płyną doniesienia o negatywnych nastrojach geopolitycznych i pogłębiających się konfliktach narodowościowych, na scenach teatrów muzycznych pojawia się „Cabaret” Johna Kandera, Freda Ebba i Joe Masteroffa — broadwayowski musical z 1966 roku. Czy wystawiany po raz enty spektakl może wciąż zaskoczyć? Teatr Muzyczny w Poznaniu udowadnia, że i owszem.

Wiele było inscenizacji berlińskiej historii o charyzmatycznej artystce kabaretowej Sally Bowles (Katarzyna Tapek) i enigmatycznym Mistrzu Ceremonii (Jakub Cendrowski), obserwowanej z punktu widzenia początkującego amerykańskiego pisarza Clifforda Bradshawa (Maksymilian Pluto-Prądzyński), tuż przed objęciem władzy w Niemczech przez demokratycznie wybraną partię Adolfa Hitlera. Czas bezpruderyjnych kabaretów zestawiony jest tu z duszną atmosferą zmiany nastrojów społecznych i nagonki wobec Żydów. Na tym tle rozgrywa się skomplikowana relacja między pisarzem a artystką — oraz odwieczny konflikt: uciec czy zostać?

Spektakl, oparty na częściowo autobiograficznej książce Christophera Isherwooda z 1939 roku, rozsławił film z 1972 roku w reżyserii i z choreografią legendarnego Boba Fosse’a, z niezapomnianą Lizą Minnelli w roli głównej. Przez dekady funkcjonowania w popkulturze tytuł ewoluował. W wersji filmowej zmieniono ścieżkę dźwiękową — część utworów zastąpiono innymi, część zmodyfikowano — co potem wpływało na kolejne inscenizacje. Nowe piosenki włączono chociażby do immersyjnej adaptacji westendowskiej z 2021 roku w reżyserii Rebecci Frecknall, która zebrała deszcz nagród.

Wersja Teatru Muzycznego w Poznaniu wydaje się sytuować gdzieś pomiędzy wspomnianymi. Z jednej strony muzycznie jesteśmy przed filmem, co nadaje spektaklowi większej surowości — szczególnie w finałowej scenie, której dramaturgia wbija widza w fotel i zostawia z pytaniami, na które rzadko chcemy odpowiadać. Z drugiej strony, choć oczywiście w znacznie odmiennym od londyńskiego budżecie, spektakl zdaje się inspirować wersją z West Endu — chociażby w kolorystyce kostiumów (zieleń, beże, rudości), wykonaniu tytułowej piosenki czy interakcjach z widownią.

Nie jest to jednak żadna kopia znanych mi już adaptacji, czego trochę się obawiałam przed przyjazdem do Poznania. To inscenizacja całkowicie oryginalna, zaskakująca i fascynująca w swojej odmienności.

Scena skryta jest w mroku. Widzowie siedzący w pierwszym rzędzie są cierpliwie instruowani przez obsługę widowni, że przestrzeń pomiędzy ich nogami a sceną już wkrótce zaanektują artyści. Uwagę przykuwa wielki pierścień stanowiący główną scenografię – kolejny majstersztyk Mariusza Napierały. Złożony jakby z wyjątkowo brudnych okien, miejscami dziurawy, stłuczony, poszarpany – czasem jest pociągiem, czasem kabaretowym podestem, szklarnią, a nawet małym, wynajmowanym pokoikiem. Przypomina starą dziecięcą zabawkę – metalową obręcz na świeczkę, z której uciekające światło rzuca na ścianę różnego rodzaju cienie. Czyżbyśmy byli w jaskini platońskiej? A jeśli tak, to po której jej stronie nam, widzom, przypadło siedzieć?

Opisywany światłocień i świadomość spoglądania na cienie najbardziej przeszywają, gdy po raz pierwszy ze sceny rozbrzmiewają dźwięki „Tomorrow Belongs to Me” intonowane przez Mistrza Ceremonii. Ta słodka piosenka, z pozornie niewinnym tekstem, śpiewana przez identyfikujących się z ruchem nazistowskim, to jeden z ikonicznych utworów musicalu. Niebezpiecznie słodki zwiastun zagłady i śmierci, końca znanego świata – również w znaczeniu indywidualnym – wykorzystywany przez źródła kultury obecnie już uniwersalnie, jak w serialu Człowiek z wysokiego zamku czy powieści Przekleństwa niewinności. W spektaklu pojawia się dwukrotnie – pierwszy raz śpiewany indywidualnie, przez Mistrza Ceremonii, jako jaskółka złowieszczej zmiany, i drugi, na koniec pierwszego aktu, jako utwór zbiorowy – symbol niebezpiecznego wirusa rozprzestrzeniającego się na całe społeczeństwo. Wiele było już pomysłów na ten utwór, a jednak Teatr Muzyczny w Poznaniu zaskakuje kolejną błyskotliwą, wwiercającą się w pamięć interpretacją, która z uniwersalnej historii przenosi widza na chwilę w czasie – by przypomnieć, że to nie opowiastka, a rzeczywistość.

Wspaniały jest cały zespół zaangażowany w poznańską wersję Cabaretu, ale nie da się ukryć – show od początku do końca kradnie Jakub Cendrowski. Jego MC jest odpowiednio enigmatyczny, charyzmatyczny w każdym ruchu i kwestii, ale jednocześnie – pomiędzy złowieszczością – kryje w sobie wrażliwość. To jednocześnie złośliwy chochlik i miłosierny samarytanin.

Wtóruje mu Katarzyna Tapek jako Sally Bowles. Muszę przyznać, że nie jestem fanką tej postaci – za dużo w niej histerii i manieryczności. A jednak, po raz drugi w moich Cabaretach – po Amy Lennox – Katarzynie Tapek udało się mnie zaczarować. Jej wykonanie tytułowej piosenki pozostaje w pamięci równie mocno jak wspomniane „Tomorrow Belongs to Me”.

Zaskakuje również Maksymilian Pluto-Prądzyński, którego Clifford Bradshaw jest wreszcie postacią z krwi i kości, a nie tylko potrzebnym, choć irytującym, spoiwem narracyjnym spektaklu.

https://teatr-muzyczny.pl/spektakle/cabaret/437

Kategorie:


Cytat Dnia

„[…] idziemy do teatru i okazuje się, że literatura ze swoim porównaniem homeryckim, heksametrem, nadmiarowym nasyceniem historii bohaterami i zdarzeniami może mieć swoją sceniczną egzemplifikację, która mocniej działa na odbiorcę niż starożytny grecki epos w najlepszym tłumaczeniu”

PikWroclaw.pl o „Odysei”, reż. Małgorzata Warsicka; 27.01.2026

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po kliknięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453
Strona stworzona przez - LOKOINVEST.PL