„Doktor Dolittle. Opowieści zwierząt” w warszawskim Teatrze Lalka to całkiem udane słuchowisko. Do dobrej teatralnej inscenizacji trochę mu jednak brakuje.
Zgodnie z tytułem adaptacji Doroty Kowalkowskiej poznajemy historie opowiadane przez zwierzęta. Kolorowa papuga, nieśmiała myszka, zabawny pies, mądra kaczka, rozkrzyczana małpka i niepewna siebie świnka przygotowują się na scenie do występu, czekając na doktora Dolittle. Główną atrakcją ma być pojawienie się tajemniczego stworzenia, nazywanego przez przyjaciół Pu-Pu. Dzieci czekają, Pu-Pu nie chce wyjść zza kulis, a doktor się spóźnia. Zwierzaki postanawiają więc wypełnić czas opowieściami o swoich przygodach. Dowiadujemy się więc, jak Dolittle zaczął leczyć i ratować zwierzęta oraz jak zakończyła się wspólna misja w Afryce.
Historie toczą się wartko dzięki znakomitemu warsztatowi aktorskiemu zespołu Lalki: Nikoli Czernieckiej, Bartosza Krawczyka, Anny Porusiło-Dużyńskiej, Wojciecha Słupińskiego, Jana Stasiczaka i Jakuba Tofila. Aktorzy tworzą wyraziste postaci zwierząt, różniące się temperamentem. Jednocześnie uważnie reagują na partnerów, zachowując indywidualny charakter bohaterów. To wymaga skupienia i świadomej obecności na scenie. Zespół Lalki ma te umiejętności. W kreowaniu postaci pomagają kostiumy Ewy Woźniak (kolorowe pióra papugi robią wrażenie!).
Słabszym punktem przedstawienia jest jego konstrukcja (reżyseria: Magdalena Miklasz). Każda historia niesie własne przesłanie. Nieśmiałość może sprawić, że ktoś zginie w kolorowym tłumie, a zwrócenie na siebie uwagi wymaga odwagi (i pary w płucach). Inna opowieść przypomina, że zamiast zakładać, iż wszyscy chcą tego samego, warto najpierw zapytać głównego zainteresowanego o zdanie. Poszczególne historie nie składają się jednak na spójną całość, z którą dzieci mogłyby wyjść z teatru. Sprawdziłyby się jako osobne odcinki słuchowiska, trudniej natomiast wskazać, o czym właściwie jest całe przedstawienie.
Spektakl jest też nierówny inscenizacyjnie. Nie chodzi o brak rozbudowanej scenografii, kolorowych projekcji czy animacji. Ich ograniczenie może być atutem przedstawienia opartego na słowie, które pozwala przede wszystkim wsłuchać się w opowieść. Problemem jest brak konsekwencji w budowaniu świata przedstawionego. Pomysłowy jest zbudowany z poduszek statek, którym bohaterowie płyną do Afryki, oraz te same, animowane poduszki przypominające tygryska. Na ich tle pozostałe sceny wydają się puste. Lina, na której huśta się małpka, a później siedzi papuga, sprawia wrażenie przypadkowego wypełnienia przestrzeni, a nie elementu przemyślanej strategii inscenizacyjnej.
Ascetyczna forma buduje kontrast z finałem, w którym pojawia się Pu-Pu – stworzenie z innego, bajkowego (a może leśnego) świata, roztaczające wokół siebie aurę magiczności. Zakończenie wydaje się jednak częścią innej opowieści. Szkoda, bo aktorska sprawność zespołu i pomysł na oddanie głosu zwierzęcym bohaterom dają tej realizacji solidne podstawy. Ostatecznie więcej pozostaje w niej z udanego słuchowiska niż spójnego wizualnie teatru.
Teatr Lalka