Arnold Rutkowski w roli Sandora Borisa to przeciwieństwo wyobrażeń o „operetkowym księciu”. Zamiast cukrowej elegancji dostajemy postać z krwi i kości, mocno trzymającą się tradycji, ale nieobojętną na jej ciężar. W jego wykonaniu walc nie jest ornamentem, lecz fundamentem tożsamości – dlatego starcie z jazzową swobodą Mary nabiera dramaturgicznej ostrości. Rutkowski śpiewa pewnie, klarownie, prowadząc frazę z prawdziwie wiedeńską kulturą.
Razem tworzą duet, w którym napięcia są prawdziwe, a nie dekoracyjne.
Wielką przyjemnością było zobaczyć Barbarę Mościcką jako Rosemarie. Zamiast operetkowego stereotypu księżniczki otrzymujemy postać inteligentnie sportretowaną, z ironicznym komentarzem do całej sytuacji polityczno-romantycznej. Jej głos wnosi do muzycznej tkanki spektaklu elegancką, czystą linię.
Muzyka – Herdzin czyta Kálmána bez muzealnej ochronki
Trzeba zaznaczyć, że aranżacje Krzysztofa Herdzina podkreślają kontrasty epoki, nie „poprawiają” Kálmána, a jednocześnie otwierają przestrzenie, które twórcy z lat 20. mogli tylko intuicyjnie przeczuwać. Orkiestra Mazowieckiego Teatru Muzycznego odpowiada na ten język żywo, z odwagą w akcentowaniu miejsc, gdzie dwa style zaczynają ze sobą rywalizować. Szczególnie udane są momenty, w których sekcja dęta „wchodzi” w jazzową narrację, pozostawiając smyczki w wiedeńskim idiomie – to istny muzyczny dialog epok.
Reżyseria Michała Znanieckiego – klasyczność jako wybór, nie brak odwagi
Nie jest tajemnicą, że „Księżnę Chicago” można by bez wysiłku przenieść do współczesności – do korporacyjnych salonów, influencerów i globalnej turystyki kulturowej. Ale paradoksalnie, decyzja Znanieckiego, by pozostać w latach 20., umożliwia czytelniejsze wybrzmienie uniwersalności historii.
Ten spektakl nie potrzebuje współczesnych rekwizytów, aby mówić o klasowych i kulturowych różnicach. A jednocześnie w czasie, w którym moda na aktualizacje osiąga czasem poziom nadgorliwości, Znaniecki pokazuje, że operetka może być żywa również wtedy, gdy nie udaje współczesnego musicalu.
„Księżna Chicago” w Mazowieckim Teatrze Muzycznym to przedstawienie zanurzone w stylu, ale nie stylistyce, świadome swoich korzeni i jednocześnie otwarte na dialog z dzisiejszym widzem. Druga część spektaklu ma siłę, której pierwsza dopiero poszukuje – ale gdy już ją odnajduje, widz dostaje operetkę, która nie tylko bawi, ale i naprawdę porusza.
https://www.mteatr.pl/pl