To nepotyzm jest haniebny, a nie pisanie o nim
W odpowiedzi Pani Dyrektor Renacie Derejczyk.
fot. mat. własny




W odpowiedzi Pani Dyrektor Renacie Derejczyk.
fot. mat. własny
Szanowna Pani Dyrektor, niezależnie od liczby lajków na Facebooku, które pozyska Pani od znajomych i ludzi z Panią współpracujących, oraz niezależnie od Pani pogróżek wobec redakcji oraz narracji o haniebnym patriarchacie, jedno jest oczywiste: na różne sposoby zatrudniała Pani własnego męża, Łukasza Drewniaka, z którym deklaruje Pani wspólnotę majątkową. Tym samym można zakładać, że podpisywała Pani umowy de facto także we własnym interesie. A kwoty nie mają znaczenia, bo to sprawa dla każdego względna.
Pani oświadczenie majątkowe jest publicznie dostępne i nie wymaga działań znanych z dziennikarstwa śledczego.
W kontekście tego oświadczenia warto też zapytać o tekst Pani męża, Łukasza Drewniaka, udostępniony odbiorcom dzień przed ukazaniem się mojego artykułu. Pani mąż doskonale wiedział o zbliżającej się publikacji i wykonał nieudany ruch wyprzedzający. Do oceny pozostawiam zatem frazy o wręcz zatrważająco słabej sytuacji materialno-zawodowej Jego jako krytyka.
Tak jak do oceny pozostawiam frazy Pani męża, Łukasza Drewniaka, o tym, że publicznie nie wypowiadał się o działalności Teatru Horzycy ani o festiwalu. Robił to – choćby w tej audycji Radia Tok FM z czerwca 2025 r. (tytuł rozmowy: „To zostawi ślady na polskim konstruowaniu widowisk. O 29. Festiwalu Teatralnym Kontakt w Toruniu”).
Konflikt interesów? Nie, skądże.
A teraz pozwoli Pani, że odniosę się do akapitów Pani tekstu.
„W zeszłym tygodniu ukazały się teksty autorstwa Przemysława Skrzydelskiego i Wiesława Kowalskiego analizujące moje decyzje zawodowe w kontekście mojego życia prywatnego. Autorzy uważają, że ta sytuacja wymaga dyskusji, zatem zabieram w niej głos. W poniższym oświadczeniu wyjaśniam moje decyzje zawodowe, a w celu pełnej transparentności – podaję stawki oraz pozwalam sobie na ocenę szkodliwości dla środowiska sposobu pisania uprawianego przez panów Skrzydelskiego i Kowalskiego” – Szanowna Pani, nikt nie analizował Pani decyzji zawodowych. Mój tekst informował jedynie o tym, że co najmniej dziewięciokrotnie, w latach 2023–2025, zatrudniła Pani własnego męża, Łukasza Drewniaka, w instytucjach przez Panią prowadzonych (festiwal Kontakt oraz Teatr Horzycy).
„Dlatego nie zgadzam się, aby panowie Skrzydelski i Kowalski uprawiali mansplaining i dyktowali mi, kogo wolno mi zatrudnić, a kogo nie oraz decydowali, co jest etyczne, a co nie. Mówili, jak mam prowadzić teatr i festiwal, z kim mogę pracować i jak powinno na to wpływać moje życie prywatne. Panowie, mam dla was niedobrą informację – to się skończyło” – Szanowna Pani, mansplaining – trudno się odnieść, bo uprawia Pani publicystykę. Ale przede wszystkim nikt niczego Pani nie dyktował. Tekst opisywał konkretną sytuację w instytucjach, którymi Pani kieruje.
„[…] mówili, jak mam prowadzić teatr i festiwal, z kim mogę pracować i jak powinno na to wpływać moje życie prywatne. Panowie, mam dla was niedobrą informację – to się skończyło” – Nie wiem, co się skończyło, mam jednak nadzieję, że mówienie prawdy się nie skończyło. I jeszcze raz zaznaczam: tekst niczego Pani nie dyktował ani nie mówił o wpływaniu czegokolwiek na Pani życie prywatne. Nie za bardzo wiem, o czym Pani mówi.
„W ustach obu »dziennikarzy śledczych« pojawiają się oskarżenia o nepotyzm w znaczeniu, jakie nadano temu słowu w kręgach politycznych i biznesowych, definiowany jako zatrudnianie na wysokim, sowicie wynagradzanym stanowisku wuja, siostry, męża czy córki nie posiadających żadnych kompetencji zawodowych i wykonujących zadania tylko pro forma” – Szanowna Pani, nepotyzm nie zdarza się tylko w polityce i to nie świat polityki czy biznesu definiuje to pojęcie. Poza tym kwoty nie mają znaczenia, to względne. Co więcej, i to jest kluczowe, tekst nie podważał kompetencji Pani męża, Łukasza Drewniaka. Z tym że kompetencje nie usprawiedliwiają nepotyzmu.
„Żaden z tych przypadków nie zachodzi w przypadku zatrudnienia Łukasza Drewniaka do pracy przy Festiwalu Kontakt i w ramach Lata w Horzycy” – Po raz kolejny: tekst nie dotyczył kompetencji Pani męża, Łukasza Drewniaka, ani nie informował, ani nie sugerował nawet, że pracował on pro forma.
“Przepisy prawa, na które powołuje się pan Skrzydelski, nie dotyczą sposobu i wyboru współpracowników. Jeśli takie przepisy zostaną powołane, pierwsza będę je stosować.
Uzasadnienie prawne:
Zarzuty stawiane przez pana Skrzydelskiego w jego tekście są bezzasadne i opierają się na błędnej interpretacji przepisów prawa oraz sytuacji faktycznej. Umowy cywilnoprawne nie tworzą stosunku pracy, a wykonywane zadania nie podlegają hierarchicznej zależności służbowej, co wyklucza naruszenie art. 94 Kodeksu pracy, co sugeruje pan Skrzydelski.
Ponadto przywołany art. 24 Kodeksu postępowania administracyjnego nie znajduje zastosowania w tej sprawie, ponieważ nie mamy do czynienia z postępowaniem administracyjnym, w którym organ rozstrzygałby sprawę męża dyrektora teatru. Przepisów Kodeksu nie stosuje się do postępowania w sprawach cywilnych.
Bezzasadny jest również zarzut naruszenia ustawy z dnia 21 sierpnia 1997 r. o ograniczeniu prowadzenia działalności gospodarczej przez osoby pełniące funkcje publiczne. Podjęcie współpracy na podstawie umowy cywilnoprawnej, w oparciu o ocenę kompetencji i doświadczenia, z całą pewnością nie stanowi w żadnej mierze naruszenia przepisów tej ustawy, która de facto wprowadza zakaz łączenia określonych funkcji publicznych z działalnością gospodarczą zmierzając tym samym do usunięcia jednego ze źródeł korupcji i nadużyć” – Szanowna Pani, to są wyłącznie Pani interpretacje. Poza tym, jak wynika z mojego tekstu, polskie prawo nie rozwiązuje problemu nepotyzmu wprost. Dlatego zapewne zgodzi się Pani, że byłoby idealnie, gdyby zakaz zatrudniania – w jakiejkolwiek formie – członków rodziny został w końcu wpisany nawet bezpośrednio do ustawy o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej z 1991 r. oraz do statutów teatrów (w tym do statutu Teatru Horzycy, 2022). Można taki zakaz wprowadzić również do kilku innych aktów prawnych. Zgodzimy się na takie rozwiązanie?
„W obecnym stanie prawnym organizator daje w tej mierze wolność dyrektorce/owi instytucji zakładając, że decyzje personalne będą zgodne z przepisami i zostaną podjęte w szeroko pojętym interesie teatru. Nie ma obowiązku ani zwyczaju organizowania konkursów na stanowisko konsultanta festiwalu czy pedagoga teatru pracującego na umowę o dzieło czy umowę zlecenie” – Oczywiście że nie ma bezpośredniego obowiązku, tak jak nie ma obowiązku zatrudniania własnego męża w interesie teatru. Natomiast w tej sytuacji istnieje domniemanie, że zatrudnia się swojego męża także we własnym interesie.
„Tworząc Festiwal Kontakt, podejmuję osobiście wszystkie decyzje artystyczne i merytoryczne. Oglądam spektakle, wybieram jury, podpisuję umowy z zespołami.
Chcąc rozwijać festiwal, muszę współpracować z najlepszymi krytykami. To dlatego powołałam radę konsultantów programowych, do której zaprosiłam krytyków z różnych pokoleń. Ze względu na liczbę nowych spektakli w sezonie zdecydowałam się na sześcioosobowe grono konsultantów” – Szanowna Pani, pracuje Pani na etacie, więc nic dziwnego, że musi Pani pracować, i to osobiście.
„Wiktoria Tabak, Katarzyna Lemańska i Jan Karow są przedstawicielami młodszej generacji. Marzanna Wiśniewska i Aram Stern reprezentowali toruńskie środowisko teatrologów i recenzentów. Szukałam, szóstego kandydata (chciałam by w tej grupie było po równo kobiet i mężczyzn, tak rozumiem parytet) wśród krytyków z mojego pokolenia.
Dwóch cenionych krytyków, Jacek Cieślak i Tomasz Domagała, odmówiło mi w 2022 roku współpracy ze względu na zajętości i wysokość stawek, jakie mogłam im zaproponować. Jacek Wakar pracował przy wielu różnych projektach, dlatego rezerwowym wyborem był Łukasz Drewniak, który wprawdzie proponował zamiast siebie Przemysława Skrzydelskiego, żeby zrównoważyć opcje światopoglądowe, ale po przeczytaniu wyboru tekstów recenzenckich pana Skrzydelskiego – zrezygnowałam ze złożenia mu propozycji” – Szanowna Pani, to jedna z tych wypowiedzi, dzięki którym przejdzie Pani do historii teatru. Zwłaszcza fraza o tym, że Pani mąż, Łukasz Drewniak, polecił Skrzydelskiego. Dziękuję, że w swoim tekście obraca się Pani w sferze dowodów. A pamięta Pani, jak zadzwonił do Pani Donald Tusk i polecał Skrzydelskiego? A Pani nie wysłuchała.
„Pamiętam rozmowę z Jackiem Sieradzkim, dla mnie autorytetem w sprawach zawodowych, którego zapytałam, czy zaproszenie do współpracy Łukasza Drewniaka może być źle odebrane przez kogokolwiek. Sieradzki utwierdził mnie w przekonaniu, że zarówno dorobek recenzencki Drewniaka, jego kompetencje jak i pozycja wśród krytyków są niepodważalne” – Szanowna Pani, ja osobiście nie pamiętam takiej rozmowy z Jackiem Sieradzkim. W każdym razie Jacek Sieradzki także dla mnie jest autorytetem, ale co to ma do rzeczy. Poza tym znowu Pani pisze o tych kompetencjach, których nikt z nas nigdy nie podważał. Kto jeszcze ma Pani potwierdzić kompetencje Pani męża? Biskup Rzymu? Ja sam przecież je potwierdzam.
„Trudno polemizować z tym, że przez ostatnie 30 lat Drewniak był nie bez powodu selekcjonerem, konsultantem i dyrektorem artystycznym wielu festiwali w Polsce. Dlaczego tylko ja mam rezygnować z jego doświadczenia i pozbawiać MFT Kontakt merytorycznego współpracownika z bogatym rozeznaniem w polskim i europejskim życiu teatralnym?” – Szanowna Pani, rzeczywiście trudno z tym polemizować. Na pytanie, dlaczego miałaby Pani zrezygnować, odpowiadam i chyba Pani nie zaskoczę: albowiem Łukasz Drewniak jest Pani mężem i ma Pani z nim wspólnotę majątkową.
„Wszyscy konsultanci pracowali i pracują na tych samych zasadach i za te same stawki. Każdy ogląda około 5-6 spektakli polskich, a następnie z każdego pisze recenzję oraz rekomendację. Wiąże się to z wynagrodzeniem 330 zł brutto za jeden spektakl, przed ostatnią edycją stawka wzrosła do 440 zł brutto. Niczyj głos nie jest tu ważniejszy. Sama również staram się oglądać spektakle, które mają największą szansę na przyjazd do Torunia (bo tak wynika z głosów), po to, aby w dyskusji z konsultantami wybrać te najlepsze. Ale to do mnie należy ostateczna decyzja” – Nikt nie podważał tego, że wszyscy konsultanci pracowali na tych samych zasadach i za te same stawki. Wysokość stawek poza tym nie gra roli.
„Projekt Lata w Teatrze jest moim projektem jeszcze z czasów pracy w Teatrze Bagatela. W Krakowie odstąpiłam go Teatrowi Ludowemu a zostając dyrektorką toruńskiego teatru Horzycy postanowiłam go kontynuować i zaprosiłam do pracy z młodzieżą tę samą ekipę, którą kiedyś stworzyłam – szefem jest reżyser i aktor Dariusz Starczewski, choreografię robi teraz Jan Sarata, nad tekstami młodzieży czuwa jako dramaturg Łukasz Drewniak. Kompozytor, scenograf i osoba odpowiedzialna za emisję głosu są od nas z teatru. Wszyscy mają takie same stawki za przygotowanie spektaklu i warsztaty (6 600 brutto plus dodatki za wznowienia i zajęcia poprzedzające prace)” – Z jakich czasów pochodzi Pani projekt, nie dotyczy tematu dyskusji, tak samo jak stawki dla realizatorów.
„W swoim tekście pan Skrzydelski nie podaje żadnych informacji finansowych, chociaż zbierał je skrupulatnie przez ostatni miesiąc. Wnioskuję, że nie dało się znaleźć w tych kwotach niczego sensacyjnego i bulwersującego – są niestety poniżej komercyjnych stawek. Przecież lepiej zasugerować, że Renata Derejczyk wydaje nie wiadomo jakie pieniądze publiczne na Łukasza Drewniaka” – Szanowna Pani, mija się Pani z prawdą. W swoich mailach do rzeczniczki prasowej Teatru Horzycy (swoją drogą na odpowiedzi na proste pytania czekałem nawet przez tydzień) nie pytałem o konkretne wysokości stawek, tylko o łączną sumę przeznaczoną na konsultantów w ramach dofinansowania festiwalu Kontakt. O stawki dotyczące „Lata w Horzycy” w ogóle nie pytałem. Moje maile skupiały się na fakcie zawierania i rodzaju umów.
„Przecież lepiej zasugerować, że Renata Derejczyk wydaje nie wiadomo jakie pieniądze publiczne na Łukasza Drewniaka – Nikt niczego takiego nie sugerował, o czym Pani mówi?
„Starałam się przez całą moją drogę zawodową pracować na własne konto, jestem całkowicie niezależna, nie chcę podlegać patriarchalnym schematom – zachowałam swoje nazwisko. Od czasów studenckich i Didaskaliów nigdy nie pracowałam z Łukaszem Drewniakiem w charakterze młodszej partnerki, asystentki, nie byłam przez niego promowana ani wyróżniana w tekstach czy ankietach. Czułabym się z tym źle i prędzej zmieniłabym zawód. Nasze życia w teatrze zawsze były życiami równoległymi i nieprzecinającymi się w żaden kontrowersyjny sposób” – Gratuluję.
„Od 4 lat, z chwilą objęcia dyrekcji Teatru Horzycy mieszkam w Toruniu, przez pięć dni tygodnia przychodzę do pracy. Łukasz Drewniak mieszka w Krakowie i ma swoje obowiązki i zajętości. Nigdy nie przyjęłabym go do pracy na stanowisko portiera, pijarowca, aktora, nie zleciłabym reżyserii spektaklu, bo wiem, że to jest poza jego kompetencjami” – Raduje to, że ktoś, kto pracuje na etacie, przychodzi do pracy. I to przez pięć dni w tygodniu.
„Prowadzenie rozmów po przedstawieniach festiwalowych, praca z młodzieżą nad tekstem i oglądanie premier dla Kontaktu to są umiejętności Drewniaka, które dla mojego teatru stanowią wartość dodaną. Niestety, ani pan Skrzydelski ani pan Kowalski nie są w stanie zagwarantować mi w tym obszarze profesjonalizmu podobnej jakości. Gdyby jednak bardzo chcieli, jestem gotowa zorganizować specjalnie dla nich dwóch casting na stanowisko moderatora rozmów i dramaturga teatru młodzieżowego. Zapraszam!” – Szanowna Pani, wyraża Pani swoje opinie. Pani prawo. Ale czy naprawdę sugeruje Pani, że prowadzących rozmów albo dramaturgów jest w Polsce za mało i że w związku z tym była Pani niejako zmuszona zatrudniać własnego męża?
„Polityka pisania o teatrze, jaką prezentują obaj panowie w Teatrze dla Wszystkich, jest szkodliwa dla środowiska i czytelników. Doszukują się sensacji tam, gdzie ich nie ma. Mam wrażenie, że posługujecie się panowie manipulacjami, tworzycie atmosferę wielkich śledztw, które oczywiście kończą się odkryciem faktów, które są doskonale wszystkim znane” – Szanowna Pani, to kolejne frazy, dzięki którym przejdzie Pani do historii teatru. Otóż pisanie prawdy nigdy nie jest szkodliwe dla jakiegokolwiek środowiska. Tym bardziej dla czytelników. Fakty, które wszystkim są doskonale znane? Chyba jednak nie wszystkim. A nawet gdyby były znane, to nie wolno o nich pisać?
„Żeby wykryć pracę Łukasza Drewniaka w Toruniu wystarczyło być na choć jednej z 4 ostatnich edycji Kontaktu czy zobaczyć plakat młodzieżowego spektaklu z jego nazwiskiem. Nieznane pozostawały tylko kwoty, za jakie pracuje dla teatru – ale tych dziwnym trafem nie podaliście” – Mój tekst niczego nie wykrywał, tylko opierał się na prostej wymianie informacji z Teatrem Horzycy. Jednak następnym razem będę się przyglądał plakatom uważniej, co nie znaczy, że od razu uwierzę, że zatrudniała Pani swojego męża. I tak sprawdzę, czy to prawda.
„Jestem oburzona waszymi tekstami, które pod płaszczykiem walki o transparentność mają raczej charakter zemsty na krytyku. Ja dostaję w tej waszej krucjacie nieistotnym odłamkiem. Sugerujecie złamanie dobrego obyczaju, przekroczenie uprawnień. Jakież to patriarchalne! Obsmarować wzorowo prowadzony teatr i jego dyrektora-kobietę tylko dlatego, że macie miejsce, gdzie możecie to póki co bezkarnie robić” – Szanowna Pani, może być Pani oburzona, ale to nie jest temat dyskusji. Zemsta na krytyku – to insynuacje i Pani widzenie sprawy. Obsmarować wzorowo prowadzony teatr – to Pani opinia, ma Pani prawo oceniać także samą siebie. Dyrektor-kobieta – nie do końca zrozumiałem. Ale najważniejsze: „tylko dlatego, że macie miejsce, gdzie możecie to póki co bezkarnie robić” – to już trzecia okazja na to, by przeszła Pani do historii teatru. Czy Pani nam jako redakcji grozi? „Póki co?”. To znaczy, że popracuje Pani nad tym, żeby wolność słowa i mówienie prawdy zostały ukarane?
„Zarówno ja jak i Panowie dobrze wiemy, że nie zajęliście się tym tematem w sposób niezależny i neutralny, a zwyczajnie personalny. Co z mojej strony podważa Wasze intencje dot. „otwarcia ważnej rozmowy o transparentności i standardach etycznych w środowisku artystycznym.” Moglibyśmy rozpocząć ją w kontekście standardów dziennikarskich.
Pod “raportem” Przemysława Skrzydelskiego i komentarzem Wiesława Kowalskiego wyczuwam co najmniej nieelegancką sugestię, że jakiś “bardziej znany” i rozpoznawalny w środowisku mężczyzna stoi za moimi plecami” – Szanowna Pani, proszę nas nie podpinać pod jakąś Pani wiedzę, bo nie do końca rozumiemy ten Pani zabieg czy figurę stylistyczną. Poza tym mój tekst nie jest raportem. Rozpoznawalny w środowisku mężczyzna stojący za Pani plecami – w tym momencie już się pogubiłem.
„Bo przecież to jest w podtekście tych prasowych enuncjacji i rewelacji. To haniebne, że wciąż wpisuje się kobiety w stereotyp, że nasza kariera sterowana jest przez bardziej zorientowanego w sprawach zawodowych mężczyznę. Otóż nie. Nie jestem przedłużeniem czyichkolwiek interesów, a decyzje podejmuję samodzielnie dla dobra instytucji, którą prowadzę” – Szanowna Pani, nie wiem, co jest w podtekście. I nie wiem, co jest haniebne. I nadal nie rozumiem frazy o zorientowanym mężczyźnie oraz o przedłużeniu.
Ale skoro już dwa ostatnie akapity swojego obszernego tekstu opatrzyła Pani śródtytułem „Na marginesie”, to również na marginesie pozwolę sobie zauważyć, że gdyby decyzji o zatrudnianiu własnego męża nie podejmowała Pani samodzielnie, to może właśnie dzięki temu nie byłby on zatrudniany przez własną żonę.
Z wyrazami szacunku,
Przemysław Skrzydelski.
https://teatrdlawszystkich.pl/glos-w-sprawie-glosu-felieton-redaktora-naczelnego/
https://teatrdlawszystkich.pl/miedzy-etyka-a-etatem-pare-slow-od-redaktora-naczelnego/
https://teatrdlawszystkich.pl/publiczne-pieniadze-prywatne-uklady-wokol-teatru-horzycy/ani
„[…] idziemy do teatru i okazuje się, że literatura ze swoim porównaniem homeryckim, heksametrem, nadmiarowym nasyceniem historii bohaterami i zdarzeniami może mieć swoją sceniczną egzemplifikację, która mocniej działa na odbiorcę niż starożytny grecki epos w najlepszym tłumaczeniu”