Powrót „Exterminatora” w reżyserii Aldony Figury można czytać jako świadome ponowne otwarcie tego samego teatralnego laboratorium, w którym dwanaście lat temu testowano relacje między dramatem, koncertem i zbiorowym doświadczeniem widowni.
Druga realizacja – z Pawłem Domagałą ponownie w roli lidera zespołu – nie próbuje unieważniać poprzedniej, lecz raczej ją „przepisać w czasie”, z zachowaniem zasadniczej struktury tekstu Przemysława Jurka i przy minimalnych korektach językowych odnoszących się do roku 2025. Są to raczej sygnały i aluzje niż aktualizacja sensów: świat przedstawiony pozostaje światem prowincjonalnej, późnonowoczesnej Polski, w której mechanizmy władzy, aspiracji i kultury masowej działają według dobrze rozpoznawalnych reguł.
Spektakl zbudowany jest na podwójnym trybie narracyjnym. Z jednej strony oglądamy realistycznie zakreśloną sytuację czterech muzyków, którzy – po studenckich marzeniach i niewykorzystanych szansach – osiedli w stabilnych, pozamuzycznych rolach społecznych. Z drugiej strony opowieść ta jest stale przerywana i komentowana przez muzykę graną na żywo, która nie pełni funkcji ilustracyjnej, lecz staje się równorzędnym nośnikiem narracji. Kolejne etapy „kariery” Exterminatora nie są tyle pokazywane, co rekonstruowane w relacji, w anegdocie i w piosence. Teatr operuje tu skrótem i powtórzeniem, świadomie rezygnując z linearnej dramaturgii na rzecz montażu epizodów.
Istotnym elementem tej konstrukcji jest figura wójta (w premierowej odsłonie grał go Janusz Chabior) – lokalnego decydenta, który uruchamia ciąg zdarzeń, ale nie dominuje nad nimi psychologicznie. W tej inscenizacji władza działa raczej jako system oczekiwań, obietnic i drobnych przesunięć granic niż jako jednoznaczny antagonista. Podobnie relacje prywatne – zwłaszcza obecność żony głównego bohatera – funkcjonują jako siła normalizująca, przywołująca bohaterów do porządku codzienności. Spektakl nie pogłębia tych wątków, lecz traktuje je jako kontrapunkt dla scen zespołowych i muzycznych.
Muzyka, wykonywana przez aktorów bezpośrednio na scenie, wyznacza rytm przedstawienia. Zderzenie estetyki deathmetalowej z repertuarem biesiadnym i popowym nie jest tu prowadzone jako jednorazowy gag, lecz jako proces: stopniowe osuwanie się zespołu w coraz bardziej „bezpieczne” konwencje. Ważne jest przy tym, że inscenizacja nie różnicuje tych światów pod względem energii wykonawczej – zarówno growling, jak i przeboje estradowe grane są z podobnym zaangażowaniem scenicznym. To przesunięcie akcentu z „co” na „jak” sprawia, że granica między kompromisem a profesjonalizmem pozostaje niejednoznaczna.
W tym miejscu szczególnie wyraźnie ujawnia się strategia reżyserska Figury: teatr nie tyle opowiada o kompromisie, ile go performuje. Przedstawienie balansuje pomiędzy formami – dramatem, koncertem, quasi-stand-upem – nie próbując ich hierarchizować. Taki wybór powoduje rozluźnienie klasycznych narzędzi dramaturgicznych: akcja bywa statyczna, napięcie rozproszone, a sceny dialogowe często ustępują miejsca zbiorowym sekwencjom muzycznym. Jednocześnie to właśnie w tych momentach spektakl najmocniej otwiera się na widownię, uruchamiając reakcje typowe raczej dla wydarzeń estradowych niż teatralnych.
Interakcja z publicznością nie jest tu dodatkiem, lecz elementem strukturalnym. Widz zostaje wciągnięty w logikę festynu, w rytuał wspólnego klaskania i reagowania na rozpoznawalne melodie. Przestrzeń teatru traci na chwilę swój instytucjonalny dystans, a zachowania zbiorowe stają się częścią przedstawienia. To przesunięcie nie jest komentowane wprost, ale działa jako cicha rama interpretacyjna: granica między sceną a widownią ulega zawieszeniu, podobnie jak granica między krytyką kultury masowej a jej współuczestnictwem.
Druga realizacja „Exterminatora” nie dąży do redefinicji sensów tekstu Jurka ani do polemiki z wcześniejszymi odczytaniami (obok wspomnianej realizacji warszawskiej, była jeszcze krakowska). Raczej sprawdza, jak ten sam materiał funkcjonuje po latach – w innym kontekście społecznym, z innym doświadczeniem aktorów i publiczności. Spektakl pozostaje zapisem pewnego modelu teatralności: takiego, który ryzykuje rozmycie formy w zamian za intensywność kontaktu i który zamiast domykać znaczenia, wystawia je na działanie zbiorowej energii sali. W tym sensie „Exterminator” wciąż działa jako eksperyment na styku teatru i koncertu – eksperyment, którego wynik za każdym razem współtworzy publiczność.
https://wydzialprodukcji.pl/produkcje/exterminator/